obrazek

Sto lat temu

Sto lat. Minęło już sto lat od tego głównego momentu w historii ludzkości, gdy Zamenhof w tym mieście przemówił do pierwszego kongresu esperanto, mówiąc: "Pozdrawiam was, drodzy współideowcy, bracia i siostry z wielkiej, ogólnoświatowej rodziny ludzkiej, którzy przybyliście z krajów bliskich i dalekich, z najróżniejszych regionów świata, aby przyjacielsko uścisnąć sobie wzajemnie dłoń. Nasze zebranie jest skromne; świat zewnętrzny mało o nim wie, a nasze słowa nie płyną drutami telegraficznymi do wszystkich miast świata. Lecz przez powietrze w naszej sali płyną tajemnicze dźwięki, dźwięki bardzo ciche, niesłyszalne dla ucha, lecz odczuwalne przez każdą wrażliwą duszę: dźwięki czegoś wielkiego, co się teraz rodzi." A nieco później powiedział: "Na naszym zebraniu nie ma narodów silnych i słabych, uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, nikt nie czuje się poniżany, nikt się nie irytuje, my wszyscy mamy równe prawa; my wszyscy czujemy się jak członkowie jednego narodu, jak członkowie jednej rodziny. A po raz pierwszy w historii ludzkości my, członkowie najróżniejszych narodów, stoimy jeden obok drugiego nie jak obcy, nie jak rywale, lecz jak bracia, którzy szczerze ściskają sobie nawzajem dłoń, jak człowiek z człowiekiem. Uświadommy sobie dobrze ważność dzisiejszego dnia, ponieważ dzisiaj pomiędzy gościnnymi murami miasta Boulogne-sur-Mer zebrali się nie Francuzi z Anglikami, nie Rosjanie z Polakami, lecz ludzie z ludźmi." (koniec cytatu).

Prawdopodobnie, gdy mówiłem o tym dniu w 1905 jako o głównym momencie w ludzkiej historii, większość z was pomyślała: "No, on naprawdę przesadza". Być może, lecz moja opinia nie jest bezpodstawna.

Wywarł na mnie ogromne wrażenie fakt, o którym przeczytałem w dokumencie UNESCO. Dawno temu afrykański wódz, którego starano się przekonać, że opłaca się umieć czytać i pisać, nie dał temu wiary. Zatem zaproponowano mu eksperyment. Miał on coś powiedzieć, cokolwiek, do kogoś, kto zanotuje jego słowa, a notatkę zaniesie się do innej wioski, a on będzie towarzyszył tym, którzy ją zaniosą. W tej wiosce znajdzie się ktoś, kogo nie było, gdy on dyktował swoje słowa, więc nie słyszał ich, lecz umie czytać. Poprosi się go, aby odczytał tekst notatki. Wódz się zgodził. A gdy grupa ta pojawiła się w innej wiosce i ktoś tam odczytał na głos to, co on podyktował przedtem, był ogromnie zdziwiony. Ktoś, kogo nie było, gdy on mówił, był w stanie dokładnie odtworzyć jego słowa. Niewiarygodne! To prawdziwy cud!

To fakt, że wynalazek pisma miał imponujące konsekwencje. Dużą część naszego komfortu, przyjemności, wiedzy, radości, zdrowia, zawdzięczamy właśnie istnieniu pisma. Gdyby go nie było, nie bylibyśmy tymi, którymi jesteśmy. Dlatego można powiedzieć, że ten moment, gdy po raz pierwszy zostały w formie pisemnej przekazane idee i informacje, jest kluczowym momentem w historii ludzkości, chociaż nikt nie wie, gdzie i kiedy on się wydarzył.

W mojej opinii również moment, gdy po raz pierwszy zrozumieli się nawzajem ludzie z dwudziestu krajów bez tłumaczy i bez konieczności mówienia w języku innego narodu, jest kluczowym momentem w historii ludzkości. A ten nadzwyczajny moment zdarzył się tutaj w  Boulogne-sur-Mer w 1905 roku.

Zdarzyło się również coś ważnego, gdy Zamenhof deklamował swój wiersz “Preĝo sub la verda standardo(modlitwa pod zielonym sztandarem): wielu uczestników płakało! Za pomocą tego faktu definitywnie odparowany został argument tych, którzy twierdzą, że język zrodzony w gabinecie nie może posiadać duszy. Skoro deklamacja potrafi emocjonować aż do łez, to oznacza, że używany język jest dużo więcej niż czymś automatycznym, mechanicznym, użytecznym jedynie do celów praktycznych, jak twierdziła większość ówczesnych intelektualistów, potrafi on wzruszać serca, ma zatem duszę.

