obrazek

Wydaje mi się, że nic nie jest zdolne lepiej oddać idei humanizmu od sławnego powiedzenia łacińskiego poety Terencjusza: Homo sum: humani nil a me alienum puto. "Jestem człowiekiem: nic co ludzkie nie jest mi obce". Na bazie tego pojęcia powstaje poczucie solidarności jednoczące humanistę ze wszystkimi ludźmi, bez względu na ich rasę, religię czy kulturę. Bycie humanistą to w zasadzie kochanie istot ludzkich; a kochać ich w najgłębszym sensie oznacza wspieranie ich rozwoju zgodnie z ich własną naturą, oznacza pragnienie zwracania się do nich i poznawania ich, troszczenie się o nich i poszanowanie ich w całej pełni.

Wszystkie z tych elementów znajdziemy na szczycie zjawiska zwanego esperanto.  Dla kogoś może wydawać się dziwne przeznaczanie wielu godzin na przyswojenie sobie języka prawie całkowicie bezużytecznego w handlu i przemyśle, języka, który świat dyplomacji ignoruje, bez którego widocznie mogą się obejść naukowcy, i który nie jest związany z żadną wielowiekową kulturą.  Lecz osoba, która sceptycznie podchodzi do takiego dążenia lingwistycznego, nie jest świadoma, jak niesamowicie zyskowne może ono być emocjonalnie, ani jak satysfakcjonujące staje się uczucie uczestniczenia w szeroko zakrojonych działaniach zmierzających ku promocji psychologicznego dojrzewania ludzkiego społeczeństwa.

Aby w pełni osiągnąć dojrzałość, należy porzucić zarówno dziecinną egocentryczność, jak i dorosły idealizm. A ludzie w swoich relacjach z szerokim światem stają przed pokusą uporczywego trwania w tych dwóch niedojrzałych postawach. Pierwsza, dziecinna, obejmuje skłonność do zamykania się na ślepo wewnątrz własnych interesów materialnych. Po wpadnięciu w tę pułapkę dana osoba często staje się cyniczna, nieświadoma faktu, że to, co ukrywa pod tak zwanym "realizmem", jest w rzeczywistości tylko egocentrycznym wycofaniem się do ochronnego kokonu, który daje osłonę przed większą odpowiedzialnością. Druga pokusa, typowa dla wieku dojrzałego, polega na pozwoleniu na rządzenie sobą przez abstrakcyjny idealizm. Głowa staje się wypełniona pomysłami samopoświęcenia, a serce bije gorączkowo dla Trzeciego Świata i całej ludzkości; emocje narastają za każdym razem, gdy na myśl przychodzą ofiary tego czy innego dyktatora lub jakiegoś niesprawiedliwego reżimu. Lecz praktycznie taka osoba nie robi nic i żyje swoim małym życiem, chociaż nie bez ponurego poczucia winy. Esperantyzm, używanie i popieranie esperanto, wnosi zaangażowanie, które chroni przed tym podwójnym błędem, a jego efekty są dużo głębsze niż jest to widoczne na pierwszy rzut oka.

Zapobiega przed wpadnięciem w cyniczną egocentryczność, ponieważ nie zaspokaja ono czysto materialnych czy bezpośrednich interesów własnych, a przyczynia się do opuszczenia ochronnej muszli, wspomnianej powyżej. I zapobiega również wpadnięciu w mglisty idealizm, ponieważ jest ono oparte na konkretnej rzeczywistości, ucieleśnionej w różnych środkach porozumiewania się, które po właściwym opanowaniu pozwalają na zaangażowanie się w dialog ze społecznością ludzi pochodzących ze wszystkich krajów i środowisk społecznych. Nazwy takie jak Polska, Brazylia i Iran przywołują w zwykłym obywatelu obrazy z gazet lub programu telewizyjnego czy być może wspomnienia z wakacji. W esperantyście przywołują one twarz, adres, rozmowę twarzą w twarz lub korespondencję listowną, taśmową lub e-mailową. Zawsze jest to sprawą ludzi spotykających innych ludzi, ich wzajemnych kontaktów oraz możliwości bezpośredniego wyrażania swoich poglądów na życie, lub dzielenia się radościami i zmartwieniami. W przeciwieństwie do szeroko rozpowszechnionej opinii, język angielski nie umożliwia tego rodzaju dialogu z dwóch powodów.

