obrazek

W kościele baptystów na skraju Ipswich w Suffolk we wschodniej Anglii 20 ludzi ma spotkanie. Wśród nich jest mierniczy i emerytowany producent filmowy, student oraz 95 letni były nauczyciel. Razem mają do przedyskutowania kilka rutynowych spraw; członkowstwo, rachunki, i takie tam rzeczy. Później, po domowej zupie i wegetariańskich przekąskach następuje quiz wiedzy ogólnej, ułożony przez Roya Threadgolda.

Threadgold jest farmerem zajmującym się nabiałem, którego ser z mleka owczego wygrywa nagrody, a ze swoją wesołą twarzą i długimi bokobrodami wygląda tu zupełnie na miejscu. Więc gdy wstaje i oznajmia pierwsze pytanie, dźwięk jego słów jest zaskakujący – prawie szokujący.

Czy to Węgrzy? Portugalczycy? A może zbieranina słowian? Niektóre słowa brzmią w połowie znajomo, lecz nie jest to francuski ani niemiecki, a na pewno nie jest to dialekt z Essex. Jedna rzecz jest jasna. Bez względu na używany przez Threadgolda język jego słuchacze go rozumieją. Ponieważ ledwo co rozpoczął quiz, a już nagabują go o wskazówki lub naciskają na niego o wyjaśnienia, a wszystko to w tym samym bujnym narzeczu, pełnym dźwięków "o" i "oi", przypominającym znane języki.

Obcy pojawiający się przypadkiem na tym zebraniu prawie na pewno doszedł by do wniosku, że jest to grupa wygnańców zebrana razem w celu dzielenia się czułymi wspomnieniami o odległej ojczyźnie. Dopiero później prawda mogłaby zaświtać – że łączy ich wspólny język, a nie jakieś wspólne pochodzenie. Ponieważ, z wyjątkiem Dominiki będącej administratorem francuskiej bazy danych, reszta tutaj to Brytyjczycy z krwi i kości. Po prostu znają esperanto.

To nie tak, że ktoś sobie "po prostu" mówi językiem esperanto. Ten język nie posiada żadnego kraju, który mógłby nazwać własnym. Z przeznaczeniem jako powszechny drugi język – język pomocniczy, przy pomocy którego wszyscy ludzie, bez względu na swoje pochodzenie, mogliby się swobodnie porozumiewać – jest to rzecz skonstruowana, świadomy wynalazek, którego świadomie należy się wyuczyć.

Fakt, że po 116 latach od narodzin esperanto (artykuł powstał w 2003) jedynie niewielu ludzi czytających ten artykuł będzie cośkolwiek wiedziało na jego temat – może być nawet nieświadoma jego istnienia – pokazuje jasno jak bardzo świat był i jest oporny, aby podjąć oczywisty, następny krok. W 1965 William Shatner zagrał role w Incubusie, pierwszym filmie w tym języku. Conrad Hall, kierownik zdjęć w tym projekcie, przeszedł do filmowania American Beauty. Lecz co się stało z esperanto? Ani ONZ, ani UE nie przyjęły go jako języka roboczego, a nie stosuje go nawet pojedyncza wielonarodowa korporacja czy organizacja dobroczynna w swoich codziennych działaniach. A mimo to nikt w tej sali kościelnej nie wydaje się byc tym zmartwiony, co nie oznacza, że czasami nie czują się oni lekko oburzeni.

Posłuchajmy Roya Simmonsa. Jest to 53 letni nauczyciel liceum we wschodnim Londynie – przyjechał do Ipswich, ponieważ w wolnych chwilach jest przewodniczącym Wschodniej Federacji Esperanto, której zebraniem jest właśnie to zebranie. Simmmons twierdzi, że aż do 1994, gdy przypadkowo zobaczył książkę z tej dziedziny, nigdy nie słyszał o esperanto. Lecz była to miłość od pierwszego spojrzenia.

"Wciągnął mnie ten język," przypomina sobie, a później natychmiast zapisał się na kurs.

Jednak jego próby przekazania dalej swojego entuzjazmu prawie zawsze trafiały do głuchych uszu. Nie tylko głuchych, lecz zupełnie zatkanych.

