obrazek

WPROWADZENIE

W sierpniu 1977 Łączna Jednostka Kontroli w Organizacji Narodów Zjednoczonych opublikowała dokument zatytułowany Konsekwencje Dodatkowego Języka w Systemie ONZ. Dokument ten zebrał w jednym miejscu bardzo dużo danych na temat usług językowych w systemie ONZ – więcej, niż kiedykolwiek poprzednio zebrano razem. Dokument oferował szczegółowe informacje na temat strategii językowych Narodów Zjednoczonych oraz wyspecjalizowanych struktur, podawał dane porównawcze na temat kosztów i obsady stanowisk, opisywał ograniczenia obecnych usług językowych i udostępniał przewidywania kosztów nowych usług.

Jednak wieloma sprawami Łączna Jednostka Kontroli nie mogła się zająć, albo z powodu niedostępności specyficznej informacji, albo z powodu skupienia swojej głównej uwagi na kosztach dodatkowych usług. Autorzy bieżącej pracy – jeden z nich jest zawodowym tłumaczem, a drugi studentem problemów językowych – oferują dokładniejszy wgląd w obecną organizację usług tłumaczeniowych w organach międzynarodowych. Zgłaszają oni wiele zastrzeżeń co do trudności zarówno w gromadzeniu jak i interpretowaniu danych w tym obszarze i proponują pewne radykalne rozwiązanie, które idzie dużo dalej od rekomendacji Łącznej Jednostki Kontroli dotyczących utrzymywania usług językowych na minimalnym poziomie zgodności z działaniami omawianej organizacji.

Autorzy oferują swoje badania jako wkład do toczącej się debaty, a nie jako ostatnie słowo w tej sprawie. Korzystali intensywnie ze swojej wiedzy na temat procedur ONZ oraz z dużej liczby dostępnych dokumentów, lecz nie twierdzą, że posiadają wszechstronną wiedzę o zasadach wykonywania tłumaczeń we wszystkich organizacjach międzynarodowych, ani również o wszelkiej dokumentacji w tej dziedzinie.

W rzeczywistości oczekują z otwartymi ramionami na dodatkowe komentarze ze strony czytelników i użytkowników tych badań, szczególnie dotyczących wykonalności proponowanych przez nich rozwiązań.

Claude Piron, Humprey Tonkin.

 

1. TŁUMACZENIE JAKO PRACA

"Nie staraj się zrozumieć, po prostu tłumacz." Taką radę często słyszą tłumacze w międzynarodowych organizacjach. Jej częstotliwość pokazuje, że pomimo akademickich osiągnięć wielu ludzi na odpowiedzialnych stanowiskach w takich instytucjach nie zrozumiało jeszcze, czym jest język i wciąż żywi dziecięce wyobrażenie, iż tłumaczenie jest głównie sprawą zamiany każdego słowa na jego odpowiednik w innym języku.

W rzeczywistości nie da się tłumaczyć bez zrozumienia, co z kolei uniemożliwia tłumaczenie bez posiadania doświadczenia w stosownej dziedzinie. Układ słów w ILO International Labour Organization i w ICAO International Civil Aviation Organization  jest dokładnie taki sam: international/coś tam/organization, lecz w pierwszym przykładzie słowo international odnosi się do słowa organization, a w drugim do aviation , co powoduje, iż polskie tłumaczenie pierwszego terminu brzmi Międzynarodowa Organizacja Pracy, natomiast drugi termin musi być przetłumaczony jako Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego  (a nie Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego). To wcale nie jest nieznaczący szczegół: ma swoje konsekwencje prawne i polityczne, ponieważ rozumienie obszaru działania ICAO zależy od właściwego powiązania ze sobą przymiotnika i rzeczownika w nazwie.

Oto inny przykład. Malaria treatment i malaria therapy  są tak podobnie skonstruowane, że większość tłumaczy bez dogłębnej wiedzy medycznej tłumaczy drugie wyrażenie tak, jakby było synonimem pierwszego. W rzeczywistości pierwsze oznacza leczenie malarii, natomiast drugie oznacza leczenie za pomocą malarii, czyli leczenie innej choroby, zwykle paraliżu, poprzez wszczepienie pacjentowi zarazków malarii. Jeśli kontekst jest wystarczający a tłumacz dobry, to może on sobie zdać sprawę, że oznacza to coś innego niż "leczenie malarii" – i spędzi nieco czasu na znalezienie odpowiedniej nazwy tej formy leczenia w swoim języku – lecz takie wyrażenia mogą się pojawiać bez żadnej podpowiedzi kontekstowej, na przykład na jakiejś liście, w jakimś przykładzie lub w takim oto zdaniu "(...) a reaction he discovered when studying malaria therapy many years ago".

Tego rodzaju problemy są chlebem powszednim pracy tłumacza. Czy more accurate information oznacza "większą ilość bardziej dokładnych danych" czy "dane o większym stopniu dokładności"? Czy WHO helped control programmes in 12 countries oznacza, że WHO pomagała przy kontrolowaniu tych programów, czy udzieliła pomocy w przeprowadzeniu rzeczonych programów kontrolnych?

Informacja, że oryginalny tekst mógł być napisany przez Japończyka, Greka, Irańczyka czy obywatela jakiegoś innego kraju, wcale nie pomaga tłumaczowi, który nigdy nie wie, czy odejście od poprawnego użycia jakiegoś terminu jest spowodowane chęcią wprowadzenia pewnego niuansu lub po prostu wynika z braków w znajomości gramatyki.

 

2. KWALIFIKACJE TŁUMACZA I PROBLEMY PSYCHOLOGICZNE

Wiele konsekwencji wynika z faktu, iż tłumaczenie wymaga rozumienia. Jedną z nich jest to, iż posiadanie w organizacji dobrych tłumaczy jest zarówno trudne jak i kosztowne. Tłumacz nie może jedynie mniej więcej rozumieć tłumaczony tekst: zrozumienie przez tłumacza musi być precyzyjne i szczegółowe. Z drugiej strony nie można rozumieć całkowicie tekstu technicznego nie będąc specjalistą. Jednakże skoro teksty wykazują olbrzymią różnorodność i zatrudnianie tłumacza dla każdej z możliwych dziedzin byłoby nieekonomiczne, to tłumacz musi być specjalistą w wielu specjalnościach, co stanowi wewnętrzną sprzeczność: głębia i ogólność wzajemnie się wykluczają w każdym rodzaju szkolenia.

Skoro występuje taka konieczność, należy osiągnąć rozwiązanie optymalne: znaleźć kogoś, kto posiada specjalistyczną wiedzę w danej dziedzinie, bardzo dobrą znajomość co najmniej dwóch języków obcych używanych przez daną organizację, potrafi się jasno wyrażać i jest chętny zarówno do poszerzania swojej wiedzy w pokrewnych lub innych dziedzinach jak i do poświęcenia swojej energii pracy urzędniczej, uciążliwej i nie nagradzającej intelektualnie.

Tutaj spotykamy się z następną sprzecznością pomiędzy wymaganiami wysokich kwalifikacji, a podrzędną, nudną naturą tej pracy. W machinie organizacji międzynarodowej oddział tłumaczy jest czymś w rodzaju biura maszynistek: nie ma wysokiego statusu i właściwie nikt nie ma pojęcia, że tworzą go ludzie o wysokich stopniach akademickich w dziedzinach prawa, fizyki. medycyny, inżynierii, ekonomii czy innych.

Jednym z częstych wyników tego stanu rzeczy jest odczucie ze strony administracji, iż tłumaczenia kosztują zbyt dużo w porównaniu z ich użytecznością, a ze strony tłumaczy świadomość, że ich trud nigdy nie będzie w pełni zrozumiany.

Tłumaczenie wywołuje przenikające uczucie frustracji z wielu powodów. Frustrujące jest czytanie zdania, które rozumiemy doskonale, lecz zdajemy sobie sprawę, iż po prostu nie możemy znaleźć sposobu wyrażenia go w swoim własnym języku, ponieważ albo nie posiada on odpowiednich środków językowych, albo poprawne zestawienie słów wymyka się wszelkim naszym wysiłkom.

Bardzo frustrujący jest brak wpływu na edycję dokumentu, gdy, posiadając bardziej szczegółowy wgląd w jego treść od samych autorów, ma się świadomość, że można go w oczywisty sposób poprawić. Frustrującym jest blokowanie wyrażania swoich myśli na temat poruszany w tłumaczonym tekście, nawet jeśli dotyczy on naszej własnej specjalizacji, ponieważ w pewnym sensie tłumacz nie jest samodzielną osobą, a jego praca polega na wyrażaniu poglądów innych ludzi, nawet jeśli wydają się mu one bardziej zagmatwane lub mniej słuszne od jego własnych.

Frustrujące jest wysilanie umysłu w celu rozwiązania problemów tłumaczeniowych, wiedząc jednocześnie, że dany tekst co najwyżej zostanie pobieżnie przeczytany przez jednego lub dwóch ekspertów, o ile w ogóle ktoś będzie go czytał. Frustrująca jest świadomość, że duża część sformułowań zostanie w mniejszym lub większym stopniu dowolnie zmieniona przez korektora.