Po pierwsze w większości krajów może być używany tylko elity społeczno-ekonomiczne i naukowo-intelektualne. Po drugie, nawet jeśli ktoś prawie doskonale opanował ten język, to nigdy nie odczuwa, że jest on jego osobistą własnością, lecz zawsze czymś obcym, co wymaga większego wysiłku umysłowego niż język ojczysty. Ze względów konstrukcyjnych oraz innych esperanto po wyuczeniu się go nigdy nie jest doświadczane jako obce.

 

Prawdziwy szacunek dla obcokrajowca pociąga za sobą szacunek językowy

Społeczeństwo XX-wieku musi jeszcze doświadczyć wielkiego przebudzenia w kwestii języka. Mówi ono wiele na temat porozumiewania się międzykulturowego, współpracy międzynarodowej, pomocy technicznej i tak dalej, lecz jak dotąd nie zdało ono sobie jeszcze sprawy, że wszystko to wymaga środków wzajemnego zrozumienia. Jak można komuś pomóc, przynajmniej na wystarczająco znaczącym poziomie, bez umiejętności stawania się zrozumiałym? A jak można cokolwiek wyjaśniać, jeśli nie ma się do dyspozycji wspólnego języka? Czy nie jest coś arogancko lekceważącego w postawie osoby, która od początku, twierdząc, że chce komuś drugiemu pomagać, wymusza swój własny język na tym drugim, z zawartymi w nim konstrukcjami umysłowymi i całym tłem kulturalnym? Wymuszanie na Birmańczyku, Tajlandczyku, Polinezyjczyku, członku plemienia Bantu – z których żaden nie jest obznajomiony z koniugacjami w zachodnim sensie tego słowa – języka takiego jak angielski czy francuski, w którym mówienie o zdarzeniach przeszłych wymaga subtelnych rozróżnień pomiędzy, powiedzmy, he went, he would go, he was gone, he had gone, he had been going, he used to go, i tak dalej, jest wymuszaniem od osoby, z którą się rozmawia, przystosowania się do pewnej formy umysłowej gimnastyki, której nie da się uzasadnić z punktu widzenia ani komunikacji, ani kultury. Esperanto, jak większość języków, posiada tylko jeden czas przeszły, a niuanse wyrażane w zachodnich językach przez niezmiernie skomplikowane odmiany są tłumaczone za pomocą innych środków językowych, jak w językach ludzi wymienionych powyżej.

Co więcej, wymuszanie angielskiego lub francuskiego jest wykorzystywaniem języka posiadającego wieloaspektowe tło historyczne i polityczne, które dla wielu jest symbolem upokorzenia. Języki te są powiązane wszędzie na świecie ze wspomnieniami ucisku gospodarczego i kulturalnego lub z administracją kolonialną, a wspomnienia te wywołują mieszane uczucia: pod płaszczem szacunku dla silniejszej strony oraz chęci dobrego nauczenia się jej języka, dość często ukrywa się zazdrość, zawiść i nienawiść. Wielu Amerykanów, którzy uważają się za szczerych altruistów o dobrych zamiarach, zdumiewa się poziomem nienawiści odczuwanym w stosunku do nich przez ludzi z innych krajów, pomimo ich dobroduszności. Nie są świadomi poniżającego i traumatycznego efektu powodowanego przez ciągłe wymuszanie ich języka na innych. Nasz język jest ważnym elementem naszej tożsamości; jest sposobem myślenia i odczuwania; to nasze najważniejsze ja. Gdy porzucamy go z szacunku do innego języka, ponieważ jego wyższość wymusza to na nas – a tak ciągle dzieje się dzisiaj z angielskim w kontaktach międzykulturowych – odczuwamy urazę, być może nawet chęć zemsty na tym, który zmusza nas do przystosowania się i który zachowuje się tak, jakby to było normalne i oczekiwane, będąc zupełnie nieświadomym poświęcenia, jakie dla niego robimy.

