obrazek

Poniższy dokument, napisany przez Claude'a Pirona, pojawił się po raz pierwszy we francuskojęzycznej serii Documents sur l'espéranto w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku. Przedstawiony tutaj tekst pochodzi z angielskiego tłumaczenia dokonanego przez Williama Aulda, które opublikowane zostało w English-language series w roku 1995.

  1. Reakcje różniące się między sobą
  2. Mechanizmy obronne
  3. Lęk podkładowy
  4. Wniosek: Funkcja oporu psychologicznego
  5. Źródła

 

 1. Reakcje różniące się między sobą

Dla psychologa badającego reakcje na słowo "esperanto" od razu stają się widoczne dwa fakty: wysoki procent osób, które poproszono o ich opinię, ma dużo do powiedzenia na jego temat i uważa za oczywiste samo przez się cytowane przez siebie bez wcześniejszego pytania różne twierdzenia, które są niezgodne z rzeczywistością, na przykład: "nikt nigdy nie napisał powieści bezpośrednio w esperanto", "esperanto jest językiem, którym nikt nie mówi", "nie ma dzieci, dla których byłby to język ojczysty", itp. Takie przekonania są dobrze zilustrowane w rubryce listów czytelników magazynu Time przez Petera Wellsa z Singapuru:

 

Esperanto nie posiada żadnej kultury historycznej, własnej literatury i ludzi tylko nim mówiących ani nawet takich, dla których był to pierwszy język. (Wells, 1987).

 

Dodatkowo wielu z pytanych wykazuje zaangażowanie emocjonalne. Niektórzy reagują entuzjastycznie, gorączkowo. Lecz większość zachowuje się protekcjonalnie w stosunku do esperanto, jakby było ono wyraźnie dziecinne. Badana osoba wyraźnie daje do zrozumienia, że nie powinno się go brać na serio, a ton jej wypowiedzi jest pogardliwy, ironiczny lub humorystycznie łaskawy wobec "naiwnych", którzy się tym zajmują.

W celu otrzymania kontrolnej reakcji do porównań badacz prosi w ten sam sposób badanego o podanie opinii na temat języka bułgarskiego lub indonezyjskiego i otrzymuje zupełnie inną odpowiedź. Badany zbiera się przez około minutę i głosem doskonale neutralnym w tonie wylicza wszystko, co ma do powiedzenia na ich temat, zwykle że nic nie wie.

Kontrast jest zadziwiający. A staje się to jeszcze bardziej godnym uwagi, gdy jego wiedzę przetestuje się za pomocą precyzyjnych pytań na temat literatury, rozkładu geograficznego, subtelności wyrażeń, itp. Natychmiast staje się widoczne, że wrażenia badanego odnośnie języka esperanto są prawie w całości błędne, w dużo większym stopniu niż okruchy wiedzy, które udaje się mu pozbierać na temat języków kontrolnych. Dlaczego badany ma świadomość swojej niekompetencji w jednym przypadku, a w drugim już nie?

Przypuszczalnie języki takie jak bułgarski i indonezyjski są postrzegane jako coś należącego do sfery faktów, natomiast esperanto jest odczuwane jako pewna propozycja. Przed faktami należy się pokłonić. Stając naprzeciw propozycji, odczuwa się potrzebę udzielenia odpowiedzi tak lub nie, a następnie obrony swojego punktu widzenia. Lecz dlaczego esperanto nie jest widziane jako rzecz ze sfery faktów? I dlaczego ta reakcja tak często staje się tak emocjonalna? Zakres zaangażowania uczuć nie jest ograniczony do indywidualnych rozmów, o czym świadczy poniższy cytat, wzięty z pewnego artykułu dotyczącego nauczania łaciny, który poza tym fragmentem jest napisany w neutralnym i pouczającym tonie:


Gloire donc au latin, et à bas l'espéranto, mixture aux relents d'artifice et aux espérances déçues! (G.P., 1985).
(Niech żyje łacina, a precz z esperanto, miksturą śmierdzącą sztucznością i zdradą nadziei!)

 

Zdanie to, niezwiązane z resztą tego tekstu, wydaje się być czymś w rodzaju wybuchu emocjonalnego, który zawrzał w Bóg raczy wiedzieć jak głębokich czeluściach umysłu. Dlaczego tak ma być?