"Dziwi mnie," mówi Simmons, "że gdy wspomni się o esperanto, ludzie nigdy nie ignorują go. Są dziko przeciwko niemu. Nawet w szkołach. Jeśli oznajmisz, że masz zamiar uczyć rosyjskiego, ludzie powiedzą tylko 'och, to strata czasu' i zaraz o tym zapomną. Lecz cięgle będą na ciebie nastawać, dlaczego nie powinieneś uczyć esperanto. A przecież esperanto jest wspaniałą podstawą do nauki innych języków. To samo dotyczy łaciny. Lecz jej nauka zajmuje bardzo wiele czasu, a esperanto nie. W dwa lata nabyłem biegłości. Nie zapominajmy, że on zaprojektował je dla niewykształconych robotników na farmie, którzy mieli 10 minut czasu dziennie."

On? Ach, to musi być Ludwik Zamenhof.

W latach 1860 Białystok nie był dobrym miejscem do dorastania. Miasto na północy dzisiejszej Polski w owym czasie znajdowało się pod zaborem rosyjskim

Przemoc etniczna.

Przemoc pomiędzy etnicznymi Polakami, Rosjanami, Niemcami i Żydami była na porządku dziennym, a każdy tydzień przynosił świeże wiadomości o aktach barbarzyństwa i okrucieństwa pomiędzy tymi wzajemnie nietolerancyjnymi społecznościami.

To tutaj, gdzie brak zrozumienia przeradzał się natychmiast w nienawiść rasową, a nienawiść rasowa wywoływała przemoc, urodził się Ludwik Zamenhof w rodzinie nauczycielki języków i jej męża lingwisty w roku 1859. Do lat młodzieńczych naoglądał się wystarczająco nieludzkich zachowań człowieka w stosunku do człowieka, aby się przekonać o potrzebie wspólnego języka, który promowałby zrozumienie pomiędzy narodami.

Wychowany w środowisku mówiącym po polsku, niemiecku, rosyjsku, jidysz i hebrajsku, oraz mając dobrą znajomość angielskiego i francuskiego, Zamenhof wiedział, że żaden z istniejących na świecie języków nie spełni tych oczekiwań. Jeden powód to to, że wszystkie są powiązane z określonym krajem, rasą lub kulturą, przez co brakuje im neutralności, której potrzebowałby języka międzynarodowym, aby zostać zaakceptowanym. A drugim powodem jest fakt, że wszystkie są obciążone niezmiernie regułami gramatycznymi i jednocześnie nadziane mnóstwem niekonsekwencji i wyjątków, co oznaczało, że brak im kolejnej istotnej cechy powszechnego, drugiego języka – łatwości nauki przez zwykłych ludzi.

Ten czynnik trudności również dotyczył łaciny i klasycznej greki – co pozostawiło Zamenhofowi tylko jedne wyjście – stworzyć swój własny język.

Lecz wymyślanie języka nie daje chleba, zatem Zamenhof studiował medycynę i został okulistą. W dzień naprawiał oczy a wieczorami toczył zapasy z problemami, które doprowadziłyby poetę do płaczu.

Jak nieugięty musiał być w swoim dążeniu do prostoty? Czy możliwe było, aby Szekspir w tłumaczeniu brzmiał jak Szekspir? Kiedy powinien przestać słuchać umysłu a zacząć słuchać serca?

Był sam w marszu po tej trudnej ścieżce. Pascal, Kartezjusz i Leibniz bawili się sztucznymi językami, a Johann Schleyer, niemiecki pastor, nawet w owym czasie pracował nad swym własnym wynalazkiem, językiem Volapük. Jednakże, o ile język Schleyera był uważany za obcy i brzydki, gdy pojawił się w 1880, to Zamenhof stworzył język uważany przez wielu za rzecz piękną. Dodatkowo Volapük był do nauki równie trudny jak łacina, a język Zamenhofa miał jedynie posiadać 16 podstawowych reguł bez żadnego wyjątku.

Jest to prawdopodobnie jedyny język bez czasowników nieregularnych (francuski ma ich 2238, niemiecki i hiszpański każdy po około 700), a z jedynie 6 końcówkami czasownikowymi do opanowania (-i, -as, -is, -os, -u, -us) uważa się, że początkujący może rozpocząć mówienie nim po godzinie nauki.