Frustrujące jest ciągłe napotykanie, nawet po dziesięciu lub dwudziestu latach tłumaczeń, ustępów, których się nie rozumie bez znalezienia odpowiedniej osoby lub książki udzielającej nam wskazówek na temat umykającego nam znaczenia. Frustrujące jest po wielu latach nauki na uniwersytecie wykonywanie uciążliwej, monotonnej pracy, w której jest się samemu ze swoimi tekstami i książkami pomocniczymi, bez żadnego zewnętrznego bodźca, na który można by zareagować, mając przed oczami dokumenty rzadko spokrewnione z naszymi zainteresowaniami.

Posiadanie szerokiej wiedzy z danych dziedzin oraz znajomość kilku języków jest zaledwie wymaganiem wstępnym do pracy tłumacza. Sam proces tłumaczenia jest pewnego rodzaju akrobacją w ciągłym przełączaniu się z jednego zbioru odruchów na inny, z jednego kulturalnego wszechświata na inny. Wymaga on zarówno siły (solidnych podstaw w obrabianych dziedzinach i w językach – powierzchowna wiedza daje mało pożytku) jak i giętkości umysłu (należy przebudować swoje myśli zgodnie z nowym ciągiem ograniczeń, zupełnie innym od tego, który rządził wyrażaniem oryginalnej idei). Każdy, kto uczestniczy w sprawdzaniu kandydatów na stanowisko tłumacza, zdaje sobie sprawę, że wielu ludzi o wysokich kwalifikacjach technicznych czy naukowych oraz o wszechstronnej znajomości kilku języków mogą być bardzo złymi tłumaczami. Posiadają siłę, lecz nie giętkość umysłu. Brak im akrobatycznych zdolności, które są niezbędnikiem do codziennego wykonywania pracy tłumacza.

 

3. WYTWÓR

Akrobatyka wyczerpuje. To plus wspomniane wyżej frustracje wyjaśnia, dlaczego żaden tłumacz nie może pracować ośmiu godzin dziennie, za wyjątkiem bardzo krótkich okresów. Można wytężać swój umysł tylko do pewnego stopnia i ani kroku dalej.

Ponieważ dyrekcja nie zdaje sobie z tego sprawy, stosuje do tłumaczy reguły, które odnoszą się do innego rodzaju członków personelu. W konsekwencji tłumacze są zmuszeni udawać, że są pracownikami pełnoetatowymi, gdy większość pracy wykonywana jest jedynie przez połowę tego czasu, a druga połowa jest spędzana na czytaniu, pisaniu, odpoczywaniu i rozmowach z kolegami.

W wyniku tek komedii wytwór zespołu tłumaczy, w kategorii stron, jest dosyć niski w porównaniu z kosztem zaangażowanym na zatrudnienie tak wysoko wykwalifikowanego personelu. (1)

Wytwór jednostek tłumaczy w międzynarodowych organizacjach jest jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic na świecie. Każdy kierownik jednostek tłumaczy chciałby znać dane na temat swoich odpowiedników w innych organizacjach, lecz ma on świadomość, że rzeczywista prawda nigdy nie zostanie ujawniona.

W dokumencie ONZ o sygnaturze A/7606 (str. 255 wydania francuskiego) jest zapisane, że średni szacowany wytwór tłumacza wynosi pięć stron dziennie. Można to potwierdzić za pomocą poniższych danych.

Zwykłą praktyką jednostek tłumaczy jest przeznaczenie dla każdego z nich przegródki z pochylnią, gdzie składowana jest jego praca, a liczba stron zostaje zamieniona na liczbę "stron standardowych". Pozwala to sekretariatowi śledzić wyniki pracy indywidualnych tłumaczy. Liczby są tajne i nie wymienialibyśmy ich tutaj, gdybyśmy nie natrafili na szkic raportu przygotowany przez członka zespołu tłumaczy w jednej z organizacji systemu ONZ w odpowiedzi na okólnik od kierownika tego zespołu, w którym domaga się on zwiększenia liczby tłumaczeń. Raport nigdy nie został wysłany, ponieważ konflikt personalny w tej jednostce w jakiś sposób się rozładował, lecz w owym czasie tłumacze zgodzili się poprosić sekretariat o dane z dziennych tłumaczeń w ciągu dwóch odnośnych lat i rozesłać je miedzy sobą, aby uzyskać pojęcie o faktycznych podstawach, na których mogliby oprzeć swoją odpowiedź. Dane te były następujące (liczba standardowych stron na dzień):

 

Tłumacz Rok 1 Rok 2
A 4.4
B 7.4 5.2
C 3.9 4.2
D 4.8 4.2
E 4.4 4.4
F 5.0 5.6
G 5.4 4.0
H 4.7 4.8
I 7.0
J 4.2 7.0
K 5.8
L 4.4
M 5.3
Średnio 5.18 4.91(2)

 

Średnie dla obu lat są są bardzo podobne do wartości podanych w dokumencie ONZ. Jednakże dane te są mylące, ponieważ nie biorą pod uwagę etapu korekcji. Przypominamy, że w większości organizacji tłumaczenia są wykonywane w dwóch etapach: strony z wykonanym tłumaczeniem są przekazywane do korektora, który sprawdza ich znaczenie, usuwa pomyłki i stara się poprawić styl.

W rozważanej tu jednostce tłumaczy w owym czasie zatrudnionych było siedmiu korektorów. Gdyby ich wzięto pod uwagę, to średni wytwór na osobę całego zespołu spadłby do 3,17 stron dzienne w roku 1 i 2,89 w roku 2. Liczby te nie są całkowicie dokładne, ponieważ korektorzy mogą czasami dokonywać tłumaczeń, czego nie mogliśmy tu uwzględnić z powodu braku odpowiednich danych, lecz ponieważ w rozpatrywanej organizacji korektorzy nie tłumaczyli zbyt wiele w owym czasie, to dla wszystkich celów praktycznych różnicę można pominąć.

Taka niska efektywność jest frapująca, jeśli rozważy się koszty. Członkowie zespołu tłumaczy posiadają stopnie P-3, P-4 (większość korektorów oraz kilku starszych tłumaczy) i P-5 (kilku starszych korektorów), jednakże koszty muszą również uwzględniać kierownika zespołu oraz jego sekretarki plus w kilku organizacjach – na przykład w ONZ – personel pomocniczy. Ponadto większość czasu personelu przepisującego na maszynie jest przypisana dla zespołu tłumaczy. Koszty wyposażenia i materiałów (dyktafony, taśmy, maszyny do pisania, komputery, papier, elektryczność, naprawy sprzętu) również powinny zostać dodane (zobacz na raport Łącznej Jednostki Kontroli dotyczący konsekwencji wprowadzenie dodatkowych języków do systemu ONZ, dokument A/32/237, par.24).

Czytelnik powinien mieć świadomość, że koszty mnożą się przez liczbę języków. Dla przykładu sprawdźmy, ile ludzi jest opłacanych przy tłumaczeniu informacji zawartej w 40-stronnicowym dokumencie. Chociaż dane wyjściowe różnią się dla niektórych języków, dla prostoty założymy takie same wartości dla wszystkich. Jest to usprawiedliwione tym, iż widocznie większy wynik tłumaczy rosyjskich jest rekompensowany przez wynik mniejszy tłumaczy języka chińskiego.

Tłumacz francuski 40 : 5 = 8 osobo-dniówek
 
Tłumacz hiszpański 40 : 5 = 8 osobo-dniówek
Tłumacz arabski 40 : 5 = 8 osobo-dniówek
Tłumacz rosyjski 40 : 5 = 8 osobo-dniówek
Tłumacz chiński 40 : 5 = 8 osobo-dniówek
suma częściowa tłumaczy (P-3): 40 osobo-dniówek
   
Korektor francuski 40 : 15 = 2.7 osobo-dniówki (3)
Korektor hiszpański 40 : 15 = 2.7 osobo-dniówki
Korektor arabski 40 : 15 = 2.7 osobo-dniówki
Korektor rosyjski 40 : 15 = 2.7 osobo-dniówki
Korektor chiński 40 : 15 = 2.7 osobo-dniówki
suma częściowa korektorów (P-4): 13.5 osobo-dniówki
   
Maszynistka francuska 80 : 40 = 2 osobo-dniówki (4)
Maszynistka hiszpańska 80 : 40 = 2 osobo-dniówki
Maszynistka arabska 80 : 40 = 2 osobo-dniówki
Maszynistka rosyjska 80 : 40 = 2 osobo-dniówki
Chiński kaligraf oraz maszynistka 80 : 40 = 2 osobo-dniówki
suma częściowa maszynistek (G3-4-5): 10 osobo-dniówek
   
RAZEM: 63.5 osobo-dniówki

 

4.  SYTUACJA WZORCOWA UJAWNIAJĄCA ZARÓWNO MARNOTRAWSTWO JAK I DYSKRYMINACJĘ

Zasadą w badaniach naukowych jest to, iż właściwego oszacowania sytuacji można dokonać jedynie przez porównanie jej z sytuacją wzorcową, w której testuje się inną hipotezę. Aby oszacować zakres wielojęzyczności wykorzystywanej w systemie ONZ, wygodnie będzie rozważyć go względem organizacji wykorzystującej tylko jeden język. Światowy Związek Esperantystów (UEA – Universala Esperanto Asocio), który posiadając zasięg ogólnoświatowy i należąc z praktycznego punktu widzenia do rodziny ONZ, jest organizacją pozarządową, której jedynym językiem roboczym jest Międzynarodowy Język esperanto. Informacje zawarte w 40-to stronnicowym dokumencie przygotowanym przez UEA są bezpośrednio dostępne dla członków tego związku we wszystkich krajach, zatem nie ma potrzeby opłacać 63 osobo-dniówek dla pojedynczego dokumentu tylko po to, aby przezwyciężyć barierę językową. Całkowity koszt czasu i energii nie przekracza kosztu wymaganego na utworzenie oryginalnego dokumentu tylko w języku angielskim.

