obrazek

       – Dlaczego obecnie, mianowicie w XX wieku, pojawił taki duży popyt na psychoterapię? Jakie zmiany społeczeństwa odzwierciedla taki rozwój psychologii i psychoterapii, głównie nauki o duszy?

Powody są liczne i złożone. Jednym z nich jest przyspieszenie rytmu życia w porównaniu z rytmem obowiązującym wcześniej przez wieki. Żąda się, aby ludzie szybciej pracowali, szybciej przemieszczali się z miejsca na miejsce, szybciej rozwiązywali problemy, itd. To tworzy napięcie w systemie nerwowym, przy którym może pomóc psychoterapia.

Innym powodem jest to, że wiele zmieniło się w społeczeństwie, na przykład rola kobiet; ilość małżeństw, które nie chcą żyć razem; reklama skierowana do dorosłych i do dzieci, która czyni ich wymagającymi; zmniejszenie się zdolności – lub woli – znoszenia frustracji; zamieszanie w dziedzinach, gdzie wcześniej panowała stabilność, np. religia oraz światopogląd; utrata pewności w stosunku do sposobów nauczania oraz wiele innych czynników.

Należy również powiedzieć, że wiele godzin poświęcanych telewizji wymaga zbyt dużo od systemu nerwowego, ponieważ telewidz pozostaje nieruchomy, lecz ze zmysłami wystawionymi na ciągłą i szybko zmieniającą się stymulację. Tak powstaje napięcie, którego ciało nie potrafi się pozbyć w sposób naturalny za pomocą ruchu lub czynności cielesnych, albo przez prosty odpoczynek bez stymulacji zmysłów lub po prostu przez rozmowę czy zabawę. Środki stosowane tradycyjnie do zrównoważenia funkcjonowania nerwów, jak cisza, spokój, ciemność, powolna i cicha muzyka, samotna medytacja oraz tym podobne, już nie przyciągają.

Lecz na pewno jednym z najważniejszych czynników w popycie na psychoterapię jest to, że ludzie odkryli, iż wiele z tego, co przedtem było uważane za fatalne – poczucie bycia nieszczęśliwym, konflikty interpersonalne, powtarzanie się niepowodzeń – w rzeczywistości nie jest fatalne, lecz zakorzenia się we sposobie, według którego rozwinęła się i funkcjonuje indywidualna psychika, i że funkcjonowanie psychiki może stać się dużo bardziej uszczęśliwiające poprzez psychoterapię, ponieważ pomaga ona uświadomić sobie wady i się ich pozbyć.

– Czym jest dusza – czy to jest osobowość człowieka, jego zwyczaje, intelekt, wykształcenie, czy coś większego? Gdzie się ona znajduje?

Dla wierzącego dusza jest częścią człowieka, która przeżywa śmierć. Dla materialisty dusza jest czymś, co nie istnieje. Dla naukowca jest ona pojęciem bez obiektywnej zawartości, być może interesującym z literackiego punktu widzenia, lecz zbyt nieprecyzyjnym, aby można go było przydatnie zastosować. Dla innych stanowi ona głównie siedlisko uczuć.

Wiele osób używa słów "dusza", "psychika", "umysł" i "duch" bez dobrego rozróżniania ich. Najłatwiej jest zdefiniować umysł. Jest on częścią żyjącej istoty, która zajmuje się informacjami, nie tylko świadomie, lecz również – w dużej części – nieświadomie. “Duch” jest przeciwieństwem materii, odnosi się do sfery innej niż tej zajmowanej przez umysł, odnosi się do czegoś, co znajduje się po drugiej stronie materialnego życia. Liczenie jest czynnością umysłową, modlitwa jest czynnością duchową. Psychika jest tą częścią istoty żyjącej, poprzez którą odczuwa, poznaje, wyobraża sobie, czyni i reaguje, stara się, chce, itd. W jakimś sensie jest fachowe słowo na to, co zwykle nazywa się duszą, lecz dusza jest szerszym konceptem. Oprócz wyżej zacytowanego sensu oznacza ona również atmosferę kulturową, coś trudnego do zdefiniowania, lecz wibrującego głęboko w nas i trochę nas definiującego, jak w wyrażeniu *rosyjska dusza*.