Zamiast tworzyć olbrzymi leksykon słów, a później oczekiwać, że ludzie się ich wszystkich nauczą, Zamenhof zdecydował się na system słów pierwiastkowych oraz afiksów (przyrostków i przedrostków) zmieniających znaczenie tych słów (na przykład, przedrostek 'mal-' zmienia znaczenie słowa na przeciwne:  bona : dobry, malbona : zły, alta : wysoki, malalta : niski). A ponieważ zakończenia słów wskazują części mowy (rzeczowniki kończą się na -o, przymiotniki na -a, itp.) kolejność wyrazów w zdaniu nieistotna. Chociaż współczesne esperanto posiada około 9000 pierwiastków, większość znaczeń można wyrazić wykorzystując jedynie 500 z nich i łącząc je ze sobą – proces twórczy, który jest uważany przez esperantystów za pożądany i nawet godny pochwały.

Trzy czwarte pierwiastków zapożyczono z języków romańskich, resztę z germańskich, słowiańskich i greki.

Oznacza to, że około połowa ludzi na świecie już zna wiele ze słownictwa esperanckiego. Dla mówiącego po angielsku esperanto jest pięć razy łatwiejsze od nauczenia się hiszpańskiego czy francuskiego, 10 razy łatwiejsze od rosyjskiego i 20 razy łatwiejsze od arabskiego czy chińskiego.

Gdy krytycy widzą jedynie tę oczywistą, ujemną stronę eurocentryzmu – mianowicie, że stawia ona mówiących innymi językami w gorszej pozycji – esperantyści argumentują, że regularność i prostota schematu Zamenhofa szybko przeważa jakikolwiek brak znajomości pierwiastków słownych i wskazują na popularność esperanto na Węgrzech, w Estonii, Finlandii, Japonii, Chinach i Wietnamie jako dowód racji Zamenhofa.

Oprócz logicznej budowy esperanto posiada jeszcze jedną ponętną cechę: jest fonetyczne i ortograficzne, co oznacza, że każda litera przedstawia tylko jeden dźwięk, a każdy dźwięk jest reprezentowany tylko jedną literą.

W roku 1887, mając 28 lat, Zamenhof był gotów do publikacji swojego dzieła. Jego pierwsza broszura o tym języku, mająca jedynie 40 stron lecz przedstawiająca całą strukturę języka, została opublikowana pod pseudonimem "Doktoro Esperanto" – "Doktoro" oczywiście znaczy "Doktor" w tym nowym języku, a "esperanto" znaczy "mający nadzieję". Gdy książeczka rozeszła się po świecie, zaczęły napływać listy, wiele z nich napisanych w "Międzynarodowym Języku Doktora Esperanto" – nazwę tę wkrótce skrócono do "esperanto".

Po 12 miesiącach Zamenhof opublikował nazwiska i adresy 1000 zwolenników, między nimi sekretarza Amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego. W Niemczech członkowie Klubu Języka Światowego wydawali czasopismo po esperancku a do 1905 nadszedł czas zebrania wszystkiego razem i zwołania pierwszego Universala Kongreso, czyli Światowego Kongresu Esperanto. Prawie 700 esperantystów z 20 krajów zebrało się w Boulogne-sur-Mer, aby rozmawiać w nowym języku, i bardzo szybko Volapük Schleyera stał się historią.

Jednakże, gdy postępujący wiek stawała się coraz bardziej krwawy, nadzieja Zamenhofa, że ten nowy sposób porozumiewania się mógłby poprawić ludzkie warunki, miała zostać poddana srogiej próbie. Równolegle z pracą lekarską doktor rozwijał swoje idee poprzez korespondencję z entuzjastami z całego globu. Lecz do 1917 siły jego się wyczerpały. Umarł w wieku 57 lat, gdy wokół niego ciągle szalał najgorszy z widzianych dotąd na świecie konfliktów. A gorsze miało jeszcze nadejść. Gdyby żył przez kolejne 20 lat, zobaczyłby jak esperantyści są tępieni i zabijani.

Nawet nadzieje Zamenhofa mogły nie przetrwać takiego ciosu.

W przeciągu kilku lat od tej pierwszej broszurki Rosja carska zabroniła wszelkich publikacji w esperanto. Grupy rewolucyjnych esperantystów przemieszczały się po Europie, a elity rządzące światem zostały zaalarmowane. Wkrótce Stalin nazwie esperanto "niebezpiecznym językiem", a Hitler opisze je w swoim Mein Kampf jako narzędzie żydowskiej dominacji nad światem.

Gdy Iran zaproponował, aby esperanto zostało przyjęte przez Ligę Narodów, Francja zablokowała ten ruch i natychmiast zakazała nauki tego języka w swoich szkołach. W międzyczasie rządy w całej centralnej Europie zniechęcały aktywnie do esperanto, bojąc się bez wątpienia tego, co by się stało, gdyby robotnicy na świecie mogli dzielić się swoimi doświadczeniami i dążeniami.