Wielu z nas doświadczyło tej duszy przy różnych okazjach. Wiemy, że esperanto może nas wprawiać w rezonans, czy to radośnie, czy marzycielsko, czy ze złości, doświadczyliśmy tego, że nasze uczucia za jego sprawą wibrują , my wiemy, że możemy spierać się, kłócić, złościć w nim, lecz również używać go dla pocieszenia i z miłością, i że we wszystkich tych wypadkach nigdy nie okazuje się gorszy od innych języków. Gdy się coś przeżyło, nie można wątpić w to przeżycie. Dlatego, bez względu na to co mówią sceptycy, którzy porównują esperanto z martwym kodem, my wiemy, że oni się mylą. Nawet gdy nie udaje się nam przekazać naszego doświadczenia światu zewnętrznemu, to faktem pozostaje, że esperanto jest czymś żywym, językiem z duszą. To wiemy z własnego doświadczenia. I nie jest to sprawą opinii, a zatem i własnego widzimisię. To jest fakt, coś obiektywnego, natomiast pomysł, że esperanto nie posiada duszy, jest prostą, subiektywną opinią, nie opartą na żadnym doświadczeniu czy obserwacji.

Przy faktach obiektywne opinie nic nie ważą na dłuższą metę. Opinie się różnią, opinie się zmieniają, lecz fakty pozostają faktami, solidnymi, niepodważalnymi, zawsze zwyciężającymi, ponieważ są one rzeczywistością, natomiast opinie są tylko obrazami w umyśle, które, jeśli się nie oprze na czymś rzeczywistym, mogą jedynie po pewnym czasie się rozpaść.

 

Trzy ludzkie mózgi i dusza esperanto

Upieram się przy tym, iż esperanto ma duszę, ponieważ, wg mnie, jest to ogromnie ważne. Dużo czytałem tekstów Zamenhofa, jego przemówień, listów. I zawsze podziwiałem jedną z jego cech, która nie jest częsta: wybitną równowagę pomiędzy dwoma półkulami jego mózgu.

Ludzki mózg jest trójcą. W najniższej warstwie jest czysto instynktowny, jak mózg węża: w tej najgłębszej warstwie znajduje się pradawna, pierwotna część nas samych: tam przeżywamy podstawowe emocje, jak panika, pożądanie, agresywność, i tam znajduje się miejsce wydawania rozkazów, które sprawiają, że reagujemy łapiąc, kryjąc się, uciekając lub atakując. Lecz ponad tym pramózgiem znajduje się tak zwana kora mózgowa, która dzieli się na dwie półkule, podobne do dwóch części obranego ze skorupy orzecha. Te dwie półkule posiadają różne funkcje. (W tym, co powiem teraz, przymiotniki "prawy" i "lewy" będą się odnosiły tylko do większości ludzi, którzy są praworęczni. U ludzi leworęcznych sprawa jest bardziej złożona). Zatem, u praworęcznego lewa półkula działa na słowach, liczbach, miarach, przyczynach, analizie, dedukcji, faktach, woli, dyscyplinie i tym podobnych rzeczach, dlatego skłaniam się do nazywania jej mózgiem rygoru. Przeciwnie do niej, półkula prawa działa na obrazach, symbolach bezsłownych, uczuciach estetycznych i artystycznych, etosie, wyobraźni, metaforach, intuicji, spontanicznych ciągach myśli, snach i marzeniach, poetyckim sposobie patrzenia na świat, skłonności do tworzenia, wolności, dlatego nazywam ją mózgiem wiary, ponieważ tylko przy wierze można jej pozwolić działać według jej niewiarygodnej żyzności. Ogólnie u człowieka, a często u całego narodu, jedna z półkul dominuje. Lecz u Zamenhofa obie były nie tylko wspaniale rozwinięte, lecz również skoordynowane całkowicie harmonijnie.

A to odnajdujemy w samym języku. Jest on rygorystyczny, wymaga dyscypliny, więc wymaga aktywacji lewej półkuli mózgowej. Pomyślcie tylko o bierniku, o fakcie, że czasowniki są albo przechodnie, albo nieprzechodnie, lub o czysto zdefiniowanym sensie przyimków. Esperanto jest językiem bardziej rygorystycznym od większości innych. Lecz jest również bardziej swobodne. Prawo do łączenia rdzeni i afiksów bez ograniczeń jest czymś typowym dla prawej półkuli, jak również swoboda w szyku wyrazów czy w składni. W celu wyrażenia jednej idei esperanto udostępnia więcej różnych możliwości niż inne języki. Zobaczcie, na ile sposobów można wyrazić pojęcie: "Przybyłem do Boulogne-sur-Mer pociągiem": Al Bulonjo mi trajnis, mi venis trajne Bulonjon, Bulonjen trajnis mi, pertrajne mi al Bulonjo venis, nawet – przynajmniej humorystycznie lub poezyjnie – mia alBulonja veno estis trajna, trajne mi alBulonjis. Jeśli dla pisarza esperanto posiada godną podziwu elastyczność i bogactwo, to zawdzięczamy to właśnie temu rzadkiemu skoordynowaniu rygoru z wolnością, tej integracji dwóch półkul mózgowych.

