obrazek

(Mowa wygłoszona przez Claude'a Pirona w Bazylei  podczas Trilanda Renkontiĝo 21 marca 1998 r.)

Możemy podejść do światowego problemu językowego na kilka różnych sposobów; na przykład politycznie, lingwistycznie, finansowo, ekonomicznie, itd. Prawdopodobnie ze względu na skrzywienie zawodowe podchodzę do niego z psychologicznego punktu widzenia. Mam przekonanie, że ważność tego stanowiska nie została dobrze zrozumiana. Esperantyści często narzekają, że świat nie rozumie ich punktu widzenia lub nie jest nim zainteresowany, albo że esperanto nie czyni wystarczająco dużych postępów. Łatwo jest esperantystom winić się o to nawzajem. Wg mnie tego rodzaju negatywne odczucia nie są wcale uzasadnione po uwzględnieniu psychologicznych aspektów tej sytuacji. Innymi słowy, jak ja to rozumiem, esperanto rozwija się w normalnym tempie, chociaż może się faktycznie cofać przez, powiedzmy, dziesięć lat jednorazowo. Dodatkowo świadomość istnienia światowego problemu językowego również rośnie w normalnym rytmie, rytmie historii.

Szeroko rozpowszechniony pogląd, który posiadają esperantyści, że ich sprawa nie posuwa się wystarczająco szybko naprzód, posiada swoje źródło w jednej z najważniejszych części ludzkiej psychiki, tj.: w żądzy. Pragniemy postępu w esperanto i reagujemy na tę żądzę jak małe dziecko; nie chcemy widzieć wszystkich tych przeszkód, które stoją jak wielki mur pomiędzy naszymi żądzami a ich spełnieniem. Zatem czujemy się sfrustrowani, zamiast przyjęcia do wiadomości faktu, że w pierwszej kolejności nie postępowaliśmy zbyt realistycznie i z tego powodu sami popełniliśmy pomyłkę, szukamy na zewnątrz siebie ludzi do obwiniania; ci będą tym zewnętrznym światem, który nie zwraca na nas uwagi, lub będą to ci partacze w świecie esperanckim, którym nie udaje się działać efektywnie i celowo.

Jest to dziecinne. Gdy to mówię, nie jestem nastawiony krytycznie. Wyrażam jedynie coś na temat sposobu działania ludzkiej psychiki; gdy wyłania się silna żądza, jesteśmy skłonni zachowywać się jak małe dzieci. Niecierpliwość z powodu niewystarczającego postępu esperanto i szukanie wokół winnych tego stanu rzeczy jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym. W ten sposób reagują normalni dorośli w większości dziedzin swojego życia. Jesteśmy naprawdę dorośli jedynie w niektórych aspektach naszego życia. W wielu dziedzinach, takich jak polityka, metafizyka i relacje międzyludzkie wciąż reagujemy jak małe dzieci.

 

Społeczeństwo nie rozumie

 

Gdy wcześniej wspomniałem, że świat nas nie rozumie, poruszyłem pewne psychologiczne aspekty tej sytuacji. Dlaczego świat nas nie rozumie? Ponieważ społeczeństwo zwykle nie rozumie sytuacji językowej. Ale dlaczego? Istnieje mnóstwo powodów. Jednym z nich jest to, iż relacje językowe są złożone, a nie łatwo jest zrozumieć coś, co jest złożone. Gdy coś jest bardzo skomplikowane, to naturalnym sposobem radzenia sobie z tym jest upraszczanie. W wyniku społeczeństwo posiada bardzo uproszczony obraz światowej sytuacji językowej. Ten obraz jest właściwie szkicem.

Innym powodem psychologicznym niezrozumienia przez świat problemu językowego jest lęk. To może was zaskoczyć. A w istocie, gdybyście mieli powiedzieć jakiemuś politykowi lub lingwiście, lub zwykłemu człowiekowi z ulicy, że jednym z powodów, dlaczego świat nie rozwiązuje swojego problemu językowego, jest lęk, to popatrzyliby oni na was jak na wariatów. Przede wszystkim dlatego, że dla nich problem językowy po prostu nie istnieje. "Język angielski troszczy się o to lub robią to tłumacze." A z drugiej strony, gdyby istniał jakiś problem, to zupełnie oczywiste jest, iż nie ma on nic wspólnego z jakimś lękiem. "Nikt nie odczuwa strachu przed językiem. Co to za bzdura?" Oto co by wam odpowiedzieli.

Jednakże wiele lęków jest podświadomych. Nie zdajemy sobie z nich sprawy, co jest rzeczą dobrą, gdyż w przeciwnym razie nie potrafilibyśmy żyć komfortowo. Lecz fakt pozostaje faktem, iż te lęki tworzą wiele zniekształceń, zwodząc nas przy radzeniu sobie ze zrozumieniem rzeczywistości.

Dlaczego jakiś język wywołuje lęk? Znów, jest wiele przyczyn. Na przykład, nasz język jest ściśle związany z naszą tożsamością. Pewnego dnia w naszym dzieciństwie zdajemy sobie nagle sprawę, że ludzie wokół nas mówią określonym językiem, a język ten określa nas w stosunku do reszty tego świata. Ja sam, jako Szwajcar mówiący od urodzenia po francusku, należę do grupy określonej przez język, którym ona się posługuje. Zatem w głębiach mojej psychiki mój język jest mną. Rozpowszechniony szwajcarski dialekt języka niemieckiego jest sposobem twierdzenia: oto kim my jesteśmy, nie jesteśmy Niemcami. Albo spójrzcie, jak reagują Flamandczycy lub Katalończycy: "Jeśli prześladuje się lub krytykuje nasz język, prześladuje się lub krytykuje mnie."

Wielu ludzi jest skłonne odrzucić esperanto, ponieważ wyczuwają oni, że jest to język bez określonych ludzi co z kolei powoduje, że staje się on językiem bez ludzkiej tożsamości, a dalej że, być może, nie jest to żaden język lub jest to język będący pewnego rodzaju oszustwem bez wartości ludzkich, język mający się do rzeczywistych języków tak, jak roboty mają się do rzeczywistych ludzi. A to ich przeraża. Ten lęk opiera się na tym, iż ten robot, który, jak twierdzą ludzie, chce stać się powszechnym, stratuje pod swoimi stopami wszystkie inne języki, wszystkich ludzi na całym świecie, wszystko co jest indywidualne i żywe, zniszczy wszystko w trakcie swojego marszu. To może się wydać wam fantastyczne. Jednakże to prawda. Istnienie tego podświadomego lęku, który posiada olbrzymia liczba osób, jest ujawniane przez badanie psychologiczne o nazwie wolne skojarzenia kliniczne, w czasie którego bada się obrazy lub pojęcia powiązane ze sobą nawzajem, gdy badana osoba jest proszona o opisanie tego, co się dzieje w jej umyśle po usłyszeniu określonego słowa (w tym przypadku "esperanto").

 

Utożsamianie się z językiem międzynarodowym

 

Jeden z problemów, który mają esperantyści, wziął się stąd, iż esperanto posiada pewne właściwości wyróżniające je spośród wszystkich innych języków, mianowicie że sprzyja ono identyfikowaniu się z nim samym. Szwed rozmawiający po angielsku z Koreańczykiem i Brazylijczykiem wciąż ma poczucie, że jest Szwedem używającym angielskiego; nie przyjmuje on specjalnej tożsamości jako "osoba anglojęzyczna". Z drugiej strony Szwed rozmawiający po esperancku z Koreańczykiem i Brazylijczykiem czuje, że jest esperantystą oraz że tych dwóch pozostałych również jest esperantystami, a oni razem we trójkę należą do specjalnej grupy kulturowej. Nawet jeśli osoby nieanglojęzyczne mówią po angielsku bardzo dobrze, to nie czują, że ta umiejętność obdarza ich tożsamością angielską. Lecz z esperanto zdarza się coś zupełnie innego. Dlaczego?

Jak zwykle w badanej dzisiaj przez nas dziedzinie zachodzi wiele złożonych czynników. Być może najważniejszym z nich jest to, iż esperanto staje się zintegrowane z ludzką psychiką na dużo głębszym poziomie niż w przypadku innego języka. Nie od razu, nie u początkujących, lecz u tych, których Janton nazywa "dojrzałymi esperantystami", u tych, którzy posiedli wystarczające doświadczenie z tym językiem, aby czuć się w nim jak u siebie w domu. Dlaczego umiejscawia się on głębiej w psychice? Ponieważ bardziej niż przy innych językach człowieka esperanto podlega naturalnym skłonnościom ludzkiego mózgu, gdy ludzie chcą się wyrażać.

Naszą najbardziej podstawową skłonnością, gdy uczymy się jakiegoś języka, jest uogólnianie jego cech. Dlatego każde młode anglojęzyczne dziecko mówi "foots" zamiast "feet" oraz "he comed" zamiast "he came". Dlatego każde młode francuskojęzyczne dziecko wyraża pojęcie "konie", mówiąc "des cheval", zanim nauczy się poprawnej formy "des chevaux", oraz wyraża ono pojęcie "ty robisz", mówiąc "vous faisez", zanim nauczy się "vous faites". W esperanto po prostu nie można popełniać tego rodzaju pomyłek. Z tego powodu nowi esperantyści szybko nabywają poczucia bezpieczeństwa przy używaniu tego języka.

Oprócz tego w esperanto ludzie posiadają więcej swobody niż w innych językach. Prawdą jest to odnośnie sposobu łączenia wyrazów w zdaniu. Po angielsku należy powiedzieć dosłownie "on pomaga mnie" (he helps me); po francusku dosłownie będzie to brzmiało "on mnie pomaga" (il m'aide); a po niemiecku (i po polsku też) "on pomaga mi" (er hilft mir). W każdym z tych języków jest tylko jedna obowiązkowa forma. W esperanto można swobodnie wybrać dowolną z tych trzech: (li helpas min, li min helpas, li helpas al mi).

To samo jest prawdziwe dla wyboru części mowy dla słowa w zdaniu. Często można zastosować jakieś słowo jako jedną z następujących części mowy: rzeczownik, czasownik, przysłówek lub przymiotnik. Na przykład, użyjmy słowa "aŭtomobilo" jako rzeczownika, mówiąc "mi venis per aŭtomobilo" (przybyłem za pomocą samochodu/samochodem). Można również, zmieniając końcówkę, zamienić rzeczownik "aŭtomobilo" w przysłówek "aŭtomobile" (samochodowo) i powiedzieć "mi venis aŭtomobile", co znaczy dosłownie "przybyłem samochodowo". W esperanto brzmi to zupełnie naturalnie. Można również zamienić to słowo w czasownik, używając innej końcówki i powiedzieć: "mi aŭtomobilis", co dosłownie znaczy "ja samochodowałem" i znów w esperanto brzmi to całkiem naturalnie. Nie musi się tego robić. Jest tylko taka możliwość, jeśli zajdzie potrzeba.

Bardzo niewiele języków udostępnia środki umożliwiające ten rodzaj swobody. Nawet jeśli jakiś język to czyni, w wielu przypadkach użytkownicy tego języka nie mają prawa tego stosować (bo tak się nie mówi lub brzmi to głupio).

Oprócz tego w kręgach esperanckich ludzie są bardzo tolerancyjni wobec błędów gramatycznych czy słownikowych, dużo bardziej niż w przypadku innych języków. Zapominanie użycia końcówki biernika lub nieprawidłowe stosowanie go jest praktycznie uważane za rzecz normalną, być może dlatego, że prawie nigdy nie przeszkadza to w zrozumieniu. Jedynie kilku purystów robią sceny z tego rodzaju pomyłek. Jednakże nie należą oni do normalnych kręgów esperanckich. (Uwaga: proszę nie brać tych uwag na temat błędów językowych jako zaleceń. Tutaj pełnię rolę zwykłego obserwatora.) Innymi słowy, nie istnieje związek pomiędzy doskonałym używaniem tego języka a identyfikowaniem się z nim. Ludzie mogą czuć się esperantystami, nawet gdy zawsze opuszczają końcówkę biernika.

Wszystko to plus swoboda łączenia razem elementów wyrazowych w celu tworzenia nowych słów wg potrzeb (coś, czego nie można robić w wielu językach) tworzy atmosferę swobody. To umieszcza ten język w najgłębszych obszarach psychiki, dużo bliżej jej rdzenia i jej podstawowych instynktów.

Łatwiej jest być spontanicznym w esperanto niż, na przykład, w angielskim, ponieważ istnieje mniej arbitralnych zakazów, z którymi ma się do czynienia. Z tego powodu ludzie łatwiej czują się autentycznie sobą. Dzięki tym cechom esperanto zakorzenia się głębiej w psychice niż inny język obcy, a to z kolei powoduje, że ludzie czują dużo silniejszą skłonność identyfikowania się z nim. Jednakże ludzie nie należący do świata esperanckiego nie potrafią tego zrozumieć. Nie potrafią zrozumieć tej identyfikacji. To dlatego postawa wielu esperantystów wydaje się im szalona lub co najmniej bardzo dziwna. Z powodu tej identyfikacji z językiem, gdy inni krytykują esperanto lub nawet samą ideę języka międzynarodowego, esperantyści łatwo czują się atakowani. Atakowanie tego języka oznacza atakowanie ich samych, a ich naturalną reakcją jest kontratak, czasem bardzo ostry. Tego po prostu osoby nie będące esperantystami nie rozumieją.  Zatem w tych normalnych reakcjach esperantystów nieesperantyści widzą coś zbytnio intensywnego, zbyt mocnego, dowód fanatyzmu, co dla nich wydaje się być jedynym możliwym wytłumaczeniem tak przesadzonych reakcji.

 

Dwie kategorie

 

Jak ja to widzę, psychologicznie esperantyści wpadają w jedną z dwóch kategorii. Z jednej strony istnieją ludzie niezbyt dobrze przystosowani do życia społecznego, którzy czują się w pewien sposób odizolowani od tego, co jest obecnie w modzie, od społeczeństwa, od powszechnych idei i sposobów działania. Są osobnikami przyzwyczajonymi do faktu, iż różnią się od większości ludzi lub czują się odrzuceni przez tę większość. Nie łatwo jest dźwigać ciężar pełnej samotności ludzkiej egzystencji. Dlatego ludzie czujący się innymi od większości są skłonni do łączenia się ze sobą i, wraz z innymi im podobnymi, tworzenia społeczności, w której mogą poczuć się jak u siebie w domu. Zbierają się później razem i ciągle mówią sobie nawzajem, że mają zupełną rację, a świat zewnętrzny się myli. To zupełnie normalne i ludzkie. Esperanto udostępnia miejsce dla wielu takich niezbyt dobrze zaadoptowanych do społeczeństwa, gdzie mogą spotkać innych takich jak oni, którzy również nie są dobrze zaadoptowania, i gdzie mogą znaleźć pocieszenie oraz siłę potrzebną im, aby uczynić swe życie bardziej znośnym. Było to szczególnie prawdziwe w okresie, gdy nadzieje na natychmiastowe przyjęcie Esperanta na całym świecie okazały się iluzoryczne, oraz zanim główna partia dowodów sprzyjających językowi esperanto stała się wystarczająco silna i oparta na rzeczywistych zdarzeniach; innymi słowy, pomiędzy Pierwszą Wojną Światową a latami siedemdziesiątymi i osiemdziesiątymi ubiegłego wieku. Znaczny procent esperantystów w tym okresie składał się z neurotyków, tj. osobników posiadających albo więcej problemów emocjonalnych, albo większe problemy emocjonalne niż ma przeciętna osoba.

Mamy w stosunku do tych neurotyków olbrzymi dług, w stosunku do tych osobników cierpiących z powodu upośledzających problemów emocjonalnych, ponieważ bez ich wysiłków ten język by po prostu wymarł. Naiwne i niesprawiedliwe jest patrzenie na nich z góry, jak robią to niektórzy zwolennicy "Manifestu Raumy". W tej sytuacji historycznej, w której się znaleźli, ci raczej sekciarscy nosiciele Zielonej Gwiazdy (symbol esperanto) byli potrzebni, aby ten język mógł się rozwinąć. Zwykli ludzie nie potrafili zainteresować się esperanto, używać go i utrzymywać przy życiu. Gdyby ten język nie był w ciągłym użyciu, gdyby nikt w nim nie pisał, gdyby nie stosowano go w korespondencji, na zebraniach i kongresach (nawet złożonych głównie z ekscentryków), to nie byłby w stanie rozwinąć swoich zalet lingwistycznych oraz literackich, nie byłby w stanie wzbogacić się ani stopniowo prowadzić do głębszej analizy światowego problemu językowego. Jestem przekonany, że po wiekach historycy będą uważali tych ludzi za tych, którzy