Do lat 1930 zarówno Niemcy jak i ZSRR zdelegalizowały organizacje esperanckie. Naziści eksterminowali esperantystów, na których natknęli się w swoich okupowanych krajach, natomiast Stalin, który mówił o "języku szpiegów", rozkazał ich deportować lub rozstrzeliwać (rząd sowiecki zachowywał władzę aż do końca lat 1980).

W latach 1930 w Japonii esperantyści byli podobnie prześladowani, a czasami zabijani. Ciągle w owym czasie opisywano ich jako "arbuzy – na zewnątrz zielone, w środku czerwone" (kolor zielony przyjęto od początku jako kolor esperanto, kolor nadziei). W jednym z tych zwrotów historii, które przyprawiają o zawrót głowy, kilka dekad później prawicowcy w USA używali identycznych drwin przeciwko działaczom ekologicznym.

Podejrzenie, że esperanto jest spiskiem komunistycznym, zrobiło je podobnie mało popularne w Hiszpanii generała Franco, a wielu esperantystów rzeczywiście walczyło po stronie republikańskiej w czasie wojny domowej. Chociaż docelowo komunistyczny rząd Chin od czasu do czasu zachęcał do używania esperanto dla celów oficjalnych, to stosownie go prywatnie nie było zbyt rozsądne w czasach Rewolucji Kulturalnej. A prześladowanie trwa dalej. Irańscy mułłowie nie lubią esperanto, a poprzedni prezydent Iraku, Saddam Husajn, kazał wydalić z kraju jednego nauczyciela tego języka. W ciągu ostatnich lat dwaj szwedzcy esperantyści zostali dotkliwie pobici przez tanzańską policję za próbę uczenia esperanto.

Jak każdy ruch, esperanto również doświadczyło wewnętrznej różnicy zdań, w szczególności ze strony wczesnego odłamu, który wymyślił "ulepszoną" wersję o nazwie Ido. Idystów denerwowała odmowa przez rosnący ruch esperanto wprowadzenia jakichkolwiek zmian do podstawowych reguł Zamenhofa.

Chociaż "podstawy" Zamenhofa są rzeczywiście nienaruszalne (esperantyści przywiązują olbrzymią wagę do stabilności strukturalnej), Doktoro zawsze nalegał, aby esperanto nie pozostało jego własnością. Raczej spostrzegał on wspólną własność i powstanie społeczności językowej jako istotne dla przetrwania i rozwoju, co było polityką, która lata później miała przynieść mu uznanie ze strony najmniej spodziewanej.

Było to na początku lat 1960, gdy Zimna Wojna osiągnęła swoje apogeum, a armia USA, pracowicie wymyślając coraz bardziej realistyczne scenariusze treningowe, zdecydowała się stworzyć fikcyjny naród, który miał służyć jako przeciwnik podczas ćwiczeń wywiadu wojskowego. Te siły "agresora" zostały ubrane w zielone mundury wraz z insygniami o dziwnie sowieckim wyglądzie. A jako część ich sfabrykowanej tożsamości dano im język. I tak się stało, że w 1962 pojawiła się polowa instrukcja szkoleniowa dziwacznie zatytułowana: esperanto: Język Agresora. A chociaż esperantystów przeraziło śmiertelnie, że język pokoju i współpracy został kiedykolwiek zbrudzony agresją, i szybko wykazali, że ta broszurka zawiera wiele błędów, to musieli również z zadowoleniem przyjąć krótki opis, który pojawił się w jej wstępie.

"Neutralny język" Zamenhofa, twierdziła instrukcja, został wybrany, ponieważ "nie identyfikuje się on z żadnym przymierzem ani ideologią" i jest "o wiele łatwiejszy do nauczenia i używania niż jakikolwiek inny język narodowy". A w słowach zdradzających prawie doskonałe opanowanie angielskiego, w których na pewno znalazłoby nieco pocieszenia serce dobrego Doktoro, kontynuowano: "esperanto nie jest ani sztucznym, ani martwym językiem. Jest to żywe i bieżące środowisko [sic] międzynarodowej komunikacji w mowie i piśmie. Jego podstawowe zasady gramatyczne są takie, że pozostanie żywym językiem, ponieważ potrafi przyswajać nowe słowa, które są ciągle tworzone w istniejących na świecie językach."