 

2. Mechanizmy obronne

Po przeanalizowaniu twierdzeń na temat języka esperanto lub szerszej dziedziny międzynarodowej komunikacji językowej, co można łatwo osiągnąć zapraszając ludzi do swobodnej rozmowy na ten temat, odkryjemy, że są one scharakteryzowane działaniem tzw. "mechanizmu obronnego". Nazwą tą obejmuje się nieświadomie wykonywane taktyki unikania zderzenia z rzeczywistością, co jest odczuwane jako zagrożenie (Freud, Anna, 1937). Oto kilka przykładów:

 

a) Wyparcie się.

Esperanto jest traktowane jako nieistniejące w sytuacjach, gdzie byłoby logiczne wzięcie go pod uwagę. Na przykład tom Le Langage z serii encyklopedycznych La Pléiade (Martinet, 1968), który na 1525 stronach zajmuje się wszystkim, począwszy od slangu a skończywszy na tłumaczeniu i afazji, nie zawiera żadnej wzmianki, nawet pojedynczego paragrafu, na temat zadziwiającego zjawiska, iż język znany tylko jednej osobie po stu latach jest używany w ponad stu krajach. Podobnie godny uwagi jest przyrost doświadczenia z esperanto w roli języka konferencyjnego; w 1986 nie było jednego dnia, aby gdzieś na świecie nie odbywał się kongres, spotkanie lub międzynarodowa konferencja, w czasie których roboczym językiem było esperanto (lista pojawiła się w Heroldo de Esperanto 20-tego marca 1986).  Gdy przykładowo ONZ dokonuje szczegółowej analizy problemów napotkanych w komunikacji językowej, rozsądnym byłoby wziąć pod uwagę to doświadczenie, nawet tylko w celu odrzucenia go po badaniach z określonych powodów. Lecz tak się nie dzieje (King i inni, 1977; Allen i inni, 1980; Piron, 1980).

Nawet lingwista rozważający dokładnie rodzaj komunikacji, która występuje codziennie w esperanto, podchodzi do tego problemu tak, jakby to doświadczenie nigdy nie miało miejsca:

 

Skoro ekonomiści są wytrenowani w tworzeniu eurodolara, dlaczego my nie mielibyśmy spróbować stworzyć również eurojęzyk? (Lord, 1974, str. 40).

 

Pierwszą reakcją przemysłowca po napotkaniu problemu produkcyjnego jest rozważenie wszystkich rozwiązań zastosowanych gdzieindziej w celu określenia, zanim podejmie on poszukiwania nowych metod, czy gdzieś nie istnieje przypadkiem jakiś system, który by mu pasował. Ten sposób postępowania, tak naturalny w codziennym życiu, praktycznie nigdy nie był stosowany w przypadku rozważania komunikacji językowej. W zasadzie mamy tu do czynienia z wyparciem się rzeczywistości w sensie psychologicznym.

 

b) Projekcja.

Przypisywanie komuś innemu elementów psychicznych znajdujących się w nas samych jest znane jako projekcja. Dobrego przykładu dostarcza poniższe zdanie:

 

Wysiłki wymyślenia powszechnych języków, które mogłyby zostać przyjęte bez uprzedzeń i wyuczone bez kłopotów – języki jak esperanto – reprezentują szlachetny zamiar połączony z istotną ignorancją na temat tego, czym język jest i jak on działa. (Laird, 1957, str. 236).

 

Esperanto spełnia wszystkie kryteria akceptowane lingwistycznie, które definiują język (Martinet, 1967, str. 20). Gdy jakiś autor, bez sprawdzenia i bez oparcia swojej opinii na faktycznych argumentach, zaczyna od zasady, że jest to nieprawdą, to czyż sam nie należy do tych ignorantów, którymi chce on tak łatwo widzieć innych? [Na temat "jak działa" zobacz na artykuł pt. "L'esperanto, una lingua che funziona" włoskiego lingwisty Alessandro Bausani'ego (1981)].