Dla mnie jest ona również tym w nas, co ożywia ciało. Ciało jest materią, lecz jeśli żyje, to nie jest bezwładne, nie przypomina maszyny, jest połączeniem molekuł, oczywiście, lecz to połączenie zachowuje same siebie pomimo ciągłego zmieniania się, odtwarza same siebie i troszczy się samo o swoje dalsze istnienie; oprócz tego czuje, cierpi, cieszy się.

Co zrozumiałe, nie istnieją ostre granice pomiędzy tymi koncepcjami i nie lokują się one na tym samym poziomie. Umysł jest zawarty w psychice, więc psychika jest czymś więcej niż umysłem. Dla mnie istnieje rozróżnienie pomiędzy psychiką a duchem, lecz istnieje rozległa strefa należąca do obu. Gdy obchodzę się z pacjentem, moje działania dotyczą tyle jego duszy i ducha, co jego umysłu i czującej emocje psychiki.

– Więc czym jest ludzka osobowość?

Osobowość w każdym momencie jest wynikiem wszystkich wpływów, które sprawiły, że dana osoba jest taką, jak jest, a nie inną. Czynniki wpływające na osobowość są bardzo różne: dziedzictwo genetyczne, zachowanie się w stosunku do nas naszych rodziców i członków rodziny, społeczeństwa (szkoły, środków masowego przekazu, służby wojskowej, napotkanych wpływowych osobistości, itd.), decyzji , które podjęliśmy, gdy stanęliśmy przed wyborem (przykładowo decyzja zapalenia papierosa potrafi mieć poważne konsekwencje, których dałoby się uniknąć, jeśli za każdym razem, gdy zaproponowano nam papierosa, zareagowalibyśmy odmownie). Gdy wybieramy pomiędzy dwoma lub więcej możliwościami, często robimy to naprawdę bez zastanowienia, a jednak wybieramy i te decyzje, jedna po drugiej, tworzą naszą osobowość i mogą posiadać poważne następstwa w naszym życiu. Do tego wszystkiego, aby sprawę zamknąć, należy dodać czynniki, których nie znamy, przykładowo poprzednie życie, jeśli jest nieco prawdy w teorii reinkarnacji, wpływ duchów, jeśli tezy spirytyzmu są nieco prawdziwe, wpływ ciał niebieskich, jeśli jakąś prawdę zawierają tezy astrologiczne.

Gdzie znajduje się dusza? Powiedziałbym, że w naszym ciele lub przez całe nasze ciało. W wielu kulturach, głównie afrykańskich i azjatyckich, nasze ciało jest postrzegane jako przykryte przez – lub splecione z innym "subtelnym" ciałem, inną warstwą, której nie daje się bezpośrednio dostrzec za pomocą naszych zmysłów, jednakże będącą materialną, lecz utworzoną z o wiele delikatniejszej, lepszej materii niż mogą zobaczyć nasze oczy. Jeśli to istnieje, to być może jest duszą. W naszym społeczeństwie wielu powiedziałoby, że dusza jest w naszym mózgu. Jest faktem, że wiele funkcji tradycyjnie przypisywanych duszy posiada swoje centra rozkazowe i informacyjne, a przynajmniej ich odbicia, w mózgu.

– Wg statystyk depresja jest główną chorobą XX wieku. Ludzie żyją "w sobie", posiadają duży egoizm. Skąd ogólnie bierze się depresja? Czy być może znaczy to, iż ludzie muszą opuścić swoją "skorupę", zjednoczyć się i być obok siebie? Jeśli tak, jak możemy tego dokonać?

Depresja w części bierze swe źródło w zbytnim napięciu nerwowym, o którym mówiłem na początku. Zbytnia, niezrównoważona stymulacja systemu nerwowego prowadzi do depresji. Ludzie współcześni zwykle nie przestrzegają reguł higieny nerwowej, które wymagają naprzemiennego działania i odpoczynku, dźwięków i ciszy, światła i ciemności, pracy ręcznej i umysłowej, itd.

