Rozdział 9: Rzeczywiste doświadczenia z esperanto

Chciałbym rozpocząć od porównania moich osobistych doświadczeń z dwoma językami, których się nauczyłem, francuskim i esperanto. Uczyłem się francuskiego przez cztery lata w liceum, mając wspaniałych nauczycieli.  Na studiach wziąłem również jeden semestr z francuskiej literatury klasycznej, w czasie którego wszystko było po francusku – prelekcje, wykłady, dyskusje, testy. Począwszy od drugiej klasy liceum, samodzielnie czytałem francuską literaturę. W trakcie badań historycznych czytałem okazjonalnie francuskie książki.

Przez wiele lat prenumerowałem francuskie periodyki. Przeczytałem wiele tysięcy artykułów w tym języku jak również ponad dwieście książek, łącznie z francuskimi sztukami klasycznymi Moliera i Racinea, pracami egzystencjonalnej fikcji Camusa i Sartre'a, powieściami detektywistycznymi Simenona i większą część arcydzieł Proust’a. Potrafię czytać wiadomości w Le Monde prawie tak dobrze jak w The New York Times.

Piszę po francusku dosyć poprawnie, lecz w tym celu muszę posiadać pod ręką literaturę źródłową. Ciągle muszę sprawdzać w słownikach rodzaje gramatyczne rzeczowników i przymiotników oraz wyrażenia idiomatyczne. Również muszę sprawdzać pisownię słów. Potrzebuję książkę lub program komputerowy, który odmienia czasowniki, ponieważ muszą ciągle sprawdzać niektóre z nich, aby stwierdzić, czy są lub nie są regularne oraz jaką mają właściwą formę. Pisanie po francusku zabiera mi wielokrotnie więcej czasu niż pisanie po angielsku, ponieważ muszę sprawdzać tak wiele rzeczy. A mimo to, nie ważne jak się staram, pojawiają się błędy. Zawsze boję się popełnienia błędu i bycia później poprawianym jak uczniak. Tak jest po spędzeniu z tym językiem siedmiu lub ośmiu tysięcy godzin.

Naukę francuskiego rozpocząłem w ósmej klasie w 1949 r. Po raz pierwszy odwiedziłem Francję w czasie ośmiodniowej wycieczki do Paryża w roku 1999. Zanim tam pojechałem, idąc za radą przyjaciela, przećwiczyłem praktycznie wiele prawdopodobnych tematów rozmów, takich jak pytanie o drogę.

Mój mówiony francuski podczas tej wycieczki można opisać jako wysokiego poziomu francuski dla przetrwania. Byłem w stanie poprosić urzędnika w metrze o informację i drogę. Byłem w stanie porozmawiać z kimś na temat bardzo starego kościoła w okolicy i otrzymać całkiem interesujące informacje. Byłem w stanie zamówić całą gamę ręcznie wyrabianych serów, aby się nimi cieszyć w czasie lotu powrotnego, oraz wyjaśnić, że chcemy najlepsze sery. W hotelu bardzo miły i usłużny personel w recepcji posługiwał się czymś, co nazwałbym hotelowym angielskim. Potrafili przyjmować i wypisywać gości oraz wskazywać drogę po angielsku (jak również w kilku innych językach). Zwykle nalegali na rozmawianie po angielsku, a ja z tym nie walczyłem, chociaż, z wyjątkiem jednej kobiety, mój francuski był lepszy niż ich angielski.

Pamiętam, jak zapytałem recepcjonistę o łodzie takie jak Bateaux-Mouches, które w Paryżu zabierają pasażerów na przejażdżki w górę i w dół Sekwany. Aby wyjaśnić mi, że jest wiele podobnych firm oferujących tę samą usługę i że te firmy można znaleźć wzdłuż całego nabrzeża, musiał przejść na francuski.

Nie ma sposobu, abym czuł się wygodnie, mówiąc tym językiem z rodzimymi mówcami. Nie jest tak dlatego, że jestem głupi. Posiadam wiele dyplomów akademickich i na standardowych testach szło mi bardzo dobrze. Problemem nie jest mój umysł. To dlatego, że francuski, jak angielski, hindi, arabski, chiński, jest fantastycznie trudnym językiem do nauki dla obcokrajowców.