Często przypisuje się językowi esperanto cechy jakiejś potwornej mutacji. Oto jak pewien amerykański nauczyciel języków opisuje taki język (ten tekst jest tłumaczeniem tłumaczenia, ponieważ oryginału nie mam pod ręką):

 

Język, jak miłość i dusza, jest czymś ludzkim i żywym, jednakże trudnym do zdefiniowania: jest naturalnym wytworem ducha całej rasy, a nie pojedynczego osobnika. Języki sztuczne są odrażające i groteskowe, jak ludzie z protezą ręki lub nogi lub z rozrusznikiem podłączonym do serca. Dr Zamenhof, jak dr Frankenstein, stworzył potwora bez okruchów życia, a z tego, jak Mary Shelly starała się nam powiedzieć, nic dobrego nie może powstać. (Arbaiza, 1975, str. 183).

 

Lub bez usprawiedliwienia esperanto jest określane jako:

 

orienté vers la suppression graduelle des traditions (Accontini, 1984, str. 5).

(ukierunkowane na stopniowe stłumienie tradycji).

 

Takie sądy są uaktywniane przez podświadome lęki i wyobrażenia, które ulegają projekcji na ten język: zamiast go zbadać jako rzeczywistość językową, literacką, społeczną lub psychologiczną, traktuje się go jako jakąś wyśnioną postać poruszaną przez podstępne intencje, bez dostrzegania, jak deliryczna jest postawa tego typu, w psychiatrycznym znaczeniu tego słowa.

 

c) Racjonalizacja.

Irracjonalne punkty widzenia są usprawiedliwiane za pomocą licznych, przekonywujących argumentów. Innymi słowy, jak w klasycznym schemacie paranoicznej mowy, argumenty intelektualne są ściśle logiczne. Jedynie brak podstaw w rzeczywistości zdradza, że jest to czysta fantazja.

Na przykład językowi esperanto przypisuje się analityczny charakter typowy dla fleksji języków indoeuropejskich, co tłumaczy się tym, iż Zamenhof znał jedynie języki indoeuropejskie. Lecz żadne z tych twierdzeń nie zostało sprawdzone. Faktem rzeczywistym jest:

d) Izolacja.

Izolacja jest nazwą nadawaną czynności polegającej na rozdzieleniu czegoś od jego kontekstu i czynieniu na temat tego czegoś sądów bez związku. Gdy ktoś twierdzi o językach:

 

Il arrive aussi qu'il en naisse, mais jamais du néant: l'espéranto est un échec (Malherbe, 1983, str. 368).

(Zdarza się również, że języki się rodzą, ale nigdy z niczego: esperanto jest fiaskiem.)

 

rozdziela on język międzynarodowy od jego kontekstu, historycznego oraz również lingwistycznego. W rzeczywistości miejsce esperanto znajduje się w długim łańcuchu eksperymentów i przemyśleń ciągnących się przez kilka wieków. W pracy Zamenhofa jego narodziny były stopniowe, w wielu aspektach podobne do ewolucji językowej, jak narodziny płodu odzwierciedlają rozwój gatunku; jego stopniowy rozwój wart jest przestudiowania (Waringhien, 1959, str. 19-49). Z drugiej strony składające się nań morfemy posiadają swoje korzenie w innych językach; nie są one elementami "stworzonymi z niczego".

Esperanto nie narodziło się z niczego w takim samym stopniu, jak z niczego nie narodził się język kreolski na Haiti. Język pojawia się w odpowiedzi na potrzebę. Na Karaibach wśród niewolników pochodzących z różnych ras, których języki były wzajemnie niezrozumiałe, występowała potrzeba porozumiewania się ze sobą nawzajem; z tej potrzeby narodził się kolorowy język, oparty w dużej mierze na języku ich białych właścicieli, lecz strukturalnie całkiem inny. W taki sam sposób pomiędzy latami 1880 a 1910 pewna część populacji świata tęskniła za zagranicznymi kontaktami i była ich spragniona  po rozszerzeniu horyzontów kulturalnych, lecz uważała naukę języków obcych za niemożliwą w tych okolicznościach. Ludzie ci uchwycili się projektu Zamenhofa i, używając go, zamienili w pełni żywy język. Ani kreolski ani esperanto nie narodziły się z niczego; narodziła je ta sama społeczno-psychologiczna siła: pragnienie rozmawiania.