Oczywiście zaraz pojawią się zastrzeżenia, że członkowie Światowego Związku Esperantystów muszą najpierw nauczyć się swojego języka, zanim będą go używali. Lecz nawet na tym polu UEA zyskuje więcej niż metoda obecnie stosowana w systemie ONZ, zarówno co do zagadnień początkowych inwestycji jak i zagadnień związanych z równością językową.

System stosowany w ONZ wymaga dużych wstępnych nakładów wyrażających się poprzez czas, środki pieniężne oraz wysiłek umysłowy, które muszą zaangażować zarówno każdy uczący się języka jak i jego kraj. Delegaci lub użytkownicy dokumentów, którzy nie zostali przeszkoleni w jednym z jezyków roboczych, muszą spędzać wiele godzin przez wiele lat (co najmniej sześć, a dla niektórych członków, nie mówiących językami spokrewnionymi, np. Japończyków, czas ten nawet wydłuża się do lat dziesięciu), aby wystarczająco zapoznać się z tym językiem, w którym są dostępne pożądane dokumenty. Inwestycja w przypadku esperanto jest o wiele niższa, wynosząc od kilku miesięcy do maksymalnie dwóch lat. Metoda przezwyciężania bariery językowej w organizacjach takich jak UEA jest o wiele bardziej racjonalna, ponieważ doskonałe wzajemne zrozumienie jest osiągane przy minimalnym lub żadnym wysiłku ponoszonym przez różne systemy edukacyjne.

Pomimo tak dużego zaangażowania czasu i energii, metoda ONZ również wprowadza więcej dyskryminacji. A – co ironiczne – dyskryminacja ta jest w większości finansowana przez jej ofiary. Przez dodanie nowych języków rosną ogólne koszty. Ponieważ sytuacja językowa nie jest brana pod uwagę przy wyliczaniu wkładów, te Kraje Członkowskie, których własny język nie jest używany w ONZ, muszą opłacać swój udział w tych dodatkowych kosztach tak, jakby na nich skorzystały, chociaż w rzeczywistości ich sytuacja się pogorszyła. Delegaci koreańscy, indonezyjscy, fińscy i wielu innych nic nie uzyskali, gdy do brzemienia tłumaczeń dołączono języki chiński, arabski, hiszpański i rosyjski – czyli języki dla nich bez wartości komunikacyjnej. Przeciwnie: teraz jest potencjalnie więcej rywalizujących Krajów Członkowskich, które znajdują się na lepszej pozycji we wprowadzaniu swoich pomysłów i w bronieniu własnych tez.

Istnieje zatem dyskryminacja, gdy weźmie się pod uwagę łatwość porozumiewania się, na korzyść Jemeńczyka przeciw Irańczykowi, Chińczyka przeciw Japończykowi. Ekspert, który mówi od urodzenia po arabsku lub rosyjsku może zostać zaproszony do jakiejś komisji lub zarządu nawet, jeśli nie jest mocny w językach. Grek lub Etiopczyk takiej szansy nie ma. W rzeczywistości taka osoba w ogóle nie może wejść do życia międzynarodowego. Taka dyskryminacja jest oczywiście sprzeczna z duchem Deklaracji Praw Człowieka. W przypadku esperanto nikt nie jest zwolniony z konieczności poświęcenia pewnej ilości czasu i energii na opanowanie środków porozumiewania się, co stawia każdego na tym samym gruncie, lecz poniesione nakłady są względnie małe, a to oznacza ich dostępność dla każdego. W systemie ONZ cały ciężar nauki języka spada na tych, których języki ojczyste nie posiadają oficjalnego statusu, natomiast inni są zwolnieni ze skrupulatnego obowiązku przyswojenia sobie innego języka, co daje im więcej czasu na zdobycie wiedzy specjalistycznej w ich dziedzinie.

Oczywiście dobrze zdajemy sobie sprawę, że obecna sytuacja językowa w ONZ w dużej mierze jest wynikiem działania sił politycznych oraz konsekwencją pragnienia osiągnięcia równości w porozumiewaniu się. Lecz w takim samym stopniu jesteśmy pewni, że nie istnieje sposób przełamania politycznej sytuacji patowej poprzez jakąkolwiek korektę używania języków narodowych. ONZ rozpoczynało z dwoma językami roboczymi, a wielu życzy sobie powrotu do tego stanu początkowego. Lecz zegara nie da się cofnąć. Władza językowa, jak władza polityczna, jest zbyt rozproszona i ogólna, aby pozwolić na pozbawienie praw języków, które obecnie cieszą się statusem języków roboczych. Jedynym wyjściem z tego impasu (a nawet to jest politycznie trudnym rozwiązaniem) jest używanie języka neutralnego – języka, który nie jest niczyją własnością – w zastępstwie języków narodowych w pewnych okolicznościach.

Ludzie zaznajomieni z pracą zarówno UEA jak i międzynarodowych organizacji rządowych twierdzą, że esperanto jest zdolne do pełnienia wszystkich funkcji administracyjnych i organizacyjnych, dla których obecnie używa się języków narodowych. Stąd jego użycie w organizacjach rządowych w dużej mierze jest sprawą polityczną i organizacyjną, a nie językową. W dalszej części dokumentu wrócimy jeszcze do tej kwestii.

 

5. DANE BUDŻETOWE

Budżety i raporty finansowe nie oddają dokładnego obrazu rzeczywistej sytuacji związanej z tłumaczeniami. Usługi tłumaczeniowe powodują wzrost kosztów ogólnych  – przeznaczanych na personel, ubezpieczenia, finanse, przestrzeń biurową, itp. Oczywiście ten wzrost nie figuruje w budżetach pod hasłem "Tłumaczenia". Lecz nie na to chcemy tutaj zwrócić uwagę. Raczej chcielibyśmy podkreślić to, iż organizacje wstydzą się swoich słabych wyników przy przezwyciężaniu bariery językowej i usiłują zatrzeć ten obraz tak, jak to możliwe.

Jednym ze sposobów wykorzystywanych do osiągnięcia tego efektu jest rozdzielanie tłumaczeń konferencyjnych od innych tłumaczeń, aby te ostatnie pokrywały jedynie koszty rutynowe, nie związane z zebraniami. Jeśli wiersz budżetu przeznaczony jest na Publikacje, to to również może ukrywać część kosztów tłumaczeń.

Podobnie pewna ilość tłumaczeń wykonywana jest w Biurach Informacji Publicznych, które nie pojawiają się w budżetach oraz w dokumentach finansowych. Możemy również dodać, że tłumaczenia w biurach regionalnych są ukazywane oddzielnie, co powierzchownemu czytelnikowi budżetu może dać wrażenie, że dana organizacja zatrudnia mniej tłumaczy niż faktycznie to robi.

Dużo również zależy od sposobu wyliczania ilości wykonanej pracy. Jeśli podstawą są strony zliczane przez sekretariaty jednostek tłumaczy, może dochodzić do pewnego rodzaju oszukiwania (zwykle nieświadomego), co jest prawie nieuniknione, ponieważ leży w interesie wszystkich zainteresowanych. Często sekretarka jest bardzo szczodra w liczeniu stron: nowa wersja z kilkoma zmianami już przetłumaczonego tekstu zostanie zakwalifikowana w całości jako nowy dokument, zatem 50-cio stronnicowy dokument zostaje "przetłumaczony" w ciągu pół godziny: strony jedynie z wykresami lub rysunkami albo posiadające kilka wierszy tekstu zostaną policzone jako pełne strony, itd. Ten tryb obliczania działa w interesie poszczególnych tłumaczy, korektorów i zespołu jako całości – i stawia ich kierowników, a w rzeczywistości nawet całą organizację w korzystnym świetle.

Ponadto statystyka wyznaczona na podstawie indywidualnych stron może zaniedbywać różnice pomiędzy liczbami dla tłumaczeń i korekt. Jeśli jest jeden korektor na trzech tłumaczy o indywidualnym wyniku w danym miesiącu odpowiednio 300 i 100 stron, to ten zespół tłumaczeniowy wytworzył w sumie 300 stron pod koniec miesiąca. Jednakże sekretarka tworząca statystykę może zapisać

Pan A 100 stron
Pani B 100 stron
Pan C 100 stron
Pani D 300 stron
  600 stron

Innym elementem zniekształcającym obraz tłumaczeń w dokumentach finansowych jest praktyka finansowania ich poprzez fundusze przeznaczone na jakiś projekt, program lub określony wydział. Zdarza się to przykładowo wtedy, gdy jakieś biuro chce mieć przetłumaczony tekst w czasie, gdy zespół tłumaczy jest zbyt zajęty, aby przyjąć dodatkowe obciążenie. Jeśli zespół ten zasugeruje, aby biuro skorzystało z zewnętrznej pomocy (tj. z samodzielnego tłumacza pracującego w domu), lecz sam nie posiada na to dostępnych funduszy, to dane biuro może często odpowiedzieć, iż może je ściągnąć ze swoich własnych środków w celu sfinansowania tłumaczenia.