Moje doświadczenie z esperanto było diametralnie inne. Przede wszystkim sam nauczyłem się tego języka, tego nie dałoby się raczej wykonać z francuskim. Po trzech miesiącach intensywnego samokształcenia byłem gotowy do napisania w tym języku długich artykułów dla biuletynu naszej stanowego stowarzyszenia i byłem gotowy do korespondowania z ludźmi na całym świecie. Po otrzymaniu kilku listów rzadko był mi potrzebny słownik do ich czytania. Używałem często słowników do sprawdzania, czy używam właściwego słowa, lecz nigdy w celu sprawdzenia pisowni słów, których wymowę znałem. Używałem i używam słowników esperanckich, zajmując się pisaniem równie często, jak robię to ze słownikami angielskimi, pisząc w swoim języku ojczystym. Słowników angielskich używam głównie do sprawdzania pisowni. (Programy komputerowe dokonujące sprawdzania pisowni dużo pomagają, lecz są bezradne, gdy wpisane błędnie słowo jest istniejącym rzeczywiście słowem.) Używanie słowników esperanckich ogranicza się głównie do sprawdzania, czy słowo przychodzące mi na myśl faktycznie istnieje, a nie jest jedynie kalką esperancką słowa angielskiego lub francuskiego.

Od początku mojej międzynarodowej korespondencji byłem w stanie wyrazić dowolną ideę w esperanto, którą mogłem wyrazić w angielskim. Odbiorcy moich listów w krajach takich, jak: Związek Radziecki, Brazylia, Chiny, Japonia, Senegal, Niemcy Wschodnie i Holandia, rozumieli mnie, a ja rozumiałem ich tak dobrze, jakbyśmy rozmawiali w tym samym języku ojczystym.

Prowadziłem spór o rzekomych zaletach komunizmu z oddanym sprawie komunistą, który był profesorem historii w Gorkim, w Rosji. Jeden ze wschodnioniemieckich korespondentów nienawidził życia w systemie komunistycznym. Opowiadał mi o śpiewakach, którym zakazano śpiewać publicznie, ponieważ ich piosenki zostały uznane za przeciwne temu reżimowi. Powiedział mi, że lekarstwo bezwzględnie potrzebne jego żonie było zupełnie niedostępne w jego kraju, przynajmniej dla zwykłych ludzi. (Miała szczęście, że jej wujek mieszkał w Zachodnich Niemczech i mógł jej wysłać to lekarstwo.) Opowiadał mi jak komuniści uwięzili jego ojca, co pogorszyło stan jego zdrowia i doprowadziło do przedwczesnej śmierci. Przestępstwem jego ojca było uczestnictwo w strajku tramwajarzy.

Mój korespondent we Władywostoku opowiadał mi jak założył klub przyjaźni rosyjsko-amerykańskiej i jak członkowie tego klubu chcieli upiec ciasto w kształcie amerykańskiej flagi. Opowiadał mi o takich brakach w dostawie towarów, że musiał on stać od czwartej rano w kolejce po kolorowy telewizor, który kupił sześć godzin później. Gdyby stanął później w tej kolejce, wszystkie telewizory byłyby już wysprzedane, gdy nadeszłaby jego kolej. (Wiele lat później po upadku komunizmu dostałem od niego list, w którym pisał mi, że kupił samochód sportowy i po raz pierwszy w swoim życiu objechał nim okolice swojej części azjatyckiej Rosji.)

W dniach śmierci komunizmu opisał mi jak władza oferowała mu członkowstwo w Partii Komunistycznej. Wyjaśnił mi, że udało mu się z tego wymigać twierdząc, że "nie zasługuje na tak wysoki zaszczyt".

Mój korespondent ze Wschodnich Niemiec pisał wspaniale po esperancku. Raz wygrał nagrodę za tłumaczenie na esperanto. Jego listy mozna było od razu publikować, gdy nadchodziły z jego maszyny do pisania, a później z komputera, który dostarczył mu krewny z Niemiec Zachodnich. Mój korespondent ze Władywostoku robił dużo błędów, więcej ode mnie, lecz nie przeszkadzało nam to się porozumieć.

W każdym przypadku ja nie używałem ich języka, a oni nie używali mojego. Wszyscy używaliśmy naszego języka, ponieważ esperanto należy do każdego, kto się go uczy. Zatem wygodnie nam było używać pomiędzy sobą naszego języka. Nie baliśmy się ośmieszenia przez niewłaściwy dobór słów.