 

Teraz spójrzmy na następujący tekst:

 

Allez prendre un oiseau, un cygne de notre lac par exemple, déplumez-le complètement, arrachez-lui les yeux, substituez à son bec plat celui du vautour ou de l'aigle, greffez sur les moignons de ses pattes les échasses d'une cigogne, mettez dans ses orbites la prunelle du hibou (...); ensuite, inscrivez sur vos bannières, répandez et criez ces mots: "Ceci est l'oiseau universel", et vous vous ferez une petite idée de la sensation de glacement qu'a produit sur nous cette terri-fiante boucherie, cette vivisection nauséabonde, qu'on n'a cessé de nous prôner sous le nom d'espéranto ou langue universelle. (Cingria, str. 1-2).

[Weźcie jakiegoś ptaka, być może łabędzia, oskubcie go całkowicie z piór, wydłubcie mu oczy, zstąpcie jego prostu dziób dziobem sępa lub orła, wszczepcie mu nogi bociana, wstawcie w jego oczodoły oczy sowy (...); teraz rozwińcie swoje sztandary, rozbiegnijcie się na wszystkie strony i krzyczcie głośno następujące słowa: "Oto jest ptak uniwersalny", a wtedy będziecie mieli blade pojęcie o lodowatym dreszczu jakim nas przeszywa ta okropna rzeź, ta najbardziej obrzydliwa wiwisekcja, coraz powszechniej oferowana nam pod nazwą esperanto lub język uniwersalny.]

 

Odsuwając na bok obrazkowy (i ornitologiczny) aspekt tego cytatu oraz słowa ujawniające stopień reakcji emocjonalnej ("okropna rzeź", "najbardziej obrzydliwa wiwisekcja"), pozostają jedynie dwie oceny krytyczne:

a) Esperanto pochodzi z ludzkiej interwencji w czymś żywym;

b) jest językiem różnorodnym.

Powyższy wniosek autora jest racjonalny tylko pod trzema warunkami:

Zahipnotyzowany swoją koszmarną wizją, autor oddziela tę wizję od tego typu rozważań. Nie udaje się mu zauważyć, że upodabnianie języka do żyjącej istoty nie jest niczym więcej od przenośni, którą nie należy brać zbyt serio. Wspomniany ptak ucierpiałby potwornie, lecz gdy pisownię holenderską reformowano w latach czterdziestych ubiegłego wieku, język ten nie krzyczał i nie wymagał znieczulenia.

Po drugie, człowiek często ingeruje w żywe rzeczy i osiąga wspaniałe wyniki. Głód w Indiach przybrałby dużo bardziej dramatyczną postać, gdyby nie opracowano z powodzeniem nowych typów zbóż, co stało się dzięki w pełni świadomej ingerencji człowieka w naturę. Również nie zaistniałyby ani psy, ani róże, ani chleb, gdyby człowiek świadomie nie zastosował swoich talentów na rzeczach żywych.

Po trzecie, gdyby heterogeniczność była przekleństwem, to angielski nie mógłby funkcjonować zadowalająco. Analiza lingwistyczna pokazuje bowiem, że jest on bardziej heterogeniczny od esperanto:

 

Gdy weźmiemy taki język jak angielski, będziemy mieli do czynienia z kilkoma językami w jednym. (Lord, 1974, str. 73).

 

Esperanto jest bardziej homogeniczny, ponieważ jego prawa rządzące elementami wchłoniętymi z innych źródeł są bardziej ścisłe. Heterogeniczność czegoś nagromadzonego definiuje nie różnorodność źródeł składników, lecz pewnego rodzaju brak harmonii łącznie z brakiem asymilującego jądra (co wie każdy, kto próbował przygotować majonez).

 

3. Lęk podkładowy

Przeznaczeniem mechanizmów obronnych jest ochrona ego przed niepokojem. Ich każdorazowe pojawianie się przy napomknięciu o esperanto oznacza, że głęboko wewnątrz psychiki ten język jest odczuwany jako zagrożenie.

 

a) Zapobieganie zmianom w status quo.