Innymi sumami związanymi bezpośrednio z tłumaczeniami, a nie pojawiającymi się jako takie w budżetach lub raportach finansowych są – oprócz wszystkich wspomagających serwisów, wyposażenia i zaopatrzenia – sumy wydawane na podróże, zakwaterowanie, wizy, itp., dla tłumaczy wysyłanych na konferencje odbywające się poza centralą. Zilustrujmy ten punkt za pomocą niedawnego przykładu.

Konferencja w Ałma Ata na temat Podstawowej Opieki Medycznej (6-12 września 1978) wspólnie sponsorowana przez WHO i UNICEF zatrudniała około trzydziestu tłumaczy. Nie pracowali dużo. Na przykład, zespół francuski składał się z dwóch zmian – z 'dziennej'. która pracowała od 830 rano do 1630 oraz z 'nocnej', która miała pracować od 1600 do północy, lecz zawsze kończyła o 2200, z wyjątkiem ostatniej nocy, gdy tłumaczenie raportu z konferencji wymagało od personelu pozostania w pracy do 200 nad ranem. Szef dziennej zmiany miał nieco (niewiele) pracy do wykonania, którą musiał się zająć sam, ponieważ okazało się, że teksty do tłumaczenia były po hiszpańsku i rosyjsku, a tylko on jeden posiadał niezbędną wiedzę na temat tej kombinacji języków. Lecz wszyscy pozostali w obu zespołach byli praktycznie bez zajęcia przez pierwsze pięć dni tej siedmiodniowej konferencji.

Nie powinno to zostać odebrane jako krytyka osoby organizującej zadania dla tłumaczy na tym spotkaniu. Jak zwykle dla każdej zewnętrznej konferencji nie miała ona żadnych możliwości przewidzenia ilości tłumaczeń, które będą wymagane. Gdyby Konferencja zdecydowała o utworzeniu podsumowujących zapisów we wszystkich językach dla każdego z zebrań, to zespół tłumaczeniowy miałby na okrągło pełne ręce roboty. Chcemy jedynie zaakcentować, że system wielojęzykowy używany w ONZ pociąga za sobą takie absurdalnie ekonomicznie sytuacje jak trzydzieści osób wykonujących niewielką lub prawie żadną pracę w odległym miejscu, gdy ich rutynowe zadania w centrali są wykonywane przez kosztowny, tymczasowy personel.

Jednakże kwota stracona w taki sposób jest większa niż się zdaje na pierwszy rzut oka. Ile godzin przeznaczyły na ten zespół Biura Podróży, Konferencji i Udzielania Wiz? Ile kosztowało rozesłanie maszyn do pisania z klawiaturami arabskimi, hiszpańskimi, francuskimi i angielskimi, dyktafonów, literatury pomocniczej, itp. biorąc pod uwagę zarówno same koszty transportu jak i czas przeznaczony na przygotowanie tego transportu?

Aby powiększyć absurdalność, pewna liczba dokumentów dla tej samej konferencji został przetłumaczona wcześniej na chiński, ponieważ do ostatniej chwili nie było wiadome, czy Chiny do niej nie przystąpią. Ponieważ chiński jest językiem roboczym, to znacząco zwiększa koszty, o których tutaj wspominamy. Gdybyśmy odnieśli to wszystko do naszej sytuacji kontrolnej – podobnych konferencji organizowanych przez Światowy Związek Esperantystów – zdalibyśmy sobie sprawę, że żaden z tych dodatkowych kosztów nie byłby bezwzględnie konieczny dla gładkiej komunikacji międzykulturowej pod tymi warunkami.

 

6. RZECZYWISTA EFEKTYWNOŚĆ WYSIŁKU SKIEROWANEGO NA TŁUMACZENIA

Nawet jeśli dokumenty wyprodukowane w kilku językach byłyby najwyższej ważności, wciąż można by się zastanawiać, czy takie tłumaczenia są warte włożonego w nie wysiłku. Lecz zupełnie nie o to tu chodzi. Najwięcej czasu i wysiłku umysłowego przeznacza się na tłumaczenia związane z tekstami, które przeczyta co najwyżej jedna lub dwie osoby, a w wielu przypadkach nikt.

To może się wydawać niewiarygodne dla kogoś, kto nie posiada wiedzy na temat wewnętrznego funkcjonowania takich organizacji. Lecz spójrzmy ponownie na ten konkretny przykład Konferencji w Ałma Ata.

Przemówienia dostarczone w językach innych od francuskiego na zebraniach plenarnych tej Konferencji zawierały w zaokrągleniu po 35.000 słów, tj. jakieś 102 standardowe strony do przetłumaczenia na francuski lub 31 dniówek jednego tłumacza (nie wliczając w to przepisywania na maszynie) zgodnie ze średnimi przytoczonymi powyżej. Pełen zestaw przemówień musiał się pojawić w pięciu językach używanych na Konferencji, a ilość stron do przetłumaczenia na inne języki była w przybliżeniu następująca: angielski – 66; hiszpański – 110; rosyjski – 125; arabski – 118. (5)

Trudno zamienić te dane na dniówki tłumacza z powodu braku informacji na temat średniej produktywności wg języków. Zwykle zespoły tłumaczy angielskiego tworzą dużo więcej od innych z trzech głównych powodów: (a) jest dużo łatwiej tłumaczyć na  angielski niż z angielskiego, ponieważ większość języków – z wyjątkiem chińskiego – jest dużo bardziej precyzyjna; (b) zespoły tłumaczy angielskiego są najbardziej tolerancyjne na błędy i mniej wymagające, jeśli chodzi o styl i przejrzystość; (c) kilka zespołów angielskich nie korzysta z usług korektorów.

Sensownym oszacowaniem mogłoby być założenie, że średni dzienny wytwór na osobę w zespole angielskim wynosi 10 stron, a w rosyjskim 5 stron, natomiast tłumacze/korektorzy arabskiego i hiszpańskiego posiadają wytwór podobny do swoich francuskich kolegów. W takim przypadku liczba dniówek wymaganych do przetłumaczenia przemówień w Ałma Ata na wszystkie języki wyniosłaby 134 (bez uwzględniania maszynistek, edytorów, drukarzy, korektorów i personelu administracyjnego)

Teraz możemy powrócić do naszego pierwotnego pytania: kto będzie czytał te przetłumaczone teksty? Przemówienia – proszę wybaczyć naszą szczerość – są przeznaczone dla ogromnej większości potencjalnych czytelników, którzy wcale nie są nimi zainteresowani. Istnieją dwa główne powody tego stanu rzeczy.

Po pierwsze, pewna część większości przemówień składa się z pozdrowień, gratulacji dla WHO i UNICEF za zorganizowanie tej Konferencji oraz dla Przewodniczących, Wiceprzewodniczących i Sprawozdawców za ich wybór, jak również podziękowania dla Rządu Radzieckiego i Rządu Kazachskiej Republiki Ludowej i władz oraz ludzi z Ałma Ata za ich wspaniałą gościnność.

Po drugie, o ile rozważania na temat Podstawowej Opieki Zdrowotnej mogą być uważane za interesujące w kilku przypadkach, to większość przemówień po prostu powtarza idee wcześniej sformułowane i opublikowane odkąd koncepcja ta pojawiła się w dziedzinie zdrowia publicznego. Administrator zdrowia publicznego będzie uważał przeczytanie ich za stratę cennego czasu; jeśli będzie zainteresowany, to z pewnością będzie wolał zajrzeć się do głównej dokumentacji i sprawozdania z tej Konferencji. Kilka przemówień zawiera pewne interesujące informacje na temat sytuacji lub doświadczeń kraju prelegenta, lecz większość z tych danych przedstawionych przez większość przemawiających można znaleźć w publikacji informacyjnej WHO – Report on the World Health Situation (Raport o Sytuacji Zdrowotnej na Świecie), gdzie są łatwiejsze do odszukania. Poza tym takie ustne oświadczenia są w wielu przypadkach bezwartościowe, ponieważ czytelnik nie jest w stanie odróżnić stwierdzeń propagandowych od uczciwych oszacowań sytuacji w kraju prelegenta.

Jeśli tak jest, to kto będzie czytał te dokumenty? W całości nikt z wyjątkiem korektorów. Najprawdopodobniej każdy uczestnik otrzyma kopię i zajrzy do swojego własnego przemówienia w swoim własnym języku ojczystym: zawsze przyjemnie jest oglądać swoją prozę w druku. Kilku może sprawdzić tłumaczenie w tym czy innym języku. Być może dziesięciu lub dwunastu spojrzy na przemówienie kolegi. I to wszystko.

Prawdopodobne jest, iż większość uczestników postara się wyszukać humorystyczną anegdotę, którą opowiedział jeden z uczestników na sesji zamykającej,  uzyskując nieco aplauzu oraz sprawiając mnóstwo wstydu, lecz będą zawiedzeni: ten atrakcyjny (ale nieistotny) rozdział został usunięty przez edytora.