Przez to esperanto jest unikalne. Języki akcentują to jedną, to inną cechę. Francuski i niemiecki są rygorystyczne, lecz pozostawiają niewiele swobody w sposobie wyrażania się. Angielski i chiński są bardziej swobodne, lecz brakuje im rygoru, a idąc dalej, precyzji. Tak, esperanto jest unikalne w panoramie języków. Za jego pomocą umysł może wspaniale funkcjonować, z niuansami, z precyzją, z jasnością, lecz w nim również serce znajduje narzędzie do wyrażania swojego ogromu, swojej fantazji, swoich najintymniejszych i najintensywniejszych uczuć i emocji.

W coś unikalnego przeciętny człowiek nie jest skłonny wierzyć. Dlatego wybitnej dobroci esperanto większość z nam współczesnych ludzi nie może sobie wyobrazić.

 

Subtelne przekazanie ukrytych wiadomości

I właśnie dlatego przed kilkoma minutami z rozmysłem użyłem określenia "na dłuższą metę". Nie można właściwie zrozumieć fenomenu esperanto, jeśli się go nie umieści w perspektywie historycznej. A ponieważ unika się uczynienia tego, dlatego tylu ludzi obecnie mówi: "językiem światowym jest angielski".

Zdanie to ciągle powtarzają media masowe, ministrowie, szefowie firm i zwykli ludzie, którzy plotkują w piwiarni. I nie zdają sobie sprawy, że wraz z nim przekazują cały ciąg niejawnych idei. Na przykład: "zwycięstwo angielskiego jest ostateczne", "różnorodność językowa już nie stwarza problemów", "używanie angielskiego nie ma dla was konsekwencji finansowych", "nie istnieje realistyczna alternatywa", "nie istnieją upośledzeni językowo, jeśli obcokrajowiec cierpi niesprawiedliwość, ponieważ nie potrafi się odpowiednio wyrażać, lub jeśli kierownik firmy przepuści korzystny kontrakt, ponieważ jego poziom w angielskim nie jest odpowiedni do prowadzenia negocjacji z zagranicznym partnerem, to mają tylko to, na co sobie zasłużyli, powinni tylko dobrze nauczyć się angielskiego".

Jeśli się zastanowicie przez kilka minut, na pewno poczujecie, że rzeczywiście te wiadomości – oraz inne – skrycie towarzyszą zdaniu o zwycięstwie angielskiego. Są one wiadomościami, które zamykają, które wpychają umysły do tunelu, gdzie nic nie widać na boki oprócz tylko jednego światła na końcu: język angielski, bez którego nie ma wyjścia. Takie uwarunkowywanie przeszkadza w posiadaniu normalnych odruchów, jakimi byłaby przykładowo owa idea.

Osoby anglojęzyczne od urodzenia ciągną ogromne korzyści oraz zyski z obecnego systemu językowego. Wielka Brytania otrzymuje corocznie jeden miliard (tysiąc milionów) euro od studiujących język obcokrajowców. “English language teaching is very big business(“Nauczanie języka angielskiego jest bardzo dochodowym interesem”) swego czasu twierdził biuletyn informacyjny Targów Języka Angielskiego w en Barbican Centre w Londynie. A potwierdził to przewodniczący British Council, mówiąc: “Język angielski przynosi nam więcej dochodu od nafty z Morza Północnego”. To, co właśnie powiedziałem, odnosi się tylko do Wielkiej Brytanii, lecz USA jeszcze bardziej korzysta na obszernym używaniu angielskiego.

Byłoby normalne, aby anglojęzyczni płacili za to. Czyż nie jest absurdalne, że na całym świecie nieanglojęzyczni podatnicy płacą gigantyczne sumy, aby ich rządy organizowały naukę języka angielskiego, co w końcowym efekcie umieszcza ich i tak na niższej pozycji? Jednocześnie ci, którzy mają wszelkie zyski, którzy otrzymują z powodu swojego urodzenia przewagę w każdej dyskusji, układach lub debacie, a którym oszczędza się wysiłku nauki języka, są dokładnie tymi, którzy nic nie płacą za tę imponującą korzyść! Sprawiedliwość wymaga, aby kraje anglojęzyczne płaciły wszystkim pozostałym krajom pieniądze niezbędne do umożliwienia osobom innojęzycznym dorównania im na polu językowym. Poza tym, podczas gdy my poświęcamy olbrzymią liczbę godzin na naukę angielskiego, anglojęzyczni mogą przeznaczyć ten czas na studiowanie nauki, techniki, zawodu lub po prostu na odpoczynek lub odprężenie. Czyż nie byłoby normalnie, aby zrekompensowali oni finansowo naszą stratę czasu oraz nasze wysiłki, zaakceptowane w większej części na ich korzyść? W naszym zglobalizowanym i nowoliberalistycznym społeczeństwie żadna korzyść nie jest bezpłatna. Oni otrzymują ogromną korzyść, niech płacą, trochę według zasady "kto zanieczyszcza, ten niech płaci".