Z drugiej strony esperanto nie wywołuje stanu dominacji. Prawdę mówiąc, tradycyjnie było uważane za bezwartościowe przez bogatych i potężnych. Długo pogardzane przez intelektualistów, ignorowane przez lingwistów, poniewierane przez snobów i prześladowane przez reżimy dyktatorskie, dlatego jego rozprzestrzenianie się można zaliczyć jedynie na karb jego własnych wartości intelektualnych i moralnych. Nigdy nie wspierała go siła pieniądza ani broni, ani nawet rekomendacje potężnego rządu. W tym względzie odpowiada ono również ideałowi humanistycznemu. Jedną z podstaw humanizmu jest poczucie ludzkiej godności połączone z wolą, aby nigdy nie podejmować prób rozwiązywania problemów środkami przemocy. Humanizm zawsze przedkłada inteligencję nad siłę. Jeśli posiadamy szczere, humanistyczne pragnienie, aby porozumiewać się z innymi istotami ludzkimi w ogólności, a nie jedynie z tymi, które należą do naszej własnej klasy lub obszaru geograficznego, to pragniemy dowiedzieć się, co oni doświadczają, myślą i czują, oraz przekazać im to, co my doświadczamy, myślimy i czujemy. Jaki przyczynek do tego wnoszą nieregularne czasowniki, przemieszczające się akcenty, wyjątki w liczbie mnogiej oraz niespójny system wyprowadzania słów? (1) Wszystkie z tych przypadkowych elementów – chociaż miłe z punktu widzenia narodowego, historycznego i kulturalnego dla zainteresowanych ludzi – uniemożliwiają obcokrajowcom spontaniczne wyrażanie swoich myśli, tym bardziej im struktura ich języków ojczystych różni się od zachodniej normy. Żaden z nich nie dodaje niczego do porozumiewania się. Szacunek do człowieka wymaga, aby osoba chcąca nawiązywać kontakt z innymi ponad barierami językowymi wybierała język jak najbardziej pozbawiony tych przypadkowych elementów, które nie posiadają wartości informacyjnej. Wymaganie od Japończyka czy Turka wyuczenia się ciągu oddzielnych form takich jak tooth, teeth, dental, dentist, podczas gdy w jego własnym języku wystarczy znać jedno podstawowe słowo i samemu wyprowadzić sobie inne (dokładnie tak jak w esperanto: dento, dentoj, denta, dentisto) jest niczym innym jak wymuszaniem na nim trudu, którego nic nie uzasadnia. Co więcej, w tym przykładzie język angielski tworzy specyficzną trudność z powodu dźwięku /th/, którego trzy czwarte ludzkości nie uczy się w dzieciństwie. Ponieważ nie ma tutaj logicznego uzasadnienia, niespójność takich form jest odczuwana jako przypadkowy kaprys, jak w przypadku kaprysu władcy, który korzysta ze swej wyższości, aby wymusić na swych poddanych wykonywanie ćwiczeń gimnastycznych, które są dla nich całkowicie nienaturalne.  Jedynie przyjęcie języka wolnego od przypadkowych i bezsensownych elementów umożliwia osobom o różnych językach ojczystych porozumiewanie się pomiędzy sobą z równoczesnym poszanowaniem niepodzielności tła kulturowego każdej ze stron.

 

Nawet konstrukcje językowe mogą być demokratyczne

Ta odmowa nacisku, wymuszania, wypaczania, która leży w sercu języka umożliwiającego porozumiewanie się wszystkim ludziom jak równy z równym, jest wpleciona w samą strukturę esperanto. Języki takie jak francuski, niemiecki i angielski funkcjonują tak, jakby zostały stworzone edyktem scentralizowanej monarchii starożytnego reżimu. W przeciwieństwie do nich esperanto jest językiem o charakterze demokratycznym i jednoczącym. W tych poprzednich językach korzenie słów często są porozrywane i występuje mnóstwo wyjątków, co oznacza, że nie wszystkie pojęcia można w równym stopniu wyrazić.