Innymi słowy, jest więcej niż prawdopodobne, że 134 dniówek tłumacza (60% roku roboczego członka personelu) poświeconych na wytworzenie tych przemówień w pięciu językach z praktycznego punktu widzenia zostało prawie całkowicie zmarnowane. Po sześciu miesiącach i tak żadnej różnicy nie zrobiłby fakt, gdyby ci tłumacze pozostali w domach lub wyjechali na narty, zamiast zajmować się wykonywaniem swojej pracy.

A czy ten przykład jest wyjątkiem? Niestety, zupełnie nie. Ilu jest czytelników przemówień wszystkich zebrań wszystkich organizacji we wszystkich językach? Albo dla swobodnego przykładu, ilu ludzi przeczytało i kiedykolwiek przeczyta – lub, powiedzmy, skonsultuje się – nawet kilka z 400 wydrukowanych stron (470.000 słów, 1382 standardowych stron) podsumowujących raportów z Trzeciego Komitetu Dziewiątej Sesji Ogólnego Zgromadzenia ONZ w językach rosyjskim lub chińskim? A co z większością innych Komitetów Zgromadzenia Ogólnego lub takich organów jak Rady Powierniczej ONZ?

W rzeczywistości droga tych raportów wygląda tak, iż ludzie uczestniczący w zebraniu czytają jeden raz tekst prowizoryczny  – zwykle tylko częściowo te miejsca, w których znajdują się ich interwencje oraz możliwe odpowiedzi na nie – tak szybko jak stanie się on dostępny. W ogromnej większości przypadków zapisy te nie są już nigdy potem czytane. Większość interwencji w większości języków w wersjach oficjalnych nie jest wcale nigdy czytana.

Czy oznacza to, że te zapisy są bezużyteczne i nie powinny wcale istnieć? Ani trochę. W dzisiejszych czasach nie da się przewidzieć, czy dany zapis nie stanie się niezmiernie ważny za dziesięć lub dwadzieścia lat. My pytamy raczej: w jakim celu tworzy się te zapisy w tak dużej liczbie języków? Lub, przedstawiając to inaczej, czy liczba czytelników usprawiedliwia koszt tłumaczeń?

To samo uzasadnienie odnosi się do publikacji informacyjnych, takich jak wspomniany wcześniej Report on the World Health Situation (około 400 stron druku). Czy istnieje równowaga pomiędzy ilością wymaganej pracy tłumacza a liczbą czytelników w różnych językach?

Zupełnie nie. W rzeczywistości całe serie dokumentów nigdy nie są czytane w dużej liczbie języków z powodu nieodpowiedniego poziomu przeniesienia (często związanego z niską jakością tekstu oryginalnego). Niedawno zapytaliśmy pewną liczbę delegatów uczestniczących w zebraniu technicznym, z których wszyscy pochodzili z danego obszaru językowego, o to, czy czytają w swoim własnym języku dokumenty techniczne opublikowane przez Wyspecjalizowaną Agencję. Większość odpowiedziała negatywnie. Typowe odpowiedzi były następujące: "czytam je po angielsku, aby je zrozumieć" i "w moim języku ojczystym  teksty te są nieco niejasne, więc trudno mi je zrozumieć, lecz ponieważ mój angielski nie jest wystarczająco dobry, po prostu czytam dokumenty dotyczące tej dziedziny i wydane w moim kraju."

Dlaczego te dokumenty są "nieco niejasne?" Ponieważ nie jest dostępny żaden zespół tłumaczy wystarczająco biegły w danej dziedzinie, aby wyprodukować niezbędne wersje w różnych językach.. Gdy czytelnik francuski natrafia na wyrażenie un écart-type de deux  w raporcie technicznym pewnej Organizacji, po prostu nie jest w stanie go zrozumieć, ponieważ ono nic nie znaczy. Tłumacz i korektor nie posiadają wystarczającej wiedzy ze statystyki, aby zrozumieć, że tekst ten odnosi się do odległości od średniej dwóch standardowych odchyleń, tj. dwukrotnej wartości standardowego odchylenia. Wybierają oni wyrażenie, które "brzmi naukowo", lecz niestety stanowi zagadkę dla specjalisty.

Może się również zdarzyć, że oddział tłumaczy wymyśli nowe słowo, ponieważ dany termin nie daje się wyrazić pojedynczym słowem w ich języku, lecz specjaliści nie przyswoili sobie tego nowego terminu. Nie mamy środków na przeprowadzenie właściwych badań tego problemu, lecz zastanawia nas, ilu ludzi w administracji zdrowia krajów francuskojęzycznych zdaje sobie sprawę ze znaczenia système d'orientation/recours,  terminu występującego od niedawna w dokumentach WHO. Jest to wyrażenie stworzone przez zespół tłumaczy WHO w celu znalezienia odpowiednika angielskiego terminu referral system (system odniesienia), lecz ponieważ nie jest ono używane poza WHO, wątpliwym jest, aby, przykładowo, wielu Afrykańczyków francuskojęzycznych było w stanie poprawnie zdefiniować jego znaczenie. Połączenie żargonu i pomyłek tłumaczeniowych tworzy tą "niejasność" stylu, która odstrasza potencjalnych czytelników w danym języku.

Czytelnik tego dokumentu może się dziwić, że takie pomyłki zdarzają się, biorąc pod uwagę to, co wcześniej powiedzieliśmy na temat wysokich kwalifikacji technicznych wymaganych do zatrudnienia na oddziale tłumaczeń. Lecz te wysokie kwalifikacje stwarzają problemy rekrutacyjne. Specjaliści zwykle nie posiadają wysokiego poziomu kompetencji językowych lub posiadają inne, bardziej interesujące propozycje pracy. W praktyce wynikiem jest to, że tłumacz ze stopniem naukowym z prawa musi robić co tylko umie z tekstem statystycznym, a ekonomista zmaga się z raportem dotyczącym rolnictwa – lub, aby zacytować rzeczywisty przykład (zdarzyło się to w WHO w 1964), tekst o jajnikach komarów dla Oddziału Malarii może być tłumaczony... przez ginekologa, ponieważ w grupie brak biologa lub entomologa. A urlop lub choroba mogą pozbawić oddział tłumaczy jedynego specjalistę z danej dziedziny, gdy właśnie on jest potrzebny.

Niedostatek specjalistów/tłumaczy jest jednym z powodów zatrudniania korektorów, który opiera się na rozumowaniu, że dwie wykształcone osoby mają większą szansę zrozumienia i poprawnego wyrażenia terminów spoza ich szczególnej dziedziny.

Używanie stanowczych zwrotów językowych jest ryzykowne, jeśli ktoś nie czuje się dobrze w danej dziedzinie. W konsekwencji, aby uniknąć pomówienia o złe zrozumienie danego tekstu, tłumacze i korektorzy mają tendencję stosowania niejasnych wyrażeń technicznych, jednocześnie subtelnie wykorzystując wszystkie możliwości językowe w celu ukrycia braku precyzji pod płaszczykiem stylu.

Skoro "klienci" zespołów tłumaczy nie zdają sobie sprawy z ich trudności, to często przysyłają swoje teksty w ostatniej minucie, co uniemożliwia sumiennym tłumaczom wykonanie pełnego zestawu poszukiwań terminów technicznych, które powinny być wykonane w celu stworzenia przyzwoitego tłumaczenia w dziedzinie leżącej poza ich własną specjalnością.

Jeśli przetłumaczone teksty techniczne zawierają pełno błędów lub są "nieco niejasne", to winni temu są nie tłumacze, lecz cała ta koncepcja międzykulturowej komunikacji w formie stosowanej w organizacjach międzynarodowych. Przeciwko dobremu tłumaczeniu sprzysięga się bardzo dużo przeciwności.

 

7. PSYCHOLOGICZNE I POLITYCZNE ZNACZENIE JĘZYKA

Dr Mahler zdał sobie sprawę z faktu, iż wiele przetłumaczonych dokumentów nie jest czytane i w ten sposób stwarza jedynie absurd ekonomiczny, dlatego zwrócił się on do Naczelnego Dyrektora WHO z propozycją, zaaprobowaną przez Zarząd, aby WHO ograniczało się do tłumaczenia zapisów ze swoich zebrań tylko do jednego języka (rezolucja EB60.R7). Jeśli waga takich tekstów leży jedynie w ich wartości archiwalnej lub badawczej, argumentował, to po co publikować je przy olbrzymich kosztach w pięciu lub sześciu językach?

Lecz dr Mahler nie zdawał sobie sprawy z powiązań psychologicznych związanych z hierarchią językową i popełnił błąd, sugerując angielski jako jedyny język, w którym tworzony by pełne zapisy. Język jest symbolem tożsamości. Gdy się kogoś zmusza do używania obcego języka, czuje on (być może nieświadomie) jakby oddał część swojej władzy i swojej tożsamości, co go obraża. Kraje ze względnie małą władzą przez długi czas poddawały się temu ignorowaniu ich językowej tożsamości oraz presji wywieranej przez większe potęgi językowe. Ich uraza była tłumiona przez wszechogarniające uczucie, że muszą być rozsądne.