Lecz również wpływ mają inne czynniki. Na przykład, naturalne jest przeżywanie depresji po śmierci kogoś intensywnie kochanego lub po stracie wolności albo normalnego trybu życia (jak zdarza się, gdy wojna pojawia się w miejscu, gdzie żyjemy). Lecz często depresja jest również powiązana z utratą sensu.

W minionych wiekach życie posiadało sens dla wszystkich, którzy wierzyli w życie po śmierci. Żyło się, aby zasłużyć na wejście do raju, a droga tam była jasno oznaczona i znana, również dostępne były środki (przykładowo spowiedź) na naprawę błędów zrobionych po drodze.

Obecnie bardzo często ludzie nie wiedzą, jaki sens ma ich życia lub jaki powinno mieć. Utracili kontakt ze źródłem nadającym sens, które żyje głęboko w ich psychice lub duszy. Aby znaleźć ten sens, trzeba wyciszyć się, przestać działać, wsłuchać się w najgłębsze wnętrze, wejść głęboko w siebie, otworzyć swoją duszę, jeśli te określenia mają dla pani jakiś sens.

Nowoczesne społeczeństwo faworyzuje przeciwieństwo tych działań: lubi hałas, ciągłą aktywność, powierzchowne myślenie i zainteresowania, skoncentrowanie się na posiadaniu rzeczy materialnych lub na komforcie i rozrywkach czy na cenieniu ego, a ono nie lubi słuchania innych ani siebie samego, boi się zanurzyć głęboko i stanąć twarzą w twarz z problemami rzeczywistości. Faworyzuje ucieczkę od sytuacji problemowych i od siebie samego, od własnych prawdziwych pytań, jak sens życia i śmierci. Alkoholizm jest jednym z takich miejsc ucieczki, do których uciekają ludzie od swoich problemów i od świadomości ich istnienia. Często jest zewnętrzną oznaką depresji.

Paradoksem jest, iż gdy się poświęci czas na głębokie wejście we własną osobowość, aby znaleźć tam ten sens, to odkrywa się, że sens ten wymaga, aby się nie izolować. Lecz tak jest. Aby nasze życie miało sens, konieczne jest podejście do innych, zainteresowanie wszystkim, co nie jest nami samymi. Rzecz zrozumiała, jesteśmy ograniczeni i nie możemy poważnie interesować się każdym znajomym bądź nieznajomym, lecz głębokie współbrzmienie z każdym, bardzo intensywne w przypadku osoby naprawdę bliskiej, z konieczności zupełnie nieintensywne w przypadku kogoś nieznajomego, jest częścią sensu życia, która chroni przed depresją.

Pragnienie zrozumienia świata i ludzi, pragnienie, aby rośli oni zgodnie ze swoją naturą, w szacunku, pragnienie, aby używali swojego potencjału twórczego i w ten sposób uszczęśliwiali siebie i innych, pragnienie utrzymywania z nimi relacji, jeśli na to pozwalają (wymuszanie zawsze jest czymś złym), to są pragnienia związane z głębokim sensem. Proszę zauważyć, że utrzymywanie relacji może odbywać się – w wyjątkowych przypadkach  – bez bezpośredniego porozumiewania się. Wiele niezwykłych osobowości może się fizycznie izolować (jak niektórzy mędrcy w Himalajach lub mnisi w zagubionych klasztorach), a jednak nie być duchowo izolowanymi, ponieważ ciągle modlą się za innych, a to sytuuje się w centrum ich zajęć. Tym, co powoduje depresję lub jest wynikiem depresji, jest skoncentrowanie się na poziomie powierzchownym (na przyjemności, reputacji, sprawach materialnych, trosce o oznaki starości lub sposobie ubierania się, itp.).