Niejawne, ukryte wiadomości, które współkształtują myślowy akompaniament, lecz również uczuciowy etos ciągle powtarzanej frazy, wkradają się nieświadomie do umysłu. Ponieważ są one niejawne, nie można się przed nimi bronić. A ponieważ zagłębiają się one w nieświadomą część psychiki, narzucają masochizm, przeciw któremu jedynie świadomość mogłaby nas obronić. Przez ten subtelny sposób przenikania ofiary tej sytuacji ciągle powtarzają sobie zdania, które potwierdzają i wzmacniają ich status ofiar. Jest to system używany do utrzymywania niewolników w ich stanie niewolniczym lub do zapobiegania temu, aby człowiek z najniższej kasty pokusił się na zmianę systemu kastowego. Powtarzając jak papuga to zdanie, nam współcześni przekonują samych siebie, że nic już nie można ulepszyć, że nie mogą nic zrobić, że są niewolnikami bez nadziei na wolność, ponieważ ich władcy wygrali definitywnie, a pokonani nie powinni podnosić głowy. To jak czarodziejskie zaklęcie, formuła magiczna, której rezultatem jest to, że ofiary coraz bardziej akceptują swoje położenie. Masochizm rośnie wraz z każdą powtórką, lecz tego ofiary nie zauważają.

Ci, którzy mówią na dany temat, przeoczają ogromnie ważny fakt. W prawej półkuli mózgu istnieje u każdego człowieka nieświadome, niejasne dążenie do czegoś niezdefiniowanego, nienazwanego, gdyż zbyt niewyraźnego, lecz dobrego dla całej ludzkości, dążenie do jakiejś rajskiej harmonii świata, gdzie nie istniałaby niesprawiedliwość. A to dążenie, chociaż mgliste, jest bardzo silne, ogromnie potężne, potrafiące poruszać gigantyczne indywidualne energie, budzić godne uwagi poświęcenie, które niełatwo uzasadnić racjonalnie. U pewnej liczby osobników to dążenie do jakiegoś bezkształtnego i nienazwanego dobra  skrystalizowało się w pojęciu "esperanto" tak, że inwestują dużą część swojego jestestwa, swojego libido, jak powiedziałby Freud, w dziedzinę, którą przywołuje słowo esperanto. Dlatego pojęcie "esperanto" przyswaja sobie siłę przyciągającą, którą Karol Gustaw Jung przypisuje tym rdzeniom energii psychicznej, tym psychicznym mgławicom, które nazywa on archetypami. Jest to więc skonkretyzowanie się myślowej formy czegoś niewyrażalnego myślą, czegoś, co umyka nazwaniu, lecz co przyciąga psychiki z siłą nieskończenie większą od siły, z którą największy elektromagnes przyciąga żelazo.

Powtarzanie idei, że angielski wygrał, oddziałuje na lewą półkulę mózgową i blokuje żyzność prawej półkuli, gdzie uciska archetyp, dążenie do ogólnoświatowej sprawiedliwości, o której właśnie mówiłem. Blokuje umiejętność wyobrażania sobie. Dlatego ludzie, których się tak długo bombardowało przez ten zamykający umysł slogan, że go sobie przyswoili, nawet już nie potrafią sobie dalej wyobrazić, że istnieje inne wyjście. Tak umiera skłonność do ciekawości, a krytyczny umysł ulega sterylizacji. Z powodu tego socjopsychologicznego procesu wiele milionów młodych ludzi na całym świecie jest zmuszane oddawać się przez wiele lat nieproporcjonalnemu wysiłkowi umysłowemu w próbie opanowania języka, w którym nigdy nie znajdą się na równi z osobami mówiącymi nim od urodzenia. A że ta plaga nie jest konieczna, że istnieje alternatywa, która dałaby młodzieży na całym świecie oraz wszystkim podatnikom, a faktycznie wszystkim krajom, z wyjątkiem anglojęzycznych, ulgę w wielu ciężkich finansowych nakładach i uwolnienie od absurdalnego zwyczaju inwestowania swojego czasu i energii umysłowej, to my, marginalna mniejszość, wiemy z własnego doświadczenia.

Lecz ludność wchłonęła wiadomość o definitywnym zwycięstwie angielskiego. A kiedy wierzy się w to z całych sił, bez dania sobie nieco dystansu na krytyczne przyjrzenie się temu, koniecznie należy przyjąć uzupełniającą ideę, że skoro angielski wygrał, to esperanto przegrało.