Gdy przechodzi się w języku francuskim od voir do vu, vîmes, visuel, visible, lub w angielskim od see do saw, sight, visual, visible, podstawowe słowo zostaje zniszczone do takiego stopnia, iż we francuskim jedynie litera v opiera się tym różnym przekształceniom, natomiast w angielskim niezbędna jest żonglerka dziwną zamianą s/vis przy tym samym pojęciu. W esperanto mówi się vidi, vidita, vidis, vido, vida, videbla, a korzeń vid pozostaje nienaruszony, stały, zawsze respektowany jako coś odrębnego bez względu na jego rolę w zdaniu i rodzaj wyrażanego przezeń pojęcia.

W językach zachodnich kolejność słów jest w dużym stopniu ustalona, jakby przez jakąś centralną siłę. Jeśli mówi się po angielsku, to nie wolno powiedzieć I him see (ja go widzę), należy użyć formy I see him (ja widzę go). W języku francuskim nie jest możliwe dosłowne tłumaczenie z angielskiego: należy powiedzieć nie je vois le, lecz je le vois. Brak tutaj swobody. W esperanto zdanie mi lin vidas jest tak samo poprawne jak mi vidas lin (jak również każda z kombinacji lin mi vidas, vidas mi lin, lin vidas mi). Wyrażanie się w tym języku następuje poprzez wzajemne oddziaływanie niezależnych elementów, których fizyczna niepodzielność oraz swoboda przemieszczania się są ciągle respektowane. W praktyce wynikiem takiego systemu strukturalnego jest to, iż języka tego uczymy się bardziej poprzez inteligencję niż na pamięć. A zaproszenie do bycia inteligentnym jest nie tylko bardziej efektywne i przyjemne, jest również dowodem poważania dla obcokrajowca oraz sposobem traktowania go jako w pełni wyzwolonej osoby.

Proponowanie używania esperanto jest zakomunikowaniem osobie, z którą chcemy się porozumiewać: "nie chcę, abyś był zakłopotany swoją wymową. Nie chcę, abyś popełniał pomyłki, które narażą cię na śmiech ze strony innych ludzi. Nie chcę, abyś się jąkał lub nie potrafił wypowiedzieć tego, co masz na myśli, ponieważ słownictwo mojego języka jest zbyt skomplikowane dla ciebie i nie potrafisz je w pełni opanować. Dlatego proponuję, abyśmy używali języka, w którym twoja wymowa będzie szanowana na równi z moją tak jak jest to tylko możliwe, języka, którego gramatyka została tak opracowana, abyś nie robił więcej błędów ode mnie, języka, którego słownictwo jest zgodne z psychiczno-językowymi prawami swobodnego wyrażania się tak daleko, iż potrzebne słowo ukaże ci się w tej samej chwili, w której sformułujesz swoją myśl. W ten sposób, gdy będziemy razem rozmawiali, nie będziesz się czuł obco."

I rzeczywiście, esperanto jest tak zaprojektowane, aby można było odczuwać pewien rodzaj ogromnej swobody w formułowaniu swoich myśli. Zapomnieliśmy jak, będąc małymi dziećmi, bawiliśmy się pączkującą twórczością językową. Nie naśladowaliśmy sztywno języka dorosłych, lecz odtwarzaliśmy go od wewnątrz, rozrywając słowa i ponownie łącząc ze sobą ich kawałki zgodnie z naszą percepcją ich logiki. Dzieci mówią my foots (zamiast my feet) lub he comed (zamiast he came). To naturalny sposób wyrażania się. Dzieci również tworzą słowa w stylu unmarry zamiast divorce (rozwieść się). Latami wciąż tworzą słowa i reguły gramatyczne przy użyciu podstawowego materiału, który pobrały z języka starszych ludzi. Lecz krok po kroku ta twórczość językowa znika, gdy dorośli tłumaczą maluchowi, gdy ten utworzy nieusankcjonowane słowo, że jest ono "złe", a później szkoła przejmuje obowiązek całkowitego usunięcia tej spontanicznej twórczości.