Pyta Pani, jak możemy wyjść z naszej skorupy i połączyć się z innymi. Odpowiadam: biorąc na poważnie naszą najgłębszą naturę, która pobudza nas do utrzymywania relacji. Gdyby to nie istniało, nie istniałyby języki. Gdy dzieci na wycieczce w autobusie znajdą się na tym samym poziomie na drodze z autobusem nadjeżdżającym z kierunku przeciwnego, spontanicznie machają rękami. Ta podstawowa potrzeba pozdrawiania jest wyrazem tej naszej głębokiej natury, która kieruje się na innych, nie tylko na ludzi, lecz również na zwierzęta, rośliny, przedmioty, idee, utwory muzyczne, dzieła sztuki i inne mnogie cuda naszego wszechświata.

Aby wejść w naszą najgłębszą naturę, należy poświęcić na to czas, uspokoić swoje serce (duszę, umysł, psychikę) i "zagłębić się w wewnętrznej ciszy", jak mówiła jedna z moich pacjentek. Osoby religijne mogą nakazać swojej duszy poszukiwania kontaktu z Bogiem lub z jakimiś świętymi. Ateiści mogą nakazać swojemu "jestestwu" (ego) lub nieświadomej części swojej osobowości szukać tego, co jest w nich najbardziej podstawowe, najbardziej zasadnicze, najbardziej pełne potencjalnych, jeszcze nierozwiniętych sił.

– Dlaczego tworzy Pan w esperanto?

Tworzę w esperanto, ponieważ lubię ten język. Jest on zadziwiającym materiałem dla artystycznego tworzenia. Esperanto jest dla mnie jak marmur dla rzeźbiarza, jak orkiestra dla kompozytora. Tworzę również, ponieważ pragnę wzbogacić jego kulturę, nie wiem, czy mój wkład posiada wartość, lecz przynajmniej robię to w tym kierunku. Oprócz tego tworzę w esperanto, ponieważ jest to jedyny język, w którym potrafię tworzyć i który przenika ponad granicami określonej kultury.

Nie potrafiłbym tworzyć po angielsku lub po rosyjsku, chociaż w pewnym stopniu potrafię używać tych języków. Lecz nie literacko. Aby tworzyć literacko, należy opanować materiał na bardzo wysokim poziomie, którego nigdy nie osiągnę w języku obcym innym niż esperanto. Gdybym nie używał esperanto, byłbym skazany tworzyć tylko dla osób francuskojęzycznych. Jest dla mnie wprawiającą w entuzjazm przyjemnością otrzymywanie listów lub wiadomości poprzez Internet czytelników z Mongolii, Togolandu, Brazylii, Finlandii czy Patagonii, których bym nie otrzymał, gdybym tworzył w innym języku.

– Czy ludzkość potrzebuje wspólnego jednoczącego ich języka? Po co?

Nie powiedziałbym, że ludzkość potrzebuje wspólnego języka. Żyje ona już tysiące lat bez czegoś podobnego i ten brak nie przeszkadzał jej w tym życiu. Nie chodzi zatem o konieczną potrzebę. Lecz sądzę, że ludzie są na nią genetycznie zaprogramowani.

Jeśli dziecko, które nie jest głuche i posiada doskonale funkcjonujące organy mowy oraz mózg, a mimo to osiąga wiek sześciu lat, nigdy nie wypowiedziawszy ani jednego słowa, wszyscy myślą: "to coś nienormalnego", i szuka się kogoś, kto będzie potrafił je wyleczyć. Oznacza to, że uważa się za normalną umiejętność komunikowania się z osobami z otoczenia.

Podobnie, normalną jest umiejętność komunikowania sie z innymi, nawet jeśli należą oni do innego narodu. Nasz mózg jest na to zaprogramowany. Więc jest coś nienormalnego w ogólnej nieumiejętności porozumiewania się na skalę światową. Jedynym powodem, dla którego większości ludzi nie udaje się wypełnić tego genetycznego zaprogramowania na poziomie międzynarodowym, jest to, że wybierają oni niewłaściwy język. Tego dowodzi esperanto.

