Rozdział 14: Czy w esperanto można wyrażać uczucia?

Pewnego razu brałem udział w małej, tygodniowej konferencji esperanckiej we wschodniej Pensylwanii. Esperantyści zjechali się z takich stanów, jak Kalifornia, Arizona, Michigan, Pensylwania, Maryland i Nowy Jork. Rozpiętość wieku uczestników wahała się od lat trzech aż do wieku emerytalnego.

W czasie tej konferencji spotkałem innego emeryta. Chociaż obaj byliśmy rodzonymi Amerykanami, to oczywiście między sobą rozmawialiśmy po esperancku przez całą tę konferencję. Przekazaliśmy sobie nie tylko mnóstwo informacji, lecz skończyliśmy na dzieleniu się doświadczeniami, które dotknęły nas głęboko. Mówiliśmy o dramatach rodzinnych. W przeciągu dwóch lub trzech dni rozmawialiśmy na temat strat, które wywołują łzy w oczach. Dzieliliśmy się również innymi doświadczeniami, takimi, które wywołują wybuchy śmiechu.

Miałem już wcześniej podobne doświadczenia.  Być może fakt używania języka, którego oboje wyuczyliśmy się z powodów idealistycznych, przywołało pewną stronę naszej osobowości, naszego charakteru, duszy, którą bardziej opieralibyśmy się ujawnić, mówiąc po angielsku. Nie jestem tego pewien. Pewien jestem jedynie tego, iż oboje byliśmy bardzo poruszeni naszym spotkaniem, iż oboje dowiedzieliśmy się wiele o sobie nawzajem, oraz że nasze życie stało się bogatsze z powodu tego poznania się w okresie czasu, który wyraża się godzinami.

Podczas tej samej konferencji miałem długą rozmowę (oczywiście w esperanto) ze studentem jednego z wiodących uniwersytetów w kraju. Weszliśmy na pytania dotyczące sensu życia, te same pytania, które w mojej młodości skłoniły mnie do studiowania filozofii. Dyskutowaliśmy na te tematy przez godzinę albo półtorej po zakończeniu sesji wieczornej. Słowa płynęły równie szybko jak w angielskim. Jeśli nie znaliśmy potrzebnego słowa, to składaliśmy je z innych słówek, morfemów, które już znaliśmy.

Lata temu pewien znany na świecie esperantysta był u mnie gościem przez kilka tygodni i, w toku rozmów na wiele ważnych tematów, również zaczęliśmy dzielić się tragediami i niedoszłymi tragediami, które szarpały nasze życie. Ta wspomniana przeze mnie chińska esperantystka, którą podwoziłem z Chicago do Detroit, opowiedziała mi po esperancku o swoich zmartwieniach dotyczących jej syna.

Umberto Eco, włoski lingwista, raz prowadził wykład na uniwersytecie na temat języka. Żartobliwie powiedział, że chociaż ludzie mogą używać języka planowego do porozumiewania się ze sobą, to nie mogą się w tym języku kochać. Otrzymał dosyć kłopotliwy list od jednej ze studentek ze swojej klasy, w którym napisała "Proszę Pana, myli się pan. Na pewno można kochać się w esperanto". Później dodała, że to właśnie robi.

Eco wygłosił ciąg wykładów na Sorbonie na temat idei doskonałego języka. Opublikował swoje badania w tej dziedzinie w książce pt. The Search for the Perfect Language (poszukiwanie doskonałego języka). Umieścił w niej cytat za zgodą Antoine'a Meilleta, który brzmiał "Toute discussion théoretique est vaine: l’Esperanto fonctionne" (wszystkie teoretyczne dyskusje są próżne: esperanto działa). Po zbadaniu tego języka Eco stał się jego propagatorem.

W wywiadzie odwołał się do sprawy listu swojej studentki.

Powiedział: "Ludzie nauczali esperanto w bardzo złych warunkach przez dziesięciolecia, a zobaczmy – ludzkie istoty kochają się w esperanto. Łacinę uczono bardzo intensywnie przez setki lat, lecz można być pewnym, że nawet jeśli jakiś ksiądz i zakonnica mieliby się kochać, to nie użyliby jej w tych okolicznościach. Wyciągnijcie własne wnioski!"

Gdy ludzie kochają się w esperanto, jak studentka Eco lub pary mówiące różnymi językami, które poznają się za pomocą esperanto, randkują w tym języku, kochają się z nim, zakładają rodziny i wychowują dzieci w esperanto, nie do pomyślenia byłoby twierdzenie, że esperanto nie jest rzeczywistym językiem.

Jednakże wciąż znajdują się ludzie nie mający zielonego pojęcia o esperanto, którzy odrzucają go od ręki jako język nierzeczywisty.

Pojęcie filozoficzne a priori oznacza "przed sprawdzeniem faktów dotyczących czegoś". Tacy ludzie twierdzą a priori, że esperanto nie jest językiem, w którym można wyrażać głębokie uczucia, w którym nie można dokonywać analiz filozoficznych, itd. Ich nie można przekonać. Ludzie nie zobaczą czegoś, czego nie chcą widzieć.