Pod pewnymi względami psychologiczny opór wobec esperanto można porównać z opozycją wobec pomysłów Krzysztofa Kolumba i Galileusza: stabilny, dobrze uporządkowany świat został wywrócony do góry nogami przez nowe teorie, które pozbawiły ludzkość jej tysiącletnich, trwałych fundamentów. W ten sam sposób esperanto spostrzega się jako kłopot w świecie, gdzie każdy naród posiada swój własny język, który przekazywany jest masowo przez przodków i żaden pojedynczy osobnik nie ma prawa go naruszać. Pokazuje ono, że język niekoniecznie jest podarunkiem przeszłych wieków, lecz może pochodzić z prostej umowy. Biorąc jako kryterium poprawności nie zgodność z autorytetem, lecz efektywność w porozumiewaniu się, zmienia ono sposób wzajemnych powiązań: tam, gdzie poprzednio występowała oś pionowa, teraz zostaje ona zastąpiona osią poziomą. W ten sposób atakuje ono wiele głębokich spraw, które nie powinny wyjść na światło dzienne. Na przykład, co stanie się z jego powodu z hierarchią językową? Irlandzki, holenderski, francuski i angielski nie są spostrzegane jako języki równe zarówno przez ludzi jak i przez wiele oficjalnych teksów. Gdyby ludzie o różnych językach używali esperanto do komunikowania się ze sobą, ta hierarchia straciłaby swój fundament.

 

b) Język jako ceniona wartość i znak tożsamości.

Język nie jest po prostu jakimś zewnętrznym zjawiskiem społecznym. Jest on wpleciony w naszą osobowość. "Kataloński wypiłem z mlekiem matki", powiedziała jedna z pytanych osób w trakcie badań, na których opiera się ta analiza.

Nasze pojęcia niosą ładunek emocjonalny, który ignorowany jest przez lingwistów, lecz który jest istotny dla naszego sposobu zachowania się. Sentymentalny zalążek pojęcia "język" jest powiązany w naszej psychice z pojęciem matki, co przypuszczalnie jest powodem nazywania rodzinnego języka w wielu językach etnicznych za pomocą określenia "język matczyny". Pomiędzy niemowlęciem potrafiącym jedynie wyrażać swój smutek przez płacz, a często doświadczającym nieprawidłowej lub niewłaściwej reakcji ze strony dorosłych, a dzieckiem trzyletnim, które używa słów do wyjaśnienia, co się stało, zaszła olbrzymia zmiana, która dziecku wydaje się cudem.

Byliśmy za młodzi, ucząc się mówić, aby uświadomić sobie, że miał wtedy miejsce zwykły, codzienny proces uczenia się. Język wydawał się nam pewnego rodzaju magicznym podarkiem, boską zabawką. Poprzednio nie mogliśmy nic wyjaśnić, a tutaj, nie wiedząc czemu, jesteśmy w posiadaniu talizmanu, który dokonuje wszelkich cudów i wzbogaca bezprecedensowo zasięg tego czegoś, bez czego nasze życie stałoby się niemożliwe: stosunków interpersonalnych.

Potrzeba bycia zrozumianym jest jednym z podstawowych wymagań dziecka. Więc, cóż pozostałoby bez języka? Poglądy rodziców, po których następuje rozłożony w czasie wpływ szkoły, przedstawiający język jako coś nienaruszalnego i jako klucz do wszystkich skarbów literatury, jedynie wzmacnia ten sentymentalny zalążek. Twierdzenie w tym kontekście, że jakiś język "zrobiony" przez kogoś postrzeganego jako osoba współczesna – esperanto generalnie jest mylone z projektem Zamenhofa – może funkcjonować równie dobrze jak czyjś język ojczysty jest dla tego języka ojczystego obrazą, jest odebraniem mu statusu magicznego talizmanu, który zawsze przechowywany jest w głębiach psychiki, nawet jeśli na poziomie świadomości patrzymy na niego w sposób bardziej racjonalny. To świętokradztwo niemożliwe do zaakceptowania. Przypuszczalnie w celu uniknięcia takiego zbezczeszczenia niektórzy użytkownicy esperanto, z powodu całkowicie zrozumiałego przeniesienia psychologicznego, twierdzą, iż dzieło Zamenhofa jest samo z siebie niezrozumiałe i musi pochodzić z jakiegoś wyższego, ponadludzkiego objawienia.