Proszę porównać rozmowę w języku angielskim pomiędzy przeciętnym Brazylijczykiem i Rosjaninem z podobną rozmową podobnych osób w języku esperanto. Ci pierwsi porozumiewają się z trudem i ledwo rozumieją siebie nawzajem, jakby ośrodek mowy w ich mózgu był uszkodzony. Ci drudzy porozumiewają się normalnie, tak samo dobrze jak w swoim języku ojczystym. Gdy esperanto jest wspólnym językiem, znikają wszelkie symptomy bezjęzykowości (mówiąc fachowo – afazji), które można zaobserwować, gdy przeciętne osoby różnojęzyczne próbują się porozumiewać w inny sposób, przykładowo przy pomocy języka angielskiego. To, że ci pierwsi poświęcili sześć lub siedem lat na naukę angielskiego, podczas gdy ci drudzy poświęcili na esperanto jedynie kilka miesięcy, również pokazuje, gdzie względnie pojawia się normalność i nienormalność.

– Esperanto łączy ludzi. Lecz w głównej części (wyrażam osąd na podstawie wiadomości podawanych w mediach masowych) szczyt popularności esperanto minął, a obecnie rozumie się, że wszyscy ludzie nie mogą mówić w tym języku. Co, z Pana punktu widzenia, może zjednoczyć wszystkich ludzi, jeśli nie udało się tego dokonać tej przepięknej metodzie – wspólnemu językowi? W jakim celu mogą się oni zjednoczyć lub strach przed czym może ich do tego zmusić?

Sądzę, że nadejdzie dzień, gdy prawie wszyscy będą w stanie porozumiewać się za pomocą esperanto. Jest o wiele za wcześnie, aby osądzać ten język jako porażkę, tym bardziej gdy poprzez Internet rozwija się on z ogromną prędkością. Z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że esperanto kiedyś odnosiło sukcesy, a później podwinęła się mu noga, albo że wyraża ono niemożliwe do zrealizowania marzenie. Jest to wrażenie stworzone przez media masowe, które wspominają go tylko od czasu do czasu, przy przypadkowych okazjach, ponieważ nigdy nie jest on składnikiem "informacji", "wiadomości". Z jakiego powodu miano by mówić o drzewie, które sobie spokojnie rośnie? To nie zainteresowałoby publiki. Podobnie, pomija się milczeniem to, że esperanto nigdy nie przestało dyskretnie rozprzestrzeniać się od momentu swojego pojawienia się na scenie światowej.

Oprócz tego, ludzie odrzucający esperanto czynią to zawsze czy to z powodu nieporozumienia – wyobrażają sobie, że jego celem jest zastąpienie języków ojczystych, których słusznie nie pragną utracić – czy to z powodu braku zasięgnięcia o nim prawdziwych informacji, o jego kulturze, potencjale, użyteczności praktycznej i psychologicznej. Jeśli się porówna go z innymi środkami stosowanymi w porozumiewaniu międzynarodowym – językiem angielskim, tłumaczeniem i interpretacją, bełkotem nieopanowanego w pełni języka z wieloma gestami, itd. – narzuca się wniosek, że stosunek pomiędzy efektywnością i inwestycją (pieniężną, czasową, wysiłkiem) jest tak korzystny dla niego, iż jest całkiem pewne, że któregoś dnia stanie się on powszechnie używany, tak samo jak osoba w jedenastym wieku, porównawszy cyfry rzymskie z arabskimi, mogłaby z pewnością powiedzieć, iż pewnego dnia społeczeństwo przejdzie z cyfr rzymskich – lub ze sposobu greckiego i hebrajskiego notowania liczb – na cyfry arabskie, o wiele praktyczniejsze. Ludzkość opierała się przez 3 lub 4 stulecia, lecz w końcu najwygodniejsze rozwiązanie zwyciężyło.

Słusznie użyła Pani  słowa "strach". Tym, co może zjednoczyć ludzi, jest sukces w pokonaniu strachu (nawiasem mówiąc, jest to jedna z funkcji psychoterapii). Mogą się zjednoczyć, ponieważ dobrze jest być razem. Istnieje w esperanto zadziwiające słowo: amikumi (dokładnie nieprzetłumaczalne, oznacza cieszenie się przyjaciółmi, przebywaniem wśród nich). “Mi venas al kongresoj por amikumi(chodzę na kongresy, aby cieszyć się towarzystwem przyjaciół), raz powiedział mi jeden kolega. Przyjemne jest czucie się otoczonym przez przyjaciół, przeżywać przyjazną atmosferę, odczuwać uczucia przyjacielskie. Ludzi lubią przebywać razem. Lecz aby móc spełnić swój potencjał skłonności do miłości, należy pokonać strach.