Gdybym powiedział, że prowadziłem dyskusje filozoficzne w esperanto, tacy ludzie zaczęliby kpić. Gdybym powiedział, że o mało się nie popłakałem w czasie rozmów z innymi o ich tragediach życiowych, a rozmowy toczyły się w języku esperanto, to ci ludzie posądzaliby mnie o jakieś złudzenia. Gdybym opisał, jak pewien mężczyzna i kobieta, nie mówiący tym samym językiem ojczystym, spotkali się na międzynarodowym zebraniu esperanckim, poznali się nawzajem i pokochali się, ożenili i wychowywali dzieci, rozmawiając ze sobą przez cały czas po esperancku, to tacy ludzie albo by mnie zignorowali, albo by się naśmiewali z tego co mówię, uważając to za moje wymysły. Gdybym dalej mówił, jak ich dzieci płynnie opanowały nie tylko język ojczysty matki i ojca, ale również język, który połączył ich rodziców, tacy kpiarze prawdopodobnie pogratulowaliby mi mojej wspaniałej wyobraźni.

 Tacy myśliciele a priori tworzą logiczne struktury i dedukują z nich wszystkie powody, dla których esperanto jest złe. Przypominają mi ludzi, którzy udowadniali z niepodważalną logiką, że istoty ludzkie nigdy nie będą w stanie skonstruować latających maszyn cięższych od powietrza. Logika takich ludzi jest doskonała. Jeśli przyjmiesz ich założenia, to otrzymasz identyczne wnioski. Jedynym mankamentem jest to, że te wnioski, wywodzące się z ich doskonałej logiki, są oparte na nieprawdziwych przesłankach.

W filozofii istnieje drugie określenie, a posteriori. To znaczy "po sprawdzeniu faktów". Czasami naukowcy tworzą wspaniałe, wyrafinowane teorie, które wyjaśniają znane fakty. Teorie te tworzą bardzo rygorystycznie. Ich logika jest doskonała. Nauczyciele i profesorowie wykładają te teorie w szkołach i na uniwersytetach całego świata. Nie ma powodów a priori, aby podejrzewać, że z tymi teoriami jest coś nie tak.

Lecz nagle jakiś badacz odkrywa nowe fakty. Te fakty nie pasują do teorii. Dawno temu powszechną teorią było przyjęcie, że wszystko w niebiosach kręci się wokół Ziemi. Teoria ta była dopracowana i spójna oraz pasowała dobrze do znanych faktów. Była powszechnie akceptowana. Lecz później ludzie dokładniej zajrzeli w niebo. Usłyszawszy o holenderskim wynalazku urządzenia pozwalającego widzieć odległe rzeczy, Galileo Galilei zbudował pierwszy teleskop używany do celów astronomicznych. Popatrzył na gwiazdę błądzącą, zwaną Jowiszem, i odkrył cztery księżyce obracające się wokół niego, a nie wokół Ziemi. To odkrycie było w sprzeczności z teorią, iż wszystko w niebiosach krąży wokół Ziemi.

Ze starą teorią nie było a priori nic złego. Jednakże okazało się, że a posteriori wiele rzeczy się w niej nie zgadzało. W przeciągu wieków wielkie autorytety, trzymające się z uporem starej teorii, że wszystko w niebiosach obraca się wokół Ziemi, musiały się w końcu poddać. Jedyną alternatywą było wyjście na głupca popierającego teorię sprzeczną z całym wachlarzem przyjętych ogólnie faktów.

Podobnie wszyscy ci, którzy dowodzą, że esperanto jest, w bardzo złym znaczeniu, sztucznym językiem bez duszy (w przeciwieństwie do angielskiego, łaciny, suahili, indonezyjskiego i języka Siuksów), że nie można go stosować do tworzenia dzieł literackich lub wyrażania głębokich uczuć – tacy ludzie uporczywie trzymają się swojego zdania a priori na temat esperanto. Mogą tak postępować dopóki nie przyjrzą się faktom.

Osobiście nie byłem na księżycu, gdy Neil Armstrong stawiał tam swój pierwszy krok. Osobiście nie było mnie w Rzymie, gdy Juliusz Cezar został zasztyletowany. Osobiście nie byłem w Oświęcimiu, gdy Niemcy używali cyjanowodoru do mordowania niezliczonej rzeszy Żydów i członków ras uważanych przez nich za gorsze. A mimo to znam dobrze te fakty. Ta wiedza oparta jest na takich dowodach, jak filmy, fotografie i zeznania naocznych świadków. Wiem, że te zdarzenia miały miejsce, jak to, że mój ojciec poślubił moją matkę, chociaż wcale mnie tam nie było.

W ten sam sposób wiem, że ludzie czytają książki po indonezyjsku, mówią po indonezyjsku, kochają się i kłócą po indonezyjsku, itd. Wiem to, chociaż nigdy nie widziałem na oczy żadnej książki indonezyjskiej ani nie słyszałem słowa w tym języku.

Są ludzie, którzy bez problemów przyjmują te wszystkie fakty na temat języka indonezyjskiego (lub na temat dowolnego z tysięcy języków używanych na świecie), lecz odmawiają przyjęcia do wiadomości podobnych faktów dotyczących języka esperanto. Utrzymują swoje przekonania a priori, ich przekonania są niepodważalne, nawet jeśli kłócą się z faktami.

Pomimo a priori przeciwników język esperanto działa bardzo dobrze, nie jako kopia jakiegoś innego języka, lecz w swój własny sposób. W esperanto można zrobić dokładnie wszystko to samo co w jakimkolwiek innym języku. Różnica jest jedynie taka, iż nauka nie trwa długie lata do momentu, gdy możesz to zrobić.

 

Rozdział 15: Mniej istotne trudności w esperanto


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.