Quiz Roya Threadgolda nie jest zbyt łatwy – Rok której planety jest krótszy od jej dnia? "Merkury? Nie, Wenus" – lecz gdy chodzi o odpowiedzi na krytykę, esperantyści zebrani w Ipswich czują się jak ryba w wodzie. Co mówią ludziom, którzy twierdzą, że uczenie się esperanto jest bezcelowe, ponieważ nie posiada ono żadnej kultury? Roy Simmons zmienia kierunek dyskusji.

"To faktycznie jest jeden z argumentów przeciwko rozszerzaniu się amerykańskiego angielskiego", mówi. "Ponieważ przychodzi on z kulturą, nie jest neutralny. Niemożliwe jest przyjęcie angielskiego w izolacji, co stanowi jedną z przyczyn problemów na Środkowym Wschodzie. A w każdym razie czym jest kultura? Jeśli mówisz o literaturze, to esperanto posiada olbrzymią literaturę zarówno dzieł oryginalnych jak i tłumaczonych", mówi.

"Angielski jest angielski"

Czy jest neutralny, czy nie jest, na pewno angielski jest teraz tak rozpowszechniony, że nie ma żadnej potrzeby – żadnego miejsca – na oddzielny język międzynarodowy? Angela Tellier, wykwalifikowana nauczycielka francuskiego, która uczyła swoje troje dzieci w domu i nauczyła ich esperanto – "ponieważ chciałam dać im to co najlepsze", jest przerażona tą myślą. "Angielski jest angielski", mówi, "zostanie poszarpany, jeśli stanie się językiem powszechnym".

Zapytajcie ich, ilu esperantystów jest na świecie, a będą przestrzegać przed dzikimi oszacowaniami, które można znaleźć w Internecie.

"W zasadzie to trudno zliczyć", mówi Simmons. "Jak zdefiniować esperantystę? Wszyscy twierdzą, że są zupełnymi początkującymi, a później siądą z tobą i będą godzinami rozmawiać w idealnym esperanto. Lecz teraz jest ich więcej, niż było kiedykolwiek w przeszłości. Musi nas być co najmniej kilka milionów na całym świecie."

I następne pytanie – trudne do wyrażenia w sposób taktowny. Czy te 2 miliony – czy są to ludzie tego samego typu? Czy wszyscy należą do klasy średniej?

"Na pewno nie", mówi Simmons. "Gdyby pojechać do Europy wschodniej, to można by napotkać zwykłych ludzi, którzy mówią tym językiem."

W byłych krajach komunistycznych, mówi, esperanto to był sposób na wyrwanie się.

A na całym świecie znajdują się skupiska użytkowników z różnych powodów.

"W Brazylii spirytualizm jest bardzo rozpowszechniony. W 1940 pewne sławne medium napisało wiele książek po esperancku i tysiące Brazylijczyków będą się uczyć esperanto, aby przeczytać je w oryginale. Pojedźmy na Wybrzeże Kości Słoniowej, a znajdziemy tam duże grupy esperantystów, ponieważ jest to język antykolonialny. Używa się go mocno w Chinach i Japonii, ponieważ dla nich angielski jest zbyt trudny. A w Belgii Flemisze, którzy nie chcą, aby ich dzieci uczyły się francuskiego, uczą je  esperanto jako drugiego języka w celu zachowania swojej kultury."

A w Iswich lub gdziekolwiek we Wschodniej Federacji esperanto – dlaczego ludzie mieliby się tutaj uczyć tego języka?

"Niektórzy wchodzą weń z powodu ideałów pokojowych, innych przyciąga jego piękno", mówi Tellier. "A inni chcą podróżować."

Możliwość swobodnej rozmowy na równych warunkach z ludźmi z innych krajów jest na pewno olbrzymią atrakcją.

"Możemy rozmawiać ze zwykłymi ludźmi na ulicy", mówi. "Nie musimy czytać gazet, aby dowiedzieć się, co się dzieje na Węgrzech lub w Chile. Teraz możemy skontaktować się z tymi ludźmi poprzez Internet. Możemy do nich napisać. Esperanto jest łaciną zwykłych ludzi. To prawda. Rzeczywiście tak jest."