Pewien chiński profesor odwiedzający Stany Zjednoczone opisał esperanto jako "językowe podanie ręki". Gdy dwoje ludzi podaje sobie ręce, każdy z nich wyciąga ze swojej strony rękę. Jeśli mówi się po esperancku, to każda z tych osób musiała włożyć w naukę pewien wysiłek aby móc się wspólnie porozumieć. To daje zupełnie inne doświadczenia niż miał ten chiński profesor przy rozmowie po angielsku z Amerykanami. On zrobił olbrzymi wysiłek, opanowując niedoskonale język angielski. Natomiast ludzie, z którymi prowadził rozmowę, nie włożyli w to żadnego specjalnego wysiłku.

Posiadam interesujące doświadczenia przy mówieniu tym językiem tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Około dziesięć miesięcy po rozpoczęciu nauki esperanto miałem okazję oprowadzać po obszarze Detroit gościa, Joela Brozowskiego. W czasie kilku spędzonych razem godzin rozmawialiśmy prawie wyłącznie w języku esperanto. Zdumiało mnie odkrycie, że mogłem się zupełnie zrozumiale wyrażać w tym języku oraz że ja sam rozumiałem w nim bardzo dobrze. To brzmiało prawie jak oszustwo, możliwość mówienia w jakimś języku jedynie po kilku miesiącach nauki. Niewątpliwie robiłem błędy, lecz nie aż tyle ile robiłem we francuskim po tysiącach godzin nauki poświęconych w okresie prawie czterdziestu lat. Nie było żadnego porównania pomiędzy olbrzymią lokatą w język francuski oraz wysiłkiem włożonym w naukę esperanto do osiągnięcia punktu, w którym mogłem się swobodnie w nim komunikować.

Dzisiaj, w roku 2000, Joel Brozowski jest dyrektorem Centralnego Biura Ligii Esperanto dla Ameryki Północnej, wtedy był on młodym Amerykaninem, który zabrał siedem tysięcy dolarów ze sobą na podróż do Europy po odbyciu wstępnego kursu w esperanto. Planował zostać tam tak długo, aż skończą mu się oszczędności. Te siedem tysięcy dolarów pozwoliły Brozowskiemu podróżować po Europie i na Dalekim Wschodzie przez trzy lata. Esperantyści mają zwyczaj przyjmowania z otwartymi ramionami gości esperanckich, a więc wielu ludzi zapraszało go do pozostawania z nimi i dzięki temu pieniądze starczyły mu na tak długo. Oczywiście po tych trzech latach w Esperantujo (kraju esperanckim) mówił tym językiem jak "swoim własnym".

Dwa lata później, w 1989, podwoziłem pewną Chinkę z Chicago, gdzie spotkaliśmy się na zjeździe esperanckim, do domu jej krewnego na przedmieściach Detroit, nie daleko od miejsca, gdzie mieszkam. W samochodzie spędziliśmy kilka godzin i razem zjedliśmy posiłek w restauracji. Ona nie mówiła po angielsku, a ja nie mówiłem po chińsku. Wspaniale dawaliśmy sobie radę w naszym wspólnym, łatwym do nauki języku międzynarodowym.

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, pogawędziliśmy przez kilka minut z jej kuzynem, inżynierem w przedsiębiorstwie samochodowym. Zaistniała pewna dziwna sytuacja. Tych dwóch Chińczyków mogło ze sobą rozmawiać po chińsku. Esperantystka i ja mogliśmy rozmawiać ze sobą po esperancku. Inżynier i ja mogliśmy rozmawiać ze sobą po angielsku. Cała nasza trójka nie miała wspólnego języka.

Wcześniej tego samego roku byłem na wakacjach z przyjaciółką w Cape Cod. Było bardzo wczesne lato, jeszcze zanim pojawiły się tłumy. Pewnego dnia wyszliśmy na plażę poobserwować ptaki. Podeszło do nas dwóch bardzo starych mężczyzn. Jeden z nich poszedł popływać, a drugi na niego czekał. Pogawędziliśmy sobie z oczekującym mężczyzną. Powiedział nam, że ten pływający jest jego szwagrem, etnicznym Rosjaninem z Litwy, który nie mówi po angielsku. Podczas jego odwiedzin rozmawiali ze sobą po niemiecku. Moja przyjaciółka zapytała, czy ten pływający zna esperanto. Okazało się, że uczył się tego języka ponad sześćdziesiąt lat wcześniej, gdy był nastolatkiem.