Ktoś inny jest początkowo czymś nieznanym. W głębi ludzkiej psychiki występuje konflikt pomiędzy dwoma odwrotnie skierowanymi skłonnościami. Jedna pobudza nas do unikania rzeczy nieznanych, ponieważ mogą one naruszać nasze poczucie bezpieczeństwa. Zabezpiecza nas to, co jest znane, swojskie. Lecz na samym dnie nas istnieje również przeciwna tendencja, skłonność do przeżywania czegoś nowego, badania, odkrywania nieznanych obszarów, poszerzania swojego uniwersum, itd. Napięcie pomiędzy tymi dwoma podstawowymi skłonnościami jest podstawą ludzkiej dynamiki. Jednocześnie posiadamy w sobie siłę, która mówi: "Zostań tutaj, nie odchodź, nie próbuj czegoś nieznanego,  tak dobrze jest pozostawać w swojskich ramach bez potrzeby przystosowywania się do czegoś nowego!" oraz siłę, która mówi: "idź badać, idź odkrywać, idź zaznawać, używaj swojego potencjału, spotykaj innych, nie ma potrzeby walki do osiągnięcia twojego celu, nie bój się batów!" Opór przeciwko esperanto bierze swe źródło z pierwszej tendencji, a zainteresowanie tym językiem z drugiej.

– Czy ogólnie istnieje coś podobnego między ludźmi z całego świata? Co?

Wielkim problemem wielu ludzi jest to, iż nie nauczono ich myśleć wzdłuż dwóch różnych osi. Jednak, aby wiedzieć, czy w naczyniu wysokim, długim, wąskim jest tyle samo wody co w stojącym obok naczyniu szerokim, niskim, krótkim, należy myśleć wzdłuż dwóch osi, mianowicie, że to, co traci się wzdłuż osi pionowej, zyskuje się wzdłuż poziomej. Podobnie, aby właściwie oceniać ludzkość, należy jednocześnie myśleć wzdłuż osi "podobieństwo" i wzdłuż osi "niepodobieństwo". Każdy z nas jest inny.

Od czasu pojawienia się człowieka na naszej planecie, milion lub więcej lat temu, nie było nikogo o takich samych odciskach palców, takim samym głosie, tej samej twarzy, tych samych gustach czy sposobie myślenia jak Pani. Wśród tych wielu miliardów ludzi jest Pani osobą unikalną, również ja. To duże niepodobieństwo. Lecz jednak, jeśli wykluczyć kilka godnych pożałowania błędów natury, bardzo istotnych dla określonych rodzin, lecz statystycznie nieznaczących, to każdy z nas posiada jeden nos, dwoje uszu, dwoje rąk z pięcioma palcami na każdej, każdy z nas posiada zdolność mówienia, kochania, pewnego rodzaju twórczości artystycznej, czucia, solidaryzowania się, współpracowania oraz tysiąc innych cech wspólnych dla całej ludzkości. To jest oś podobieństwa. Oczywiście połączenie tych dwóch osi sprawia, że życie jest zachwycające. Zawsze możemy spotkać kogoś, z kim mamy coś wspólnego, a jednak ten "ktoś" będzie interesujący, możliwy do pokochania, do poznania, ponieważ on lub ona jest jest radykalnie różny od nas, nie jest naszą kopią. Para najlepiej współżyje ze sobą, jeśli posiada wspólnie jeden sposób podejścia do rzeczywistości, lecz również jeden zupełnie różny. Bycie podobnym z jednego punktu widzenia, lecz przeciwnym z innego, to jest przepis na szczęście. Co jest słuszne dla pary, jest również słuszne dla całej ludzkości.

 

Wywiad przeprowadziła główna redaktorka "La Nova Homaro", Walerija Ważenina wraz z Konstantynem Aleksandrowem


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.