Oczywiście zarówno rodzice jak i szkoła mają rację. Dziecko rzeczywiście musi przyswoić sobie poprawne formy językowe i nauczyć się poprawnie posługiwać językiem narodowym lub regionalnym. Jego przyszłość zależy po części od wystarczającego opanowania swojego języka ojczystego. Niemniej szkoda jest usuwać w ten sposób, bez rekompensaty, tę wartościową i twórczą zdolność dziecka. Esperanto umożliwia odkrycie tej podstawowej skłonności twórczej bez najmniejszej szkody dla nabytych umiejętności posługiwania się językiem ojczystym. Jednym z najbardziej uderzających doświadczeń dla nauczycieli esperanto jest obserwacja przyjemności, jaką okazują dorośli, gdy, stosując podstawowe zasady tworzenia słów w esperanto, tworzą nowe słowo pod wpływem chwilowego impulsu i radośnie zdają sobie sprawę, że zostali od razu zrozumiani. Reguły tworzenia słów w esperanto są zupełnie podobne do zasad, wg których przebiega spontaniczna twórczość językowa dziecka. Ta przyjemność otwiera przed uczącymi się drzwi, które zamknięto im w dzieciństwie, a jest to psychologiczne wzbogacenie, z którym należy się liczyć.

 

Uniwersalność praw językowych

Lecz tutaj najciekawsze dla nas będzie spostrzeżenie, iż ta dziecięca twórczość językowa rozwija się zgodnie z takimi samymi prawami na całym świecie. Oczywiście formy różnią się w zależności od dziecka, lecz sposób ich tworzenia jest wszędzie identyczny.

Gdy podejmuje się studia nad porównawczą lingwistyką, z początku zdumiewa nas różnorodność ludzkich języków. Lecz w miarę zagłębiania się w tę dziedzinę wkrótce zauważamy, że ta powierzchowna różnorodność form kryje zadziwiającą identyczność na najgłębszym poziomie. Co kulturalnie wspólnego mają ze sobą takie języki jak malajski, irański, niemiecki, japoński i izraelski? Niewiele. A mimo to w każdym z nich słowo oznaczające "szpital" jest tworzone w ten sam sposób z dwóch elementów, z których jeden znaczy "dom", a drugi "chorzy". Co historycznie mają wspólnego ze sobą Francuz, Chińczyk oraz mówiący od urodzenia językiem suahili? Prawie nic. A wciąż w ich językach słowo "niewidzialny" składa się z tych samych trzech elementów: jednego wyrażającego zaprzeczenie, jednego dla wzroku oraz jednego dla możliwości.

Czyniąc tworzenie słów jasno sprecyzowanym i przejrzystym, esperanto ujawnia coś uniwersalnego w procesie, za pomocą którego ludzki umysł analizuje rzeczywistość. Przechwytuje ono pojęcie na poziomie jego formowania, tworząc w tym samym czasie zarówno pogłębienie jak i rozszerzenie umysłowego doznania: pogłębienie, ponieważ idzie ono w dół na bardziej pierwotny poziom niż w przypadku form używanych w językach etnicznych; poszerzenie, ponieważ przynosi ze sobą odkrycie, iż nasz sposób wyrażania się, po zdrapaniu zewnętrznej powłoki, rozciąga się na wszystkich ludzi naszej planety. Również w tym względzie esperanto dowodzi, iż jest doskonale humanistyczne: ta podwójna ekspansja, pionowa i pozioma, przyczynia się do lepszego poznania i zrozumienia człowieczeństwa w całej jego rozciągłości.

Co więcej, jeśli esperanto osiągnie poziom bardziej powszechny niż inne języki, to nie będzie abstrakcyjnym, lecz bardzo konkretnym systemem. Używa ono słów, a nie bezkształtnych pojęć, a każde słowo posiada swoją własną tożsamość, muzycznie, rytmicznie, znaczeniowo i emocjonalnie.

 

Wkład poszczególnych kultur

Chociaż każdy język udostępnia analizę rzeczywistości dzielonej wspólnie przez całą ludzkość, to posiada on również unikalny sposób wyrażania określonej kultury, historii oraz sposobów myślenia i odczuwania typowych dla ludzi go używających. To jest powód istnienia nieprzetłumaczalnych pojęć w każdym języku.