Gdy ten stary mężczyzna wyszedł z wody, zacząłem mówić do niego po esperancku. Jego oczy rozjaśniły się i począł mówić tak szybko, że musiałem go poprosić o zwolnienie tempa. Powiedział mi, że znał ludzi, którzy osobiście znali Zamenhofa. Spotkaliśmy się jeszcze raz na plaży, zanim wrócił do Związku Radzieckiego, przez jakiś czas korespondowaliśmy.

W roku 1999, gdy w końcu udało mi się po raz pierwszy dotrzeć do Europy w naszej ośmiodniowej wycieczce do Paryża, miałem to wspaniałe doświadczenie odwiedzenia obcego kraju i prowadzenia swobodnych, płynnych rozmów na wiele różnych tematów w języku innym niż mój rodzimy angielski.

Miało to miejsce w Centralnym Biurze Francuskiego Związku Esperanto. Wpadłem tam kilka razy i rozmawiałem ze wszystkimi, którym zdarzyło się być w tym biurze, również uczestniczyłem w cotygodniowym spotkaniu konwersacyjnym. Jako zagraniczny gość odpowiadałem na mnóstwo pytań. Pamiętam jedną osobę, która była zaskoczona, że Amerykanin wie tyle o Francji i francuskiej kulturze i która mówiła w superlatywach o długiej historii bliskich powiązań Stanów Zjednoczonych Ameryki i Francji. Dyskutowaliśmy o historii, bieżących sprawach gospodarczych, amerykańskich interesach we Francji, a szczególnie w Paryżu, co nazwałem "romansem Ameryki z Paryżem", a wszystko to odbywało się w jakimś esperanto, który był tak płynny i jasny jak mój angielski, gdy prowadzę rozmowy z innymi Amerykanami u siebie w kraju.

Gdybym miał mieszkać we Francji, powiedzmy, przez sześć miesięcy i tam uczyłbym się mówić po francusku, nie szukając rodaków, to pewny jestem, że mój mówiony francuski zbliżyłby się bardzo do mojego mówionego esperanto. Jednakże osiągnąłem ten wygodny, efektywny poziom w esperanto bez potrzeby spędzania miesięcy lub lat w obcym kraju.

Jednym z powodów łatwego przejścia z czytania na mówienie w języku esperanto jest jego fonetyczność. Francuski jest sławny z powodu swojego mnóstwa niemych liter. Słyszy się dźwięk "" jako część francuskiego słowa i może on być zapisywany jako "eau" lub "eaux" lub "au" lub "aux". Gdy ten dźwięk zapisuje się jako "eau", oznacza "wodę", a gdy zapisuje się jako "au", oznacza "do" lub "przez" lub "w". Końcówka czasownikowa –ent jest niema. Końcowe spółgłoski są w większości nieme, Końcówka liczby mnogiej -s jest zwykle niema. Litery ues w lingues (języki) są nieme. Słowa mogą być pisane zupełnie inaczej, ale mieć tę samą wymowę. Na przykład sans oznaczające "bez" i cent oznaczające "sto" lub "setkę" są wymawiane tak samo. Jest oczywiście olbrzymia różnica pomiędzy sans dollars i cent dollars.

Słuchając francuskiego, dostaje się o wiele mniej informacji na temat słów niż przy mówieniu nim. Istnieje duży odstęp pomiędzy dobrą znajomością pisanego francuskiego a umiejętnością rozumienia mówionego języka.

(Nawet w takim języku jak hiszpański, który jest bardziej fonetyczny od francuskiego, istnieje problem zapisu tego samego dźwięku przy pomocy kilku liter. Dźwięk s może być zapisywany jako c, s lub z.)

W esperanto nie ma takiego odstępu. Każda litera ma jeden dźwięk. Jeśli wiesz jak odczytać słowo, to wiesz jak go słyszeć. Przejście od czytania po esperancku do słuchania w tym języku wymaga bardzo drobnych korekt.

Esperanto pozwoliło na wszelkie możliwe kontakty pomiędzy ludźmi. Ci, którzy się go uczą, stają się przyjacielscy i idealistyczni. Zdarza się, że ludzie z dwóch różnych grup językowych spotykają się poprzez esperanto i pobierają się. Ich dzieci dorastają w domu, w którym esperanto jest językiem domowym. W ten sposób pojawiło się około dwóch tysięcy rodzimych mówców esperanto, wszyscy z nich są oczywiście dwujęzykowi. Istnieje międzynarodowa organizacja rodzin mówiących w języku esperanto, w których dzieci mówią tym językiem jako jednym ze swoich języków ojczystych. Członkowie komunikują się za pomocą e-maili oraz posiadają swoją własną witrynę w Internecie.