 

Sposób myślenia typowy dla czterolatków

Niestety, na esperantystów wpływa powszechna opinia. A część z nich jest skłonna ją zaakceptować. Cierpią na rozdwojenie, które może być bolesne. W nich żyje przecież uczucie, że esperanto dla nich było sukcesem, ponieważ wzbogaciło im życie. Lecz tego uczucia nie potrafią skoordynować z tą powszechną opinią, że esperanto nie odniosło sukcesu. Istnieje więc w nich napięcie pomiędzy czymś społecznym a czymś indywidualnym, pomiędzy prawą a lewą półkulą mózgową.

Warte test przeanalizowania, co mówią ci, którzy nie wątpią w to fiasko. Jeśli to zrobimy, to po pierwsze stwierdzimy, że to przekonanie jest absolutne. Człowiek mówiący: "esperanto poniosło klęskę", jest pewien, że ta przegrana jest ewidentna, całkowita i definitywna. Właściwie w swoim umyśle traktuje on esperanto jak zero. Ono istniało jako projekt, lecz projekt ten się rozpadł. Zatem ono już nie istnieje.

Co ciekawe, takie wrażenie, że pierwsza pozorna porażka jest czymś absolutnym, zupełnym i definitywnym w rzeczy samej może się pojawić tylko wtedy, gdy rozumuje się jak dziecko mniej niż sześcioletnie. Każdy z nas jest umysłowo dorosły tylko w stosunku do kilku dziedzin życia. W wielu innych dziedzinach umysłowo bardziej funkcjonujemy jak cztero- pięciolatek. A w tym wieku umysł nie może naraz utrzymywać więcej niż dwóch koncepcji, które zawsze są symetryczne,  przeciwne i ekstremalne: "duży" / "mały", "silny" / "słaby", "pierwszy" / "ostatni", "wszystko" / "nic". Dorośli, chociaż są bardzo inteligentni i zupełnie sprawni umysłowo w swoim zawodzie lub w codziennym życiu, to jednak bardziej funkcjonują według systemu myślowego czterolatka w wielu dziedzinach, takich jak polityka, religia, grupy etniczne, sposób widzenia siebie, ocena drugiej płci (często pojęcia na temat męża lub żony) itd. Zatem, esperanto jest dziedziną, w której łatwo pokazać to pradawne działanie myślowe.

Na przykład, wielu po prostu nie jest w stanie wyobrazić sobie, że obecne esperanto różni się od języka, jakim się on zaprezentował w roku 1887. Tacy ludzie mówią: "Żywy język ewoluuje, esperanto nie jest w stanie ewoluować, zatem esperanto nie jest żyjącym językiem i dlatego odniosło fiasko." Nie chodzi tylko o nieprawidłowe doinformowanie się; faktycznie chodzi o niemożność wyobrażenia sobie, że język zaproponowany przez jednego człowieka może ewoluować. Sposób myślenia małego dziecka! Możliwe są jedynie dwa pojęcia: albo wszystko, albo nic. Istnieje Lingvo Internacia Doktora Esperanto z roku 1887, i jest to wszystko, oprócz tego nie istnieje nic, co można by nazwać esperanto. Tacy ludzie nie patrzą na esperanto w taki sam sposób jak na inne rzeczy prawdziwe. Miasta się modyfikują, zmieniają swój styl, muzyka ewoluuje, moda bardzo różni się ze stulecia na stulecie, lecz esperanto pozostaje definitywnie zamrożone w takiej formie, jaką miało w roku 1887.

Albo rozważmy sposób rozumienia sukcesu. Dla wielu ludzi esperanto nie odniosło sukcesu, ponieważ nie zawojowało świata. Dla nich sukces wymagałby koniecznie, aby mogli pójść gdziekolwiek i zagadnąć kogokolwiek na ulicy po esperancku i zostać zrozumianym. Lecz takiego sposobu rozumienia sukcesu nie stosują oni w innych dziedzinach. Nigdy by nie pomyśleli: "Pojazdy Hondy nie odniosły sukcesu, ponieważ ogromna liczba ludzi używa Toyot, Mercedesów, Citroenów, Fordów lub coś innego." Do sukcesu esperanto stosuje się kryteria, których nie stosuje się w innych dziedzinach. Interesujące, nieprawdaż?

