obrazek

Ponieważ prawdopodobnie nie wszyscy podzielają moją opinię, zaprezentuję ją w tym miejscu. Jej niezwykłość spowodowana jest być może przez mój zawód, z powodu którego codziennie mam do czynienia z nieświadomą częścią ludzi.

Twierdzę, że nie potrafię nie działać z powodu jak i na rzecz esperanto. Nie ważne, czy na górze, u dołu, z tej strony (tworząc), czy z innej (rozmawiając w tym języku). Mogę usprawiedliwić swoją nieodpartą skłonność działania na rzecz esperanto za pomocą różnorodnych, racjonalnych motywów: idealizmem, umiłowaniem sprawiedliwości, zainteresowaniem językami, zainteresowaniem odległymi krajami i ich kulturami, pragnieniem i przyjemnością należenia do społeczności innego typu od typowego społeczeństwa i czerpać z tego wysoko lotne uczucie unikalności, itd. Lecz wiem, że te usprawiedliwienia występują w tle aktywności. Czuję skłonność do działania zanim zainteresuję się jej możliwymi przyczynami, a jest ona w jakiś sposób silniejsza od nich. Te usprawiedliwienia są więc próbami przypisania racjonalnej  przyczyny czemuś, czego prawdziwej przyczyny nie znam i nie rozumiem.

Znam wielu esperantystów, którzy mają podobną niemoc pozbycia się potrzeby działania dla lub z powodu esperanto. Gdybym ja z tymi innymi funkcjonował źle w dalszym życiu i był nieszczęśliwy, najbardziej racjonalnym wnioskiem byłoby, że jest to jakaś postać choroby umysłowej (obsesja, wymóg działania). Lecz, gdy musiałem otrzymać oficjalne pozwolenie na prowadzenie praktyki psychoterapeuty, mój stan umysłowy został zbadany przez fachowców i orzekli oni, że jestem psychicznie zdrowy (już wtedy miałem tę wewnętrzną potrzebę działania na rzecz esperanto: najliczniejsi z was wiedzą, że nauczyłem się esperanto jako dziecko). Poza tym, jestem jedną z najszczęśliwszych osób, które znam, a w życiu funkcjonuję normalnie, z wieloma niedociągnięciami, o tak, lecz nie mam ich więcej od osób uważanych zwykle za normalne. Wśród innych, którzy, tak samo jak ja, nie mogą oprzeć się językowi esperanto, kilku przedstawia tak niezwykłe postawy, że można by ich zakwalifikować do umysłowo chorych, lecz wielu – większość – zupełnie nie. Ich funkcjonowanie umysłowe jest, wg kryteriów psychiatrycznych, normalne. Sprawy więc nie można wytłumaczyć chorobą psychiczną.

Czy chodzi o hobby?  Nie tak odczuwamy tę sprawę. Odczuwamy ją jako coś ogromnie ważniejszego. Ludzie, którzy nie potrafią się powstrzymać od oglądania wszystkich meczów futbolowych lub od pójścia do kasyna, nie posiadają poczucia obowiązku. Czują oni, że robią to dla siebie i że wybrali to sami. My odczuwamy tę sprawę inaczej: zadanie niezbędne do wykonania. Nie mamy wrażenia, że robimy to dla siebie. Oczywiście, to mogłaby być zwykła iluzja, (nieświadome) oszukiwanie się, aby nadać sobie ważności, lub aby wyjaśnić coś, na co nie udaje się nam znaleźć prawdziwej przyczyny.

Lecz może być również tak, że w jakiś sposób pcha nas historia, tj. jakieś kolektywne siły przewyższające nas jako jednostki, siły sprawiające, że ludzkość podąża nie w jakimkolwiek kierunku, lecz (w bardzo odległej perspektywie) do czegoś lepszego, piękniejszego, bardziej akceptowalnego i bardziej sprawiedliwego. Czy nie działały podobne siły przy znoszeniu niewolnictwa, osiąganiu bardziej równego traktowania kobiet i mężczyzn, tworzeniu szacunku dla dzieci, tolerancji dla religii i ideologii, zważaniu na potrzeby mniej fortunnej części społeczeństwa, itd.? Na żadnym z tych pól cele nie zostały w 100% osiągnięte, dużo jeszcze do tego brakuje. Mimo to postępy są niesamowite w stosunku do sytuacji panującej, przykładowo, w Imperium Rzymskim.

Czuję się narzędziem tych sił społeczno-historycznych. Narzędziem z własnej woli, oczywiście. Mogłem powiedzieć "nie", gdy esperanto wkroczyło w moje życie i – tak odczuwam tę sprawę, nawet jeśli wygląda to wam jak coś naprawdę zbyt fantazyjnego – "wybrało" mnie na jednego ze swoich działaczy. Lecz powiedziałem "tak" i nigdy tego nie pożałowałem, ponieważ otrzymałem od esperanto mnóstwo dobra i rozkoszy. Odczuwam, że płynę łodzią z osobnym prądem w gigantycznym wszech-nurcie historii, chociaż ogromna większość ludzkości (a nawet esperantystów) tego nurtu nie widzi. Lecz jest to normalne. Nigdy początkowe, mikroskopijne prądy nie są widoczne dla specjalistów i społeczeństwa. Kto na początku mógł przypuszczać, jak ważne staną się buddyzm i chrześcijaństwo albo język Anglików i Saksów?

Dlatego dla mnie nie tak bardzo ważne jest pytanie, czy mamy działać na tym lub innym poziomie albo co musimy lub możemy zrobić. Zawsze będzie dosyć ludzi, aby coś zrobić i pchnąć do przodu tę sprawę, ponieważ zawsze znajdą się ludzie, którzy nie będą w stanie nie działać, a to wystarczy do utrzymania tego języka przy życiu wystarczająco długo, aby któregoś dnia ludzkość zdała sobie sprawę z jego dobra i wtedy się on szybko rozprzestrzeni, czy to przez jakieś zrozumienie od dołu, czy to przez jakąś mądrą decyzję u góry, czy to za sprawą zupełnie nieracjonalnej mody, a może poprzez katastrofalny konflikt społeczny, który wywoła potężne uczucie buntu przeciwko językowi angielskiemu, być może wchłoniętemu przez nieakceptowaną arogancję gospodarczą, czy też przez coś teraz zupełnie niewyobrażalnego.

Dla mnie esperanto jest tak silne, że nawet jeśliby zniknęli wszyscy esperantyści wraz z 90% tekstów o i w tym języku, to po jakimś czasie ono by powróciło do życia. Znalazłby je jakiś student lub dziennikarz w bibliotece i zachwyciłby się nim, opowiadałby o nim i stałoby się ono znów modne. Wybaczcie długie przemówienie, lecz, przecież, to jest moja esperancka wiara.

 

– Klaŭdjo (Claude Piron)


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.