Takie jest poczucie na poziomie narodowym. Na poziomie indywidualnym  delegaci i członkowie personelu z takich krajów faworyzowali tę sytuację językowej nierówności, ponieważ zawdzięczali wiele ze swojej uprzywilejowanej sytuacji temu, iż posiadali lepsze umiejętności językowe od swoich rodaków. Gorszy ekspert z lepszą znajomością angielskiego lub francuskiego z większym prawdopodobieństwem trafi do delegacji, zespołu ekspertów lub personelu organizacji międzynarodowej niż dużo lepszy ekspert nie władający dobrze językami obcymi.

Nie przypadkowo zdarzyło się, że, za wyjątkiem hiszpańskiego, oficjalnymi językami ONZ od początku były języki Krajów Członkowskich, posiadających stałe mandaty w Radzie Bezpieczeństwa. Również nie jest przypadkiem, że język chiński, który przestał być słyszany przez cały okres używania mandatu Chin przez Tajwan, stał się nagle znów używany wraz z uznaniem Republiki Ludowej jako pełnoprawnego reprezentanta Chin, albo język arabski dodano do języków roboczych dokładnie w czasie, gdy kryzys ropy naftowej ujawnił potęgę krajów, które jej używają. Wszystkie te fakty odzwierciedlają sytuację władzy.

Stosowanie języków w organizacjach międzynarodowych osiągnęło impas, ponieważ siły psychologiczno-polityczne naciskają w kierunku niezgodnym ze zdrowym zarządzaniem ekonomicznym oraz z normalną wydajnością. Oczywiste jest, iż jeśli nic nie będzie robione w celu sprawdzenia bieżącego trendu, to liczba języków będzie wciąż rosła. Język niemiecki jest często używany w praktyce jako mowa międzynarodowa wśród narodów Europy Centralnej. Jest częściowo używany na poziomie regionalnym przez kilka organizacji w rodzinie ONZ. Co przeszkodzi mu w otrzymania statusu języka oficjalnego za kilka lat?

Pewnego dnia z pewnością zostanie dołączony do języków oficjalnych język suahili. Podczas dyskusji dotyczącej propozycji nadania statusu języka roboczego hiszpańskiemu i rosyjskiemu w jednej z organizacji, pewien delegat afrykański został powitany aplauzem, gdy oznajmił, że zagłosuje na korzyść tego projektu rezolucji przy zastrzeżeniu, że kraje korzystające z tych dobrodziejstw również odwzajemnią się głosowaniem na korzyść języka arabskiego, a później suahili, gdy zaproponowany będzie dla nich podobny status.

Wystarczy przeczytać zapisy dyskusji Komitetu na temat dodania języków roboczych, aby zdać sobie sprawę, że siły psychologiczno-polityczne są o wiele silniejsze od ekonomiczno-wydajnościowych. Chociaż w rzeczywistości dodanie nowych języków nigdy nie poprawiło wydajności sekretariatów, lecz narzuciło im nowe brzemię oraz olbrzymi wzrost kosztów, to jednak o tym fakcie mówi się bardzo niewiele. Zamiast powiedzieć prawdę – "Sekretariaty pracowały lepiej, gdy językami roboczymi były tylko angielski i francuski" – wszyscy delegaci gratulują sobie nowego języka i udają radość z powodu tzw. "zwiększonej efektywności", natomiast ignorują aspekty ekonomiczne i organizacyjne swojej decyzji.

Gdy kilku delegatów sugeruje dołączenie suahili do języków roboczych, jaki kraj ośmieli się sprzeciwić? Czarna Afryka jest jedynym kontynentem nie reprezentowanym w spektrum językowym systemu ONZ. Negatywny stosunek do takiej propozycji będzie odczuwany przez Afrykańczyków jako odrzucenie kultury afrykańskiej, jej wartości i tożsamości. Żaden rząd nie może sobie pozwolić na przyjęcie takiej postawy w dzisiejszym układzie politycznym.

Skoro tak jest, to oczywistym staje się to, że pomysł dr Mahlera tworzenia pełnych zapisów tylko w języku angielskim, chociaż zupełnie sensowny w swoich zasadach, był błędem w proponowanym wniosku. Przyjmując psychologiczne zabarwienia związane z sytuacją językową jako symbol schematu władzy na świecie, wniosek ten mógł jedynie zostać odrzucony przez Światowe Zgromadzenie Zdrowia. I tak się rzeczywiście stało (rezolucja WHA 31.13).

 

8. ŁĄCZĄC ZE SOBĄ ASPEKTY EKONOMICZNE I POLITYCZNO-PSYCHOLOGICZNE

Chociaż propozycja dr Mahlera przeoczyła istotny czynnik i z tego powodu jej nie przyjęto, to nie oznacza to, iż cały pomysł był zupełnie zły. Oczywiście byłoby sensowne zarzucić publikowanie w wielu językach tekstów, których w tych językach nikt nie czyta za wyjątkiem kilku osób, a ograniczyć się do jednego wydania oficjalnego w tylko jednym języku. Jednakże, biorąc pod uwagę zaangażowane w to czynniki psychologiczno-polityczne, język ten nie powinien posiadać powiązań z żadną władzą.

Jedynym językiem spełniającym niezbędne kryteria przejrzystości, elastyczności, długiej tradycji międzykulturowej, względnej łatwości uczenia się i neutralności względem systemu władzy jest esperanto. Niewielu ludzi jest świadomych tych cech języka esperanto. Lecz fakt ignorowania ich w praktyce nie powinien przeszkodzić w poważnym rozważeniu ich w tej konkretnej sytuacji. Rzeczywistość esperanto bardzo różni się od wielu popularnych nieporozumień na jego temat. Z powodów zarówno naukowych jak i prawnych ważnym staje się podkreślenie, iż fakty powinny znaleźć się nad odczuciami, a obiektywna ocena nad subiektywnymi tabu.

Jeśli pewien dokument posiada jedynie wartość archiwalną lub badawczą, to znaczy, że najprawdopodobniej nikt go nigdy wcale nie przeczyta, chociaż musi być dostępny, gdy dany rozwój zdarzeń nagle staje się bardzo ważny lub po prostu dla dobra badań historycznych. Dokumenty odniesienia będą czytane jedynie wyrywkowo i przez bardzo niewiele osób. Jedynie kilku administratorów zdrowia oraz garstka studentów wykonujących prace badawcze – jeśli w ogóle tacy będą – przeczytają strony poświęcone Wyspom Podwietrznym, Surinamowi, Brunei, Nigerii, Mauretanii lub podobnym krajom w hiszpańskim wydaniu Trzeciego Raportu o Sytuacji Zdrowia na Świecie.

Skoro wszyscy ludzie zainteresowani w takich dokumentach już posiadają umiejętności czytania po angielsku, francusku lub hiszpańsku, bardzo łatwo jest (kwestia tygodni) dla kogoś z takim wykształceniem językowym nauczyć się czytać w języku esperanto, przechodząc z kilku kosztownych języków na jeden neutralny, który byłby całkowicie uzasadniony.

W zasadzie można by nawet podjąć decyzję o tworzeniu istotnych dokumentów tylko w esperanto, lecz dany fragment – nie przekraczający określonej liczby stron – mógłby być tłumaczony na dowolny z języków roboczych lub oficjalnych wg zapotrzebowania rządów. Tak jak w bibliotekach mikrofilmy przedstawiają niesamowitą oszczędność miejsca, gdzie dostęp do wszelkich dokumentów umieszczonych na mikrofilmach jest bardzo wygodnym systemem, tak samo tworzenie sprawozdań tylko w języku esperanto nie wykluczałoby dostępności pożądanych fragmentów po rosyjsku, arabsku lub w innych językach, jeśli taka wystąpiłaby potrzeba.

Światowy Związek Esperanto, który cieszy się statusem konsultanta (B) w UNESCO i jest na liście Rady Gospodarczej i Społecznej ONZ, jest do dyspozycji organizacji należących do rodziny ONZ pomagając przy zatrudnianiu i szkoleniu personelu niezbędnego do realizowania powyższej propozycji, którą oczywiście można by wprowadzać stopniowo.

W wielu dziedzinach ekonomicznych, społecznych i innych projekt pilotażowy jest podejmowany najpierw, a jego zastosowania zostają uogólnione, jeśli wyniki są zadowalające. Doświadczenia zdobyte na całym świecie przez Światowy Związek Esperanto (jak również przez wiele stowarzyszeń esperanckich) przy rozwiązywaniu problemów językowych w środowiskach międzykulturowych można uważać za taką działalność pilotażową.