W rzeczywistości, gdy zostają zbadane psychologiczne reakcje wywołane słowem "esperanto", można się jedynie zdziwić z powodu liczby ludzi, którzy nie są w stanie tolerować faktu, że ten język mógłby, w niektórych przypadkach, być lepszy od ich własnego języka ojczystego. Reakcja ta pochodzi ze skłonności zrównywania języka z osobą: mój język to mój naród, mój język jest mną; jeśli mój język jest gorszy, to mój naród jest gorszy i ja jestem gorszy. Zadeklarowanie esperanto jako tworu bezwartościowego i wymawianie tego sądu jako zupełnie oczywistego ratuje tę osobę. Ta sztuczka jest głęboko ludzka i doskonale zrozumiała, lecz nie do przyjęcia z naukowego punktu widzenia.

 

c) Różne lęki.

Podczas badania reakcji na esperanto w trakcie wywiadu klinicznego ujawniają się wszelkiego rodzaju lęki podkładowe, których nie można szczegółowo omówić. Ograniczę się po prostu do siedmiu:

I. Lęk przed ryzykiem. Ponieważ żaden organ oficjalny, żadna prestiżowa instytucja nie potwierdziła wartości esperanto, sprzyjanie mu jest przyjęciem postawy odległej od tej, która wydaje się być oficjalną. Mniej ryzykowne jest powtarzać to, co mówią wszyscy inni, gdyż wydaje się to być w zgodzie ze stanowiskiem władz i elity intelektualnej.

II. Lęk przed kontaktami bezpośrednimi. Jest coś uspokajającego w porozumiewaniu się za pomocą tłumaczeń lub języka zbyt niedoskonale rozumianego, co uniemożliwia bezpośrednią wymianę poglądów ze szczegółami i z subtelnością. Napotkanie, w warunkach zupełnie nieskrępowanego komunikowania się, postaw radykalnie różniących się od naszej własnej, może być doświadczeniem szokującym i niebezpiecznie wprawiającym w zakłopotanie. Ten lęk jest uzasadniony, ponieważ w naszym wnętrzu esperanto istnieje na poziomie bliższym spontanicznemu wyrażaniu się niż inne języki. Pewien młody Japończyk, który objechał świat wokoło, spotykając na każdym etapie miejscowych esperantystów, opowiada nam, jakim szokiem dla niego były te bezpośrednie rozmowy z ludźmi, którzy, będąc po prostu sobą i mogąc to wyrazić, odmienili jego etniczną perspektywę poglądu na świat (Deguti, 1973).

III. Lęk przed zdziecinnieniem. "Prosty" jest mylony ze "zbyt prostym" lub "dziecinnym", co powoduje powstanie poglądu, iż esperanto nie można używać do wyrażania prawdziwie dorosłych myśli na najwyższym poziomie abstrakcji. W ten sposób czynnik "prostoty" jest oddzielany od swojego uzupełnienia – co całkowicie zmienia sytuację – tj. nieograniczone możliwości kombinacji. Na przykład końcówka -a, która w esperanto oznacza przymiotniki, jest dużo prostsza od wielu przyrostków francuskich spełniających tę samą rolę, np. insécurité (niebezpieczny, po esperancku nesekura), fait (faktyczny, po esperancku fakta), Etats-Unis (Stanów Zjednoczonych, po esperancku usona, które język esperanto odróżnia od amerykańskiego i północnoamerykańskiego – amerika, nordamerika) lub pays (krajowy, po esperancku landa), itd.

IV. Lęk przed przezroczystością. Ludzie wyobrażają sobie, że esperanto obdarłoby myśli ze wszelkich niuansów i niejasności.

L'élément affectif si important dans le langage trouve difficilement sa place dans cette langue où tout est explicite, cette langue "plus précise que la pensée". (Burney, 1966, p. 94).
(Trudno zobaczyć miejsce dla aspektu uczuciowego, tak ważnego w języku, w tym jasnym języku, w którym wszystko jest jawne, gdzie język jest "bardziej precyzyjny od samej myśli".)

W rzeczywistości w esperanto można tak samo mącić jak w każdym innym języku, chociaż często łatwiej się jest nim posługiwać w sposób zrozumiały.