Słownictwo esperanckie składa się głównie z zapożyczeń takich słów i pojęć. W wyniku słowa przeniosły ze sobą do tego języka międzynarodowego większość harmoniki oryginalnego języka. Gdy mówiący po esperancku wypowiada słowo krevi w potocznym znaczeniu "umierać", to atmosfera tego słowa jest czysto francuska, lecz gdy mówi hejma, przywołuje typowo niemiecką atmosferę: ten ciepły stosunek do domu i rodziny, którego żadne słowo francuskie nie jest w stanie podobnie wyrazić. A gdy mówi klopodi, aby wyrazić dążenie lub wysiłek skierowany na określony cel, to mówi w świecie kulturowym o naturze specyficznej dla słowian.

Jest oczywiste, że uniwersalność dla użytkownika esperanto jest zawsze ucieleśniona w czymś indywidualnym, konkretnym, żywym. Być może dlatego wielu esperantystów jest tak silnie związana emocjonalnie ze swoim własnym obszarem ojczystym, ze swoimi szczególnymi korzeniami. Kochają swój region, swoją cząstkę Ziemi i kochają sprawiać, aby inni ją również pokochali.

Podobne spostrzeżenie można uczynić w przypadku literatury. Mówiący językiem esperanto lubią dzielić się pięknymi osiągnięciami swojej kultury. Z tego powodu ciągle tłumaczą, z miłością, najwartościowsze teksty utworzone przez ich pisarzy oraz imponującą część ich pieśni. Kto może czytać szwedzką poezję, dramaty węgierskie, japońskie teksty historyczne oraz wielkie epopeje literatury fińskiej, estońskiej i argentyńskiej z tłumaczeń tak wiarygodnych jak te w esperanto (ponieważ zostały wykonane przez rodzimego mówcę danego języka)? Esperanto ledwo przeniknęło do Pakistanu, gdy pojawiła się w esperanckim tłumaczeniu godna uwagi antologia słowiańska. Nikt nie ma pojęcia, czy młodzi Pakistańczycy zechcą przeczytać dzieła z tego zbioru, lecz jeśli sobie tego zażyczą, to będą mogli. Esperanto otwiera przed nimi drzwi świata literackiego, którego nie udostępni im łatwo ani ich język ojczysty, ani obcy.

Kiedyś odwiedziłem bardzo biedną włoską esperantystkę, kobietę pracującą, która mieszkała w czymś w rodzaju chaty bez bieżącej wody czy prądu. Na jedynej półce mogłem zobaczyć, wśród innych rzeczy, książkę o literaturze estońskiej, zbiór bajek przetłumaczonych bezpośrednio na esperanto z bengalskiego oraz dzieło południowo-amerykańskie. Podobną różnorodność kulturową widywałem przy wielu okazjach, na przykład w chińskim domu w Singapurze, w bibliotece brazylijskiego adwokata oraz w czasie spotkań z esperantystami w Holandii.

 

Istota ludzka: zbiorowo wszechstronna a indywidualnie wyjątkowa

Radość, cierpienie, zwątpienie, miłość, nienawiść, strach, żałoba, nadzieja – są to uniwersalne ludzkie przeżycia. Lecz sposoby ich okazywania, wywołujące je sytuacje oraz reakcje na nie różnią się w zależności od społeczeństwa i danej osoby. Zapoznanie się z literaturą światową oznacza rozpoczęcie równoległego zapoznawania się z wszechstronnością oraz różnorodnością ludzkości.

Kultury są jak ludzie. Wszyscy z nas posiadają twarz, lecz nikt nie ma twarzy takiej samej jak jego sąsiad. Humanizm esperancki w dużym stopniu składa się z następujących elementów: odkrywanie twarzy w jej odrębności, unikalności oraz braku możliwości zamiany na inną; lecz również odkrywanie, że jest to twarz ludzka, a zatem możliwa do poznania, zrozumienia i docenienia, aby spotkanie mogło służyć za początek współpracy, wymiany zwierzeń lub uczestniczenia we wspólnej odpowiedzialności, a zatem było podstawą wartościowego wzbogacenia etnicznego.