Należy spojrzeć na twarde fakty, chociaż byłyby one nieprzyjemne. Jeśli system ONZ ma zamiar uniknąć trudności krajów Unii Europejskiej, gdzie działalność językowa pochłania od jednej czwartej do jednej trzeciej budżetów, nie ma wyjścia: musi rozważyć przyjęcie jakiegoś języka, który rozwiąże zarówno problemy psychologiczno-polityczne jak też ekonomiczno-organizacyjne, tj. języka neutralnego etnicznie, ekonomicznie i politycznie. Najbardziej sensownym sposobem wprowadzenia tej zmiany – która przypadkowo miałaby ogromnie pozytywne następstwa dla działalności międzynarodowej – byłoby podwójne podejście:

  1. ONZ ogłosiłoby, że w okresie dwudziestu lat jedynym językiem roboczym byłby pewien neutralny język międzynarodowy. W tym względzie mocne argumenty przemawiają na korzyść esperanto. Z powodu jego bezkompromisowej zgodności z prawami psycholingwistyki jest ono jedynym językiem międzynarodowym, w którym płynność posługiwania się może być łatwo osiągnięta również przez ludzi spoza indoeuropejskiego obszaru językowego. Jest to jedyny nie-narodowy język, którego używa rozległa diaspora obejmująca wiele nie-europejskich krajów. Jest również jedynym posiadającym odpowiednio długą tradycję gwarantującą jego skuteczność. Taka oficjalna deklaracja pobudziłaby naukę esperanto wśród personelu wszystkich ekip rządowych oraz ludności wszystkich krajów. Po dwudziestu latach nie istniałyby trudności doboru członków delegacji, którzy rzeczywiście opanowali ten język.
  2. W czasie gdy rządy i organizacje przygotowywałyby się do terminu ostatecznego, esperanto byłoby stopniowo wprowadzane do dokumentów, począwszy od takich jak wspomniane powyżej, które posiadają co najmniej w kilku językach bardzo ograniczoną liczbę czytelników.

Alternatywnie ONZ mogłoby działać w kierunku zmniejszenia użycia języków wiodących, takich jak francuski i angielski, a rozszerzenia udogodnień dla delegatów w postaci możliwości używania przez nich ich własnych języków w debatach. Ma się rozumieć, można by udostępnić interpretacje w esperanto, być może kosztem Krajów Członkowskich uczestniczących w debacie w danym czasie, być może kosztem bardziej zróżnicowanych, chociaż niekoniecznie powiększonych usług tłumaczy. Stąd powstałby podwójny ruch w kierunku równości, dotyczący zmniejszenia liczby języków używanych w tłumaczeniach oraz zwiększenia ich liczby przy interpretacji.

Gdyby przyjęto taką politykę, co stałoby się z obecnym personelem w zespołach tłumaczy?

Po pierwsze ważnym jest, aby zrozumieć, że zawsze w ONZ będzie występowało zapotrzebowanie na tłumaczy – nie tak bardzo dla prac rutynowych, jak dla zadań specjalnych. Chociaż nie przeprowadziliśmy żadnych szczegółowych badań w tej kwestii, to sądzimy, że bardzo prawdopodobne jest, iż w tym wspomnianym powyżej dwudziestoletnim okresie tarcie byłoby więcej niż wystarczające, aby sprowadzić usługi tłumaczeniowe do poziomu, który żądaliśmy w naszej propozycji. Co więcej, przynajmniej w początkowych latach występowałaby potrzeba tłumaczeń i korekt stylistycznych tekstów w esperanto, w miarę jak ich twórcy nabieraliby doświadczeń. Tłumaczenia na żądanie wciąż wymagałyby usług wykwalifikowanych tłumaczy. Istnieje również duża szansa, że skoro reguły rządzące językiem stałyby się w mniejszym stopniu napędzane polityką, pojawiłoby się miejsce dla publikacji streszczeń tekstów, a nie dosłownych transkrypcji niektórych przemówień lub krótkotrwałych dokumentów.

Tłumaczenie jest niemożliwą i frustrującą pracą. Nie istnieje proporcja pomiędzy wejściowymi kosztami, czasem i wysiłkiem umysłowym, a wyjściową poprawą w płynności działania organizacji. Co więcej traduttore, traditore (włoskie – tłumaczyć, oszukiwać). Jeśli oficjalne zapisy i dokumenty informacyjne organizacji międzynarodowych byłyby tworzone w tylko jednym neutralnym języku, to ryzyko nieporozumień i zniekształceń spadłoby stromo w dół, a to samo dotyczy kosztów. A nie są to czcze żądania. Esperanto jest żywym i funkcjonującym językiem, który łatwo można badać i obserwować – nie w abstrakcyjnej teorii, lecz w konkretnej rzeczywistości. Takie badanie nie byłoby trudne do wykonania i nie powinno być powstrzymywane przez sceptyków. Jeśli esperanto nie działa, to przy pomocy jakich tajemniczych środków porozumiewają się ludzie nim mówiący?

Nieuczciwym byłoby założyć, że systematyczne badanie potencjału języka esperanto odbyłoby się bez jego przeciwników. Poglądy na esperanto są dziwne. Być może dlatego, że język jest w tak bardzo częścią osobowości, to trudno uwierzyć, że język będący twórczym wynalazkiem pojedynczego człowieka może naprawdę spełniać wszystkie funkcje żywego języka etnicznego. A ponieważ ludzie nim mówiący spędzają względnie mało czasu na informowaniu o nim reszty świata (w językach etnicznych...), to zbyt łatwo można potraktować esperanto jako raczej jakąś Utopijną ideę  niż funkcjonującą społeczność powiązaną jedną mową.

Ci sceptycy nie zdają sobie sprawy, że większa część słownictwa esperanto oraz większość jego zastosowań nie wyskoczyła z głowy Ludwika Zamenhofa, jego twórcy, lecz z codziennego używania esperanto przez miliony ludzi mówiących tym językiem na całym świecie. Nie wiedzą również, że wiele międzynarodowych zebrań jest corocznie organizowanych w esperanto, łącznie z kongresami, które zbierają razem od czterech do pięciu tysięcy mówców z całego świata, a gdzie wyłączne używanie esperanto jako językowych środków porozumiewania się jest zupełnie zadowalające dla wszystkich uczestników. W końcu nie wiedzą oni, że liczne organizacje, takie jak Światowy Związek Esperanto, używają go we wszelkich szczególikach organizacji biurowej jak również do wszelkich działań kulturalnych.

Lecz stanowi to dokładnie sens świętości języka ojczystego – czynnik zmuszający niektórych do odwrócenia się od esperanto – nakazujący bezwzględne używanie go. Równość językowa, podobnie jak rasowa czy płciowa, nie jest utopią lecz rozsądkiem i zwykłą sprawiedliwością.

 