Gdy quiz się kończy i podsumowuje się wyniki, kilku esperantystów przypomina sobie swoje przygody. Jeden człowiek, który podróżował po bloku wschodnim w latach 1970 i 1980 wydawał się znać tak wiele osób, że rosyjscy przewodnicy stawali się zawsze podejrzliwi, wyjmuje fotografie dowodzące poza wszelkimi wątpliwościami, że duża część esperantystów w tym zakątku świata była, a być może wciąż jest, 20-to letnia, i przeważnie są to kobiety. Inni opowiadają o zakończeniu dyskusji z zagranicznym delegatem na kongresie i zdaniu sobie sprawy, że nie mieli pojęcia, jakiej narodowości była osoba, z którą dopiero co rozmawiali.

"Chodzi o to", mówią, "że tak naprawdę nie ma tu już znaczenia."

Jako ciągnik kulturalnego szowinizmu esperanto na pewno działa. Weźmy przypadek dwóch Royów, Simmonsa i Threadgolda. Farmer Roy posiada akcent z Essex, który staje się bardziej widoczny, gdy wyjaśnia, jak wymyślił tłumaczenie dla "silage" (coś silosowanego).

"Nawiedzało mnie to latami, a odpowiedź była głupio prosta: 'sil' oznacza 'silos', 'aĵ' oznacza 'substancja', 'o' znaczy rzecz, więc musiało to być 'silaĵo', które następnie możesz uściślić zbożem lub kukurydzą."

"Znam go od wieków", mówi nauczyciel Roy, "lecz skoro ludzie mają skłonność mówienia w języku, w którym się poznali, my zawsze rozmawialiśmy po esperancku. Kiedyś, pewnego dnia, był u nas na spotkaniu federacyjnym gość mówiący tylko po angielsku i Roy z nim gawędził. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że ma on mocny akcent z Essex. 'Mój Boże', pomyślałem, 'przez cały ten czas, gdy go znam, nigdy nie słyszałem go mówiącego po angielsku."

Może nie był to pokój na świecie, lecz taki właśnie rodzaj wyniku, o którym marzył Ludwik Zamenhof.


List:

 

Chociaż tytuł nie oddaje sprawiedliwie rzeczywistej sytuacji w dzisiejszym świecie, pragnę pogratulować wam artykułu Davida Newnhama. Jako osoba mówiąca językiem esperanto (oraz jego miłośnik) od czasów młodości, doceniam jego rzadką dokładność.

Jednakże autor myli się, twierdząc, że "Esperanto jest prawdopodobnie jedynym językiem, który nie posiada czasowników nieregularnych". Jak możecie w Taipei drukować takie zdanie? Chiński też nie posiada żadnych czasowników nieregularnych. Składa się on, jak i esperanto, z całkowicie niezmiennych bloków, które łączą się ze sobą bez ograniczeń.

Eurocentryczność esperanto jest mniej widoczna, niż to sugeruje Newnham. Chociaż rdzenie, na których opiera się słownictwo, są europejskie, to łączą się one ze sobą wg reguł typowych dla języków azjatyckich. Zarówno w chińskim jak i w esperanto wyprowadza się słowo "pierwszy" z "jeden" oraz "mój" z "ja", coś zupełnie obcego dla języków europejskich.

Rozważmy również słowa takie jak "obcokrajowiec" czy "samodzielny". Chińczyk uczący się angielskiego musi zapamiętać je jako nowe, oddzielne elementy języka. W esperanto eksterlandano, "obcy" składa się z takich samych trzech elementów jak jego chiński odpowiednik waiguoren: ekster - wai - "poza", land - guo - "kraj" i ano - ren - "osoba (należąca do...)".

Podobnie memstara, "samodzielny", jest dokładnym odwzorowaniem chińskiego zili (stara "stojący" = li , mem "sam" = zi ). Mając sposobność podróżowania po całym świecie z powodów zawodowych, zdałem sobie sprawę, że w wielu miejscach esperanto pozwalał uzyskać dostęp do zwykłych ludzi w sposób, którego nie potrafił dokonać język angielski.

Zauważyłem również, że moje doświadczenia – po dziesięciu miesiącach nauki esperanto mówiłem nim bardziej płynnie niż po 10 latach nauki angielskiego – są podzielane przez wielu ludzi na całym świecie. Przez wiele dziesięcioleci esperanto było zwykle wyśmiewane w prasie. Tendencja ta wydaje się teraz zmieniać. Publikuje się coraz więcej uczciwych artykułów. Lecz artykuł Newnhama wyróżnia się dzięki swojej obfitości prawdziwych i uczciwych informacji.

Claude Piron

Szwajcaria

 


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.