Ta chęć przedstawiania ludzkiej jednostki w obu aspektach, wszechstronnym i wyjątkowym, wprowadziła do świata nowo narodzone zjawisko kulturowe, nie znane szeroko aż do dzisiaj: oryginalną literaturę, której środowiskiem literackim jest esperanto. Od pierwszego pojawienia się tego języka ci, którzy się go nauczyli, odczuwali potrzebę używania go w literaturze. Dzieła, początkowo niezgrabne, stały się coraz bardziej wyrafinowane, a kilku wielkich poetów i pisarzy przekształciło nieco sztywny kod wczesnego okresu w język niezwykle giętki, dynamiczny i ekspresyjny. Społeczeństwo nic o tym nie wie. Wyobraża sobie (lub przynajmniej ta część jego część, która słyszała cokolwiek na temat tego języka), że esperanto jest obecnie takie, jak Zamenhof, inicjator, zaprezentował je. To nie jest prawdą. Kilku wysoko utalentowanych pisarzy mocno wpłynęło na język, a możliwość korzystania z ich rozszerzeń stała się niemierzalnym dobrodziejstwem dla esperanto.

Celem esperanto jest służenie jako pomost pomiędzy kulturami. To może być powodem tego, iż ci, którzy pierwotnie pisali w tym języku, często zajmowali się tematami dotyczącymi pluralizmu narodów lub punktów widzenia. Na przykład, kilka powieści Węgra Baghy zajmuje się rosyjską wojną domową, którą autor przeżył na Syberii w latach 1920, a przedstawia ją zarówno z punktu widzenia Czerwonych jak i Białych. Akcja arcydzieła francuskiego pisarza Raymonda Schwartza, Kiel Akvo de l' Rivero (Jak woda rzeki), toczy się podczas dwóch wojen światowych, czasami we Francji, czasami w Niemczech, lecz sytuacje są spostrzegane z wewnątrz, zgodnie ze zmieniającymi się punktami widzenia, niemieckim i francuskim. Nie ma wątpliwości, że te i inne dzieła oryginalnej literatury esperanckiej prezentują sobą duży wkład do prawdziwego humanizmu, traktowanego jako zasadniczo uniwersalny.

Dzięki swojej wewnętrznej naturze humanizm pociąga za sobą skłonność do przezwyciężania barier narodowych i w ten sposób skłania się ku uniwersalności. Wiele form humanizmu w historii wykorzystywało jakiś język, który nie należał lub już nie należał do żadnego narodu, taki jak wenyan (starożytny, pisany język chiński) na Dalekim Wschodzie, sanskryt na subkontynencie indyjskim, łacina w Europie. W ten sposób członkowie elit w różnych częściach świata komunikowali się pomiędzy sobą bez odczuwania, że są sobie obcy.

 

Humanizm: spotykanie innych jako równych

Dzisiaj edukacja publiczna oraz media rozwinęły się tak bardzo, iż używanie języka międzynarodowego ograniczonego do elity i tylko do części naszego globu byłoby archaiczne. Oprócz tego klasyczny humanizm, jeśli się go w jakiś sposób nie skoryguje, powoduje ryzyko pokusy na odlot w przeszłość. Jednakże idea możliwości spotkań międzyludzkich opartych na równości bez względu na używane języki uczestników tych spotkań w żaden sposób nie straciła swej aktualności.

Aby ludzie przestali być dla siebie obcy, muszą być w stanie spotykać się jak równy  z równym w większości dziedzin działalności ludzkiej, w dziedzinie dialogu, wzajemnej komunikacji, a każdy, zachowując swój własny język i kulturę, powinien być w stanie nawiązać autentyczny kontakt z resztą świata bez przymusu ubierania się w tożsamość innego kraju.