 

Perspektywa historyczna

Dodaje się do tego wszystkiego niemożność spojrzenia na tę sprawę z perspektywy historycznej. Wynikiem staje się ignorowanie pojęcia "jeszcze nie", "nie już", "do teraz nie". Ponownie widzimy, że istnieje różnica pomiędzy esperanto a innymi dziedzinami życia. Istnieje wiele obszarów w życiu społecznym, na których ludzie walczą o ulepszenie świata. Przykładowo, dotyczą one równości pomiędzy mężczyznami i kobietami, pomiędzy czarnoskórymi a białoskórymi, pomiędzy warstwami społecznymi względem szans na naukę, równości w rdzennych prawach, sprawiedliwości w handlu pomiędzy Północą a Południem, oraz wielu innych. Czy ludzie omawiający te tematy myślą: "zmagania odniosły fiasko"? Nie. Myślą: "Jeszcze się nam nie udało odnieść sukcesu. Pozostaje wiele do zrobienia." W roku 1700 już istnieli ludzie, którzy walczyli o zniesienie niewolnictwa. Lecz w roku 1850 niewolnictwo jeszcze istniało. Czy w 1850 byłoby dobrze powiedzieć "walka z niewolnictwem odniosła porażkę"? Nie. Historia uczy nas, że jedynym poprawnym stwierdzeniem byłoby: "W 1850 walka z niewolnictwem jeszcze nie odniosła sukcesu". Lecz nigdy nie słyszycie, aby ludzie przekonani o fiasku esperanto mówili: "esperanto jeszcze nie odniosło sukcesu". Jakby język ten udostępniał tylko ograniczoną liczbę lat na podbicie świata i nie osiągnął tego celu przed ustalonym terminem końcowym. Ale dlaczego miałby taki termin istnieć? Skąd miałby się on brać?

Nie przychodzi im do głowy idea, iż esperanto podąża rytmem zjawisk naturalnych, które rosną wykładniczo. Wzrost wykładniczy jest początkowo wolny, lecz stopniowo przyspiesza, aby po minięciu pewnego progu nabrać ogromnego tempa. Wątpiący w przyszłość esperanto ignorują historię. Pomyślcie przykładowo o systemie metrycznym. Został on zaproponowany przez Gilberta Moutona, pastora w Lyonie, w roku 1647. Sto dwadzieścia lat później, w 1767, nigdzie nie był użyteczny, ponieważ znało go tylko kilu dziwaków. Czy wtedy można było powiedzieć, że system metryczny odniósł fiasko? Wcale nie. Bieg historii pokazuje, że wtedy miano prawo powiedzieć jedynie: 120 lat po swoim pojawieniu się system metryczny jeszcze nie odniósł sukcesu. Tak samo, po stu dwudziestu latach od pojawienia się esperanto, powinno się zrobić hipotezę, że być może esperanto jeszcze nie odniosło sukcesu.

Ta perspektywa historyczna może pomóc pozbyć się napięcia pomiędzy odczuciem subiektywnym a obiektywnym stwierdzeniem, które poprzednio przywołałem. Można wybrać pogląd: "Należę do awangardy". Rzeczywiście, ludzie, którzy walczyli o uwolnienie świata od niewolnictwa lub o przyjęcie systemu metrycznego, mieli rację nawet przez cały ten okres, w ciągu którego ich działania pozostawały pozornie bezskuteczne, a na nich patrzono z kpiną, jak na ludzi czepiających się śmiesznej utopii. Możemy zobaczyć się w tej samej sytuacji. Być może przecież się mylimy, lecz hipoteza, że prawdopodobnie jesteśmy pionierami, nie jest mniej prawdopodobna od przeciwnej, jeśli porównamy to z podobnymi działaniami z historycznej perspektywy.

 

Wysondujmy czas, który wkrótce nadejdzie

Perspektywa historyczna przydaje się również do zastanowienia się nad tym, co się może zdarzyć po chwili obecnej. Sprawa jest delikatnej natury. Jeśli zbada się przewidywania prawdopodobnego dalszego rozwoju dokonane przez ludzi, którzy uważają się za specjalistów, dojdzie się do wniosku, że bardzo często się oni mylą, głównie z powodu przypadkowych zdarzeń, nieprzewidywalnych, których nikt nie uwzględnił w swoim rachunku. Jednak w innych przypadkach można dokonać wystarczająco dokładnych przewidywań co do rozwoju zdarzeń. Prognozy demograficzne zwykle są wiarygodne, jak również prognozy rozwoju epidemii.

Wracam do idei, że język angielski wygrał. W rejonie śródziemnomorskim w pierwszym wieku naszej ery to samo można było powiedzieć o grece, być może nie o grece klasycznej, lecz zwykłej, tandetnej grece, jak dzisiaj w kilku środowiskach mówi się, że język światowy jest "prostym, tandetnym angielskim". W Europie w jedenastym wieku można było powiedzieć, że wygrała łacina. W osiemnastym, że wygrał francuski. Lecz my wiemy, jak rozwijała się historia, wszystkie te języki później traciły swoje zwierzchnictwo. A zmiany te podążały za zmianami w międzynarodowym życiu polityczno-ekonomicznym.