V. Lęk przed niższością w połączeniu z łatwością. Bardziej skomplikowane rozwiązanie problemu jest odczuwane jako cenniejsze od prostszego. Wybór trudniejszego zaspokaja pewnego rodzaju chęć dominacji, która udostępnia uspokajającego i pokrzepiającego uczucia własnej ważności.

VI. Lęk przed niejednorodnością. Jest to specjalna postać uwarunkowania znanego jako "lęk dezintegracyjny". Ponieważ człowiekowi łatwo jest identyfikować się z językiem, esperanto zachęca do projekcji na nie emocji związanych z całością osobowości. Na poziomie podświadomym jest on odczuwalny jako delikatna struktura utworzona z oddzielnych, nawzajem sprzecznych elementów, znajdujących się w ciągłym niebezpieczeństwie dezintegracji. Jako symbol czegoś nie wystarczająco mocnego, zbudowanego ze zbyt odmiennych elementów, esperanto jest przerażające.

VII. Lęk przed obniżeniem standardów i destrukcją. Esperanto jest odbierane jako walec drogowy, którego przejazd miażdży wszystko na śmierć, spłaszczając wszelkie różnice kulturowe. W ten sposób psychiczne elementy należące albo do freudowskiego życzenia śmierci, albo do działającego w nieświadomości związku, nazwanego przez Charlesa Baudouina "automatyzacją", ulegają projekcji na język Zamenhofa. (Baudouin, 1950, pp. 225-229).

 

4.Wniosek: funkcja oporu psychologicznego

Powód emocjonalnych reakcji zauważonych na początku tej pracy teraz staje się bardziej zrozumiały: badana osoba boi się. Jest przerażona ideą, iż ten święty skarb, który błyszczy jak czarodziejska piękność we wnętrzu jej psychiki, którego nic nie może przewyższać: język ojczysty, symbol jej tożsamości, mógłby zostać rozdarty lub uszkodzony. Jak ptak w pokoju, który w panice nieustannie rzuca się na szybę okienną i nie widzi otwartych obok drzwi, brakuje jej pogody ducha niezbędnej do spokojnego spojrzenia na to, czym w rzeczywistości jest esperanto, które wydaje się jej bezcześcić same pojęcie języka. Jest ona uwięziona w błędnym kole: aby przestać się bać, musiałaby najpierw spojrzeć bezpośrednio na rzeczywistość, ale aby to wykonać, musi ona najpierw przestać się bać.

Ten rodzaj reakcji, nielogiczny, lecz typowy w ludzkiej psychologii, nie zdarza się bez interwencji czynników politycznych i społecznych rozdmuchiwanych przez masmedia, lecz których tu nie mogę przeanalizować (robię to w innym miejscu, patrz: Piron, 1986, str. 22-28 i 34-36). Sugerują one podprogowy wpływ porównywalny z wpływami reklam i propagandy politycznej, oparty na mimowolnej dezinformacji, która od stulecia automatycznie reprodukuje się w społeczeństwie. Inaczej nie istnieje żaden sposób wytłumaczenia, dlaczego dzieci i nastolatki prawie nigdy nie okazują a priori negatywnych reakcji odnajdywanych wśród osób dorosłych, chociaż wszystkie elementy psychologiczne wyzwalające mechanizmy obronne są w obu grupach obecne.

Zmanipulowany przez podświadome lęki, współczesny człowiek nie zauważa, że przed wydaniem opinii o języku esperanto, konieczne jest zapoznanie się z wieloma faktami. Może to być godne pożałowania. Lecz z historycznego punktu widzenia reakcje takie miały pozytywny efekt. Natychmiastowe, powszechne przyjęcie językowego embriona, poskładanego przez Zamenhofa, poddałoby go stresom, z których nie wyszedłby żywy. W tym stanie był zbyt delikatny, zbyt niekompletny. Potrzebował dosyć długiego okresu życia w ograniczonym, lecz wielokulturowym środowisku, na dokonanie w nim niezbędnych poprawek, na zdefiniowanie obszarów semantycznych, na ręczne usunięcie słabości, a wszystko poprzez używanie.

Z drugiej strony związki językowe są zawsze związkami mocnych w kierunku słabych. Pomysł na zastąpienie ich związkami egalitarnymi , pozwalającymi na ten sam status najmniejszemu i najsłabszemu językowi co językom gigantów gospodarczych i kulturowych było zbyt szokujące dla ludzkości, aby mogła się ona do tego dostosować gładko i szybko. Przekształcenia we wzorcach powszechnego myślenia wymagają stopniowej asymilacji.