Inne możliwości używania języka esperanto pomiędzy ludźmi mówiącymi różnymi językami ojczystymi są wskazywane przez doświadczenia szwajcarskiego psychoterapeuty, Claude'a Pirona. W mowie wygłoszonej we wrześniu 1994 na konferencji esperanckiej w Cully Piron opisywał swoją pracę z uchodźcami:

 

Ile powstaje udręki i cierpienia z powodu braku efektywnych środków porozumiewania się! Gdy stoisz (jak mi się przydarzyło) przed pewną kobietą, która przechodzi prawie histeryczny kryzys i która mówi jedynie po albańsku, a twoja możliwość niesienia pomocy jest praktycznie przekreślona z powodu braku środków porozumienia się, to już dłużej nie możesz uważać swojego zaangażowania w esperanto jako przynoszącego przyjemność środka porozumiewania się z ludźmi podobnie myślącymi. Ta kobieta wyraźnie wymagała pomocy psychologicznej i oczywiście dostałaby ją, gdyby tylko istniał wspólny język pomiędzy nią a psychoterapeutą. Ale takiego wspólnego języka nie było.

Nieco później w tym samym centrum pojawił się uchodźca z Kosowa, który uczył się esperanto. Oprócz esperanto znał tylko albański. Chociaż nie poświęcił dużo czasu na naukę esperanto, to jego sytuacja była diametralnie inna. Mogłem go wysłuchać i pomóc mu.

Wśród innych uchodźców w centrum wielu posiadało słabą znajomość angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego, których to języków uczyli się całymi latami. Lecz pomimo faktu, że ja również poświęciłem mnóstwo czasu na te języki, porozumiewanie się z nimi było niezwykle wolne, pozbawione niuansów, bez życia, nużące, jednym słowem, frustrujące. Te języki nie nadawały się do pracy, którą należało wykonać.

Podobne doświadczenia są dowodem na to, że problem porozumiewania się jest poważnym problemem ludzkim, że esperanto jest rozwiązaniem wielokrotnie bardziej skutecznym od innych rozwiązań, a stąd zaniechanie zrobienia wszystkiego co możliwe w celu uświadomienia społeczeństwu tego problemu i jego rozwiązania jest jak odmówienie pomocy osobie w niebezpieczeństwie.

 

Jak zobaczymy później, znajomość języków obcych Pirona, które chciał używać, nie była wcale trywialna. Piron latami pracował jako zawodowy tłumacz z angielskiego i rosyjskiego na swój ojczysty francuski w Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz w Światowej Organizacji Zdrowia. Jego znajomość angielskiego i rosyjskiego uczyniła z niego najbardziej cenionego tłumacza tych języków, kogoś z radością zatrudnianego przez najważniejsze organizacje międzynarodowe. A jednak nie był w stanie wykonywać efektywnej psychoterapii na uchodźcach, którzy przez lata uczyli się tych języków. A jednak był w stanie dokonać efektywnej psychoterapii na uchodźcy, który spędził umiarkowaną ilość czasu na nauce esperanto.

Język, którym posługiwał się Piron przy rozmowie z uchodźcą z Kosowa, był językiem wysoce ekspresywnym oraz takim, w którym uczeń może wypowiadać się bardzo ekspresywnie po względnie krótkim czasie nauki. Dzieje się tak za sprawą ogromnej swobody, której doświadczają użytkownicy esperanto, gdy dochodzi do tworzenia słów. W języku takim jak angielski, francuski, niemiecki itd. dużą ekspresywność uzyskujemy dzięki idiomom. Idiomy są barwnymi wyrażeniami, które oznaczają coś innego niż się wydaje. Idiomy bardzo wzbogacają język, lecz są ogromną przeszkodą dla ludzi nie będących rodzimymi mówcami. Esperanto osiąga swoją olbrzymią ekspresywność w całkowicie inny sposób, taki, który nie tylko nie przysparza uczniowi dodatkowego ciężaru w nauce, lecz w rzeczywistości zmniejsza go.

 

Rozdział 10: Bez potknięć o idiomy


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.