9. WNIOSKI

  1. Biorąc pod uwagę języki robocze – a więc i tłumaczenia – historia używania języków w systemie ONZ pokazuje rozwój, który zupełnie nie jest dostrzegany przez delegatów, Kraje Członkowskie i Sekretariaty. Angielski i francuski były, a w dużej mierze wciąż są, lingue franche  dla ludzi nie mających wspólnego języka: mogą być używane jako narzędzie porozumiewania się pomiędzy Indonezyjczykiem a Norwegiem, pomiędzy Turkiem a Argentyńczykiem. Hiszpański, arabski i chiński nigdy nie są używane tak często: ich wykorzystanie ogranicza się do ludzi, dla których są to języki ojczyste. Nawet mahometanie, gdy nie należą do świata mówiącego po arabsku, używają innego języka (głównie angielskiego) w sferach międzynarodowych. Nigdy nie słyszy się arabskiego używanego jako środek porozumiewania się pomiędzy, powiedzmy, muzułmaninem z Nigerii i Malezji, ani nie widzi się delegacji z takich krajów jak Iran, Afganistan i Indonezja, aby czytały dokumentację po arabsku. Podobnie hiszpański i chiński są praktycznie nie używane przez ludzi nie mówiącymi nimi w swojej ojczyźnie. Rosyjski zajmuje środkową pozycję. Jest to język międzykulturowy ZSRR (tekst był tworzony w czasie, gdy jeszcze istniał Związek Radziecki – przyp. tłum.), lecz prawie wcale nie spotykany w organizacjach międzynarodowych, gdzie jego użycie ogranicza się do przedstawicieli rosyjskich, mongolskich i bułgarskich ze sporadycznym, lecz niezmiernie rzadkim pojawianiem się u niektórych delegacji ze Wschodniej Europy.
  2. Skłonność dodawania nowych języków jest połączona z takimi czynnikami psychologicznymi jak poszukiwanie prestiżu oraz uznawalnej tożsamości, jak również z takimi zagadnieniami politycznymi jak okazanie potęgi kulturalnej, gospodarczej lub czysto politycznej. W takim przypadku nic nie może zmienić tej skłonności o ile nie wyłoni się wola stawienia czoła faktom językowym i podjęcia poważnych badań alternatywnych rozwiązań.
  3. Wspomniany wyżej rozwój dał w wyniku olbrzymi wzrost dniówek przeznaczonych na tłumaczenia.
  4. Ograniczenia tkwiące w zadaniu wykonywania tłumaczeń narzucają pewne połączenie wysokich kosztów utrzymania personelu (z powody niezbędnych kwalifikacji) oraz niskiej produktywności (z powodu ograniczeń ludzkiego umysłu oraz energii nerwowej, ponieważ wiele tekstów wymaga pewnego rodzaju badań, a także dlatego, iż ten rodzaj umysłowej gimnastyki wymaganej przez proces tłumaczenia jest wyczerpujący; konieczność zrozumienia wyklucza intensywne wykorzystywanie komputerów).
  5. Wysoki koszt każdej tłumaczonej strony nie jest spostrzegany przez sekretariaty, delegacje i Kraje Członkowskie, ponieważ ta kwestia zostaje rozmyta przez dużą liczbę czynników. W szczególności budżety i raport finansowe nie odzwierciedlają rzeczywistego wpływu tłumaczeń na koszty całkowite.
  6. W przeciwieństwie do tego co zwykle mówią delegaci przy dodawaniu nowego języka, przejście z "komunikacji międzykulturowej" (jako języki robocze tylko angielski i francuski) na "ułatwienie dla uprzywilejowanych grup narodów" (hiszpański, rosyjski, chiński, arabski) nigdzie nie przyczyniło się do gładszego funkcjonowania sekretariatów. Narzuciło im jedynie kosztowne brzemię. Przedstawiciele sekretariatów w dyskusjach dotyczących języków nie przedstawiają takich dodatków jako ułatwiających zadań ich organizacji. Jedyną zaletą jest liczba Krajów Członkowskich, która rośnie do poziomu dyskryminującego pozostałych.
  7. Znaczna część przetłumaczonych stron, które zostały wyprodukowane w systemie ONZ, nie ma żadnych lub ma bardzo nielicznych czytelników.
  8. Alternatywne rozwiązanie jest stosowane przez pewną liczbę pozarządowych organizacji warunkach, które można by nazwać jako projekt pilotażowy, chociaż to określenie jest być może zbyt restrykcyjne, jeśli rozważy się, że zebrane doświadczenia obejmują okres czterech pokoleń oraz wszystkie zakątki świata. Rozwiązanie to zawsze satysfakcjonowało wszystkich jego użytkowników. To alternatywne rozwiązanie dotyczy używania Międzynarodowego Języka Esperanto.
  9. Uczestnicząc w Światowym Kongresie Esperanto w 1977 Dyrektor Generalny UNESCO powiedział, że po raz pierwszy w swoim życiu widzi międzynarodowe spotkanie, w którym język jest pomocą, a nie barierą dla zrozumienia.
  10. Odpowiadając na sytuację rynkową i specyficzne żądania osób mówiących po esperancku na całym świecie, Biuro Informacji Publicznej ONZ oraz równoległe biura w UNESCO stworzyły kilka dokumentów po esperancku, takich jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka oraz Deklaracja o Przyznaniu Niepodległości Krajom i Narodom Kolonialnym. Esperancka wersja Karty Narodów Zjednoczonych – wydane oczywiście przez ONZ – jest już w druku. Na Konferencji Ogólnej w Montewideo w 1954 UNESCO przyjęło rezolucję (rezolucja I V.I.4.422), w której umieściła notę o "wynikach osiągniętych przez esperanto na polu międzynarodowych stosunków intelektualnych" oraz poinstruowała swojego Dyrektora Naczelnego, aby "współpracował z Światowym Związkiem Esperanto w sprawach dotyczących obu organizacji". Światowy Związek Esperanto otrzymał status konsultanta (kategorii B) i znajduje się na liście Rady Gospodarczej i Społecznej ONZ. Cieszy się on również współpracą (rozpoczętą w styczniu 1979) z Organizacją Państw Amerykańskich.
  11. Chociaż opanowanie esperanto wymaga jedynie ósmej do dziesiątej części czasu niezbędnego do osiągnięcia względnie dobrej znajomości języka etnicznego, umiejętność czytania może osiągnąć po kilku tygodniach osoba potrafiąca zrozumieć dokumenty ONZ pisane po angielsku, francusku czy hiszpańsku.
  12. Decyzja dotycząca tłumaczenia mało czytanych dokumentów posiadających jedynie wartość badawczą lub archiwalną na esperanto przedstawiałaby jedynie bardziej racjonalne wykorzystanie wkładów rządów niż obecny system.
  13. Nie rozwiązałoby to długoterminowego problemu ani nie skontrolowałoby trendów dodawania nowych języków. Aby to osiągnąć, propozycja przyjęcia deklaracji prawa na korzyść esperanto, przy zastrzeżeniu, że byłby to jedyny język używany po okresie przejściowym – na przykład dwudziestu lat – mogłaby być jedynym efektywnym sposobem zmuszenia Krajów Członkowskich i Sekretariatów, aby stawiły czoła temu długoterminowemu problemowi i wzięły na siebie swoje obowiązki.
  14. Istnieje jednakże szeroko rozpowszechniony psychologiczny opór co do poważnego rozważenia przyjęcia takiego języka jak esperanto, nawet w długoterminowej perspektywie. Korzenie tego oporu znajdują się zarówno w czynnikach społeczno-politycznych jak i w psychologii wielu osób. Ludzie posiadają skłonność odsuwania od siebie problemu języka międzynarodowego bez poświęcenia czasu na zastanowienie się nad nim, tak jakby każdy mógł w kilka minut wydać opinię na temat złożonej sprawy bez rozważenia różnych jej aspektów. W rzeczywistości problem używania języka w stosunkach międzynarodowych, na poziomie publicznym, prywatnym czy bezpośrednim jest dużo bardziej skomplikowany niż to się zwykle wydaje na pierwszy rzut oka. Należy wziąć pod uwagę bardzo szeroki zakres czynników politycznych, społecznych, kulturowych, ekonomicznych, psychologicznych, językowych, fonetycznych i pedagogicznych.
  15. Jakkolwiek by nie był zrozumiały ten opór, to pobłażanie mu jest w sprzeczności ze wszystkimi zasadami powszechnie przyjętymi w prawie i w nauce. Powszechnie uznaje się, że podstawą oceny alternatywnych rozwiązań problemu jest to, iż dowody stają się ważniejsze od subiektywnych wrażeń, a myślenie logiczne jest bardziej odpowiednie od niechęci przeanalizowania dostępnych danych. Każdy uważałby za absurd dyskutowanie o komunikacji międzymiastowej bez uwzględniania istnienia telefonów, albo o ignorowaniu dostępności szczepionki przy dyskutowaniu na temat sposobów poradzenia sobie z epidemią ospy. Podobnie absurdem jest badanie komunikacji międzykulturowej tak, jakby nikt nigdy nie używał neutralnego języka nie-etnicznego, gdy tymczasem jest on już od ponad stu lat codziennym doświadczeniem setek tysięcy ludzi rozrzuconych po całym świecie oraz licznych międzynarodowych stowarzyszeń o wyrafinowanym i złożonym stopniu organizacji.
  16. Być może najsmutniejszą częścią raportu Łącznej Jednostki Kontroli, który niemniej jednak jest bardzo imponujący, jest jego raczej gorzkie przyznanie się, iż nie widzi on żadnego praktycznego sposobu przełamania obecnego wzorca usług językowych ani istotnej zmiany obecnej polityki językowej w ONZ. Z tego powodu, jeśli nie z innego, powinniśmy bardzo poważnie zastanowić się nad alternatywami i ich opiniami, szczególnie gdy te opinie są udokumentowane i łatwe do przetestowania.

UWAGI

1. Prostym sposobem zwiększenia produktywności jednostki tłumaczy byłoby zatrudnianie ich na pół etatu, lecz kierownictwo nie wydaje się sprzyjać takiemu rozwiązaniu i spowodowałoby to powstanie różnych problemów, których tutaj nie możemy rozpatrzyć.

2. Bez tłumaczy B i I w roku 1 oraz J w roku 2 średnia wyniosłaby odpowiednio 4.73 i 4.68. Niemożliwe jest oszacowanie stabilności osiągów tłumacza I, który był nieobecny w roku 2, lecz jeśli chodzi o B i J, to ich wyniki dla kolejnego roku pokazują, że ich osiągnięcia były wyjątkowe po osiągnięciu poziomu 7 stron. Wydaje się niewiarygodne, aby osoba wytwarzająca 4,2 strony dziennie przez cały rok (średnia zupełnie odpowiadająca średnim uzyskanym przez jego kolegów, zatem prawdopodobnie "normalna") mogła nagle zwiększyć swoje wyniki o jakieś 3 strony dziennie tylko własnym wysiłkiem. Żaden pracownik nie zwiększa swojego dziennego przerobu o 67% bez oddziaływania jakiegoś zewnętrznego czynnika. Wyjaśnienie może leżeć w jednej z metod oszukiwania, wspomnianej na stronie 11.

3. Na podstawie jednego korektora na trzech tłumaczy.

4. Przy założeniu średniego wyniku wypisywania 40 stron dziennie. Tekst jest przepisywany dwukrotnie – raz przed i raz po korekcie. Rzeczywista wartość może być niższa z powodów wysokich standardów jakości wymaganych dla ostatecznego tekstu; na pewno jest niższa dla chińskich kaligrafów i pisarzy.

5. Te wartości zostały oszacowane na podstawie liczby użytkowników każdego języka. Nie udało się nam zdobyć rzeczywistych statystyk, lecz widocznie Łączna Jednostka Kontroli nie miała z tym problemów.

Dokumenty Esperanckie, nowa seria, numer 20 A (1979)

 

 


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo   , alie la letero malsendiĝos

Skribu la mesaĝon sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


La Fakgrupo de
Kemio-Fiziko-Informatiko

en la Unua Liceo Ĝeneraledukada
nomita al Kazimierz Brodziński
en Tarnowo
Str. Piłsudskiego 4
©2024 mag. Jerzy Wałaszek

La materialoj nur por edukada uzado. Ilia kopiado kaj multobligado licas
nur se oni sciigas pri la fonto kaj ne demandas monon por ili.

Bonvolu sendi demandojn al: i-lo@eduinf.waw.pl

Nia edukada servo uzas kuketojn. Se vi ne volas ricevi ilin, bloku ilin en via legilo.