Ze ponad stu lat wyzwań, ataków politycznych i intelektualnych, esperanto wyłoniło się zadziwiająco silne, elastyczne, ulepszone. Charakteryzuje go mocno wytłoczona osobowość. Ten fakt jest wciąż negowany przez większość ludzi, lecz zawsze a priori. Gdy piszący oprze się na badaniach dokumentów lub obserwacji esperanto w praktycznym użyciu, potwierdzi on jego olbrzymią witalność. Chociaż społeczny i psychologiczny opór przeciw esperanto był bardzo silny przez długi okres czasu, dzisiaj wydaje się, że coraz bardziej traci on oddech i zarzuca swą triumfującą wyższość. Czy nie dzieje się tak dlatego, iż przestaje spełniać swą funkcję?


Żródła

  1. Accontini, Domenico. 1984. "Les interventions". W Contri, Manlio, "Eliminer la tour de Babel", Bulletin européen, 1984, 7.
  2. Allen, Mark E., Zakaria Sibahi i Earl D. Sohm. 1980. Evaluation of the Translation Process in the United Nations System. Geneva: Joint Inspection Unit, Pałac Narodów, dokument JIU/REP/80/7.
  3. Arbaiza, M. D. 1975. Foreign Language Annals, 1975, 8.
  4. Baudouin, Charles. 1950. De l'instinct à l'esprit. Paryż: Desclée de Brouwer.
  5. Bausani, Alessandro. 1981. "L'esperanto, una lingua che funziona". Affari sociali internazionali, 1981, 1, przedrukowane w L'esperanto, 1982, 3, str. 32-36.
  6. Burney, Pierre. 1966. Les langues internationales, second edition. Paris: Presses universitaires de France.
  7. Cingria, C.-A. A propos de la langue espéranto dite langue universelle. Genewa: Voile latine. Broszura bez daty o numerze ESP-366 w Centrum Dokumentacji i Badań Nad Językiem Międzynarodowym, Biblioteka Miejska, La Chaux-de-Fonds, Szwajcaria.
  8. Freud, Anna. 1937. The Ego and the Mechanisms of Defense. Londyn: Hogarth.
  9. Freud, Sigmund. 1920. Jenseits des Lustprinzips. Kompletne Dzieła, tom 18. Londyn: Hogarth.
  10. G.P. 1985. "Cicéron est mort, vive Donaldus Anas". Vingt-quatre heures, 25 marca 1985.
  11. King, C. E., A. S. Bryntsev i E. D. Sohm. 1977. The Implications of Additional Languages in the United Nations System. Nowy Jork: ONZ, dokument A/32/237.
  12. Deguti Kiotaro. 1973. My Travels in Esperanto-land. Kameoka: Oomoto.
  13. Laird, Charlton. 1957. The Miracle of Language. Nowy Jork: Fawcett.
  14. Lord, Robert. 1974. Comparative Linguistics. Londyn: English Universities Press.
  15. Malherbe, Michel. 1983. Les langages de l'humanité. Paryż: Seghers.
  16. Martinet, André. 1967. Eléments de linguistique générale. Paryż: Armand Colin.
  17. Martinet, André (ed.). 1968. Le langage. Paryż: Gallimard.
  18. Piron, Claude. 1980. "Problèmes de communication linguistique aux Nations Unies et dans les institutions apparentées". Language Problems and Language Planning, 1980, 4, 3 (jesień), str. 224-237.
  19. --- 1984. "Contribution à l'étude des apports du yiddish à l'espéranto". Jewish Language Review, 1984, 4, str. 15-29.
  20. --- 1986. "Espéranto: l'image et la réalité". Cours et études de linguistique contrastive et appliquée, nr 66. Paryż: Université de Paris VIII-Vincennes.
  21. Waringhien, Gaston. 1959. Lingvo kaj vivo. La Laguna: Régulo-Pérez.
  22. Wells, Peter. 1987. "Aspiring to Esperanto". List w magazynie Time, 24 sierpnia 1987, str. 3.

La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.