Zainteresowanie rzeczywistymi ludźmi w niesamowicie różnorodnych sytuacjach, w których się znajdują, pociąg do wielobarwnej panoramy kulturowej, którą zrodziły ludzkie społeczności, pełne szacunku poważanie członków innych narodów i klas społecznych, traktowanych jako równi nam w swojej godności, chociaż mogą się od nas bardzo różnić – to są podstawowe poglądy humanizmu esperanckiego, które on promuje i rozwija.

Wiara, że te poglądy będą w stanie szybko rozszerzyć się na wszystkich ludzi czy nawet na tych, którzy wykuwają opinię publiczną, byłaby pułapką wpadnięcia w żałosny utopizm. W celu pokochania naszych ludzkich braci i sióstr i odczuwania w stosunku do nich poważania wymaganego przez postawę humanistyczną zawartą w esperanto, najpierw należałoby zaprzestać odczuwania przed nimi strachu, a również zaprzestać bania się odkrycia tego, czym sami jesteśmy. Ponieważ niełatwo przezwyciężyć takie lęki, następuje wycofanie się w siebie, w etnocentryzm, chęć ucieczki od ryzyka zobaczenia w innej osobie czegoś, co mogłoby zasiać w nas zwątpienie we własną niezawodność – wszystko to jest zbyt silne w społeczeństwie i mobilizuje gigantyczną moc uprzedzeń, pogardy i obojętności na postęp języka esperanto oraz sposób myślenia, który on odzwierciedla. Nowoczesne społeczeństwo pod wieloma względami przypomina dżunglę, gdzie potrzeba obrony i poszerzania tego, co zostało zdobyte jest zbyt kusząca dla ludzi, aby pozostawał im jeszcze czas na zadawanie sobie pytań, których powstanie powinien wywołać autentyczny humanizm.

Społeczność esperancka w żaden sposób nie oczekuje szybkiego postępu lub satysfakcji naocznego oglądania zwycięstwa za zwycięstwem. Mimo wszystko trzyma się razem i wciąż uparcie trwa. Wiek historii pozwolił zdać sobie sprawę, że esperancki humanizm nigdy nie zaprzestał przyciągania żywych sił. Ludzie są obojętni i egoistyczni, tak, lecz również wspaniałomyślni i tolerancyjni. To co inne i nieznane przeraża, z pewnością, lecz również przyciąga. Esperanto nigdy nie przerwało powolnego lecz stałego wzrostu. Przedostało się do Kirgizji nie więcej niż dziesięć lat temu, a już kilka lat temu odbył się pierwszy kongres esperanto w Togo. Ogłoszenia w prasie esperanckiej z Afryki są nowym i aktualnym zjawiskiem. Esperanto spokojnie, krok po kroku, podąża ku swemu docelowemu przeznaczeniu. A to wystarcza do usprawiedliwienia wysiłków przeznaczonych na nie. Homo sum, nil humani a me alienum puto ("jestem człowiekiem, nic co ludzkie nie jest mi obce."). Postawa zdefiniowana przez to oświadczenie leży u podstaw miłości do esperanto. Bez obawiania się kpin ze strony tych, którzy raczej wolą osądzać powierzchownie niż przestudiować fakty – a których potępiająca postawa jest przez to sama potępiona – esperantyści uparcie rozwijają swoją kulturę i cieszą się swoimi nieporównywalnymi z niczym relacjami.

 Wśród różnych, dostępnych nam przyjemności czyż przyjemność wciągającego dialogu nie jest jedną z najbardziej specyficznie ludzkich? Komunikowanie się bez trudności w środowisku wielokulturowym, a stąd przez własne doświadczenie nabywanie wiedzy o kulturalnej różnorodności szerokiego świata jest możliwe poprzez esperanto, a dzisiaj w tak bezpośredni sposób jedynie przez esperanto. W tej funkcji niezaprzeczalnie okazuje się ono bezcennym wkładem do autentycznego, uniwersalnego humanizmu.


1. Wystarczy, że porównasz zmianę znaczenia pomiędzy (hard – ciężki, ciężko) i jego pochodnej (hardly – zaledwie, prawie nie):
I worked hard
(ciężko pracowałem) kontra I hardly worked (prawie nie pracowałem).

 


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.