Zatem, zwierzchnictwo języka angielskiego w naszej ogólnoświatowej społeczności jest powiązane ze zwierzchnictwem, politycznym i gospodarczym, Stanów Zjednoczonych. Dostępne obecnie dane umożliwiają przewidywania, że być może rozpoczął się zmierzch USA. Idea ta jest otwarcie zaprezentowana w oficjalnym raporcie CIA, amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej, który od niedawna stał się dostępny. Trochę boję się wchodzenia na to pole, ponieważ niektórzy zapewne mnie zganią, że mieszam się do polityki. Jednak nie chodzi o politykę, lecz o rozważenie czegoś możliwego, co może się zdarzyć, ponieważ nie przeczy to ani faktom, ani logice, lecz co może również się nie zdarzyć. Nikt nie wie, co będzie. Lecz ogromna ilość poważnych komentatorów myśli, że po kilku dziesięcioleciach polityczną i gospodarczą potęgą stanie się związek Chin, Indii oraz Brazylii. To są te kraje, które najszybciej i najpewniej się rozwijają z gigantycznym potencjałem. Dalej, wielu specjalistów wyraża opinię, że przyszłym językiem światowym stanie się chiński. A faktem jest, że kursy języka chińskiego przyciągają coraz więcej ludzi z roku na rok.

Co pozwala powiedzieć, że być może – podkreślam to słowo być może – USA szybko podąża do swojej zguby, upadku? Wiele faktów.

Rozważmy przykładowo sytuację polityczną. Gospodarka USA jest oparta na ogromnie łatwym do rozbicia systemie, który można podsumować słowami: świat produkuje, USA konsumuje. To już było ważne przy towarach przemysłowych, lecz w 2004 po raz pierwszy od wielu dziesięcioleci USA stało się importerem netto artykułów spożywczych. Rolnictwu USA już nie udaje się wyżywić społeczeństwa. Deficyt handlowy USA sięga obecnie 630 miliardów dolarów. Aby spłacić te długi, USA musi otrzymywać od reszty świata w przybliżeniu miliard dolarów dziennie. Czy w takim systemie jest możliwe uniknięcie bankructwa? Głównym krajem, który umożliwia USA finansowe utrzymywanie się, są obecnie Chiny, których nadwyżka w bilansie handlowym z USA sięga 160 miliardów dolarów.

Dotyczy to związku pomiędzy importem a eksportem, zatem prywatnej gospodarki USA. Jeśli teraz przejdziemy do sektora publicznego, to stwierdzimy, że jego sprawy finansowe są nawet bardziej niepomyślne. Suma długu publicznego wynosi dzisiaj 7,79 bilionów dolarów, tj. 7,7 milionów milionów dolarów lub 7,7 tysięcy miliardów dolarów. (Gdy Bush został prezydentem w 2001, odziedziczył po Clintonie zupełnie pełne kasy: w owym czasie dług publiczny nie istniał). A największą część tej potężnej sumy USA jest winne krajom azjatyckim: przykładowo, Chiny pożyczyły Skarbowi USA 83 miliardy dolarów. Ten dług szybko rośnie. Przygoda iracka przecież kosztuje USA 5,8 miliardów dolarów miesięcznie. Wątpliwe jest, czy jakiś kraj jest w stanie długo funkcjonować dalej z tak gigantycznym długiem publicznym. Z jego powodu, zapewne, dolar amerykański traci coraz więcej na swojej wartości w takim stopniu, że kraje produkujące ropę naftową coraz bardziej rozważają możliwość odmowy przyjmowania zapłaty w dolarach, lecz uczynienia euro walutą referencyjną dla handlu ropą naftową.

Wiele innych faktów zapowiada katastrofalny rozwój USA, jak obniżka średniej płacy godzinowej (1), coroczny wzrost stosunku ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa (2), liczba więźniów (3) – największa na całym świecie, która pozostaje największa, nawet jeśli policzymy ją w stosunku do liczby ludności – fakt, że siły zbrojne są zbyt rozlegle rozrzucone poza granicami kraju lub fakt, że, jak w Związku Radzieckim przed jego rozpadem, odległość pomiędzy obiektywnymi faktami a subiektywnymi wrażeniami jest szczególnie duża: przykładowo, chociaż wszystkie oficjalne dokumenty USA pokazują, że Irak nie odgrywał roli w ataku na nowojorskie wieże, ponad 50 procent Amerykanów, jeśli wierzyć sondażom, jest przekonane, że piloci porwanych samolotów posiadali narodowość iracką.

Zrozumcie mnie dobrze, nie mówię, że USA z pewnością wkrótce upadnie. Nie wiem tego. Nikt nie wie. Być może uda się mu restaurować swą poprzednią sytuację przez zadziwiające wytężenie sił, do którego mieszkańcy USA są zupełnie zdolni, być może bardziej zdolni od innych narodów. W mieszkańcach USA tkwi przeobszerny potencjał energii, odwagi, przewidywań oraz głęboko użyteczny optymizm, który temu krajowi być może z sukcesem uda się wykorzystać. Mówię jedynie, że jeśli się porównuje historycznie mocarstwa przed ich rozpadem, to napotyka się ciągle na te same cechy, które obecnie posiada USA.

W jaki sposób wszystko to odnosi się do esperanto? Odnosi się to do niego po prostu dlatego, że zwykle językiem dominującym jest język dominującego kraju. Jeśli status supermocarstwa przejdzie z USA na związek zawierający Chiny, Indie i Brazylię, to można przewidzieć, że po pewnym okresie ludzie powiedzą sobie: dlaczego dalej mamy używać między sobą język angielski, który jest trudnym językiem dla naszych kultur? Wtedy być może skłonią się do przyjęcia chińskiego na język światowy, ponieważ w tym związku Chiny będą odgrywały bardzo ważną rolę. Lecz chiński jest jeszcze bardziej od angielskiego nieprzystosowany do użytku międzynarodowego. Z powodu swojej pisowni i wymowy. Wtedy zaistnieje szansa, że ludzie zauważą, iż jest dostępne esperanto nadające się idealnie do tej roli.

Jeśli dojdziecie do wniosku, że zupełnie źle oceniam fakty i ich możliwe następstwa, to natychmiast przystanę na to, że być może macie wy rację a ja mogę się kompletnie mylić. Lecz, skoro poproszono mnie, abym powiedział, jak wyobrażam sobie perspektywy dla naszego języka po stu latach od pierwszego Kongresu esperanto, to opowiedziałem o nich najszczerzej, jak potrafię. Faktycznie, wszystko, co dotychczas powiedziałem, było po prostu wypełnieniem czasu udostępnionego mi na to przemówienie. Dno moich myśli jest o wiele prostsze. Wierzę w esperanto, wierzę, że stanie się językiem świata, czy za dwadzieścia lat, czy za sto, czy za trzysta, tego nie potrafię odgadnąć i nie przejmuję się tym.

Wierzę w nie z powodu jakiejś niemożliwej do pokonania intuicji, a nie obrażę się, jeśli oceni się mnie w tym względzie jako szaleńca. Lecz skoro to moje szaleństwo nikomu nie szkodzi, a czyni mnie bardziej szczęśliwym, dlaczego miałbym się go wstydzić i odrzucać? Wierzenie w taką intuicję może być szalone, lecz również może być czymś całkowicie zdrowym umysłowo. Potrafię przecież uzasadnić swój sposób patrzenia na przyszłe dziesięciolecia za pomocą racjonalnych argumentów popartych faktami, które nie są mniej wartościowe od argumentów ludzi, wg których esperanto nie posiada żadnej przyszłości. Jednak to nie z powodu tych argumentów wierzę w esperanto, lecz z powodu jakiejś prawie mistycznej, niewytłumaczalnej pewności, z którą nie można się spierać, ponieważ zakorzenia się w mojej prawej półkuli mózgowej. Ta natomiast, jeśli uda się wykorzystać jej pozytywne aspekty, może zaprezentować się jako zadziwiający, nadzwyczajny ogród, w którym kwitnie piękno, przyjaźń, fantazja, wesołość, skłonność do tworzenia. A ta moja wiara obdarowuje mnie tyloma radościami, że nawet gdyby okazała się błędna z historycznego lub społecznego punktu widzenia, to i tak pozostanie dla mnie skarbem z punktu widzenia mojej własnej osoby, tworzenia przyjaźni oraz wzbogacania duszy. A wartość tego skarbu przewyższa wszelkie możliwe ludzkie rachunki. Tak, nasza prawa półkula mózgowa zawiera w swojej rajskiej części przeogromny potencjał przyjemności i energii. Ileż bym sobie życzył, aby wszyscy esperantyści byli w stanie iść w niej pospacerować z przyjemnością! I żeby wszyscy ludzie podążyli tam za nimi. Wtedy piękne marzenie ludzkości o wieczne błogosławieństwo spełniłoby się.


  1. Spadła z 17 na 14,5 dolarów pomiędzy rokiem 2000 a 2004. Ta dyslokacja przyniosła USA stratę 1,8 milionów miejsc pracy. Jeśli policzy się ze wzrostem demograficznym, utrata miejsc pracy sięga 5,4 milionów przez ostatnie cztery lata tak, że wiele osób może żyć jedynie przyjmując źle płatne stanowiska. Wielu żyje na kredyt, a suma długów osiąga poziomy astronomiczne.
  2. Zgodnie ze statystykami Census Bureau (Biuro Spisu Ludności), 45 procent ludności czarnoskórej i 44 procent hiszpańskojęzycznej żyje poniżej progu ubóstwa.
  3. 2,2 miliony, chociaż w 1975 było tylko 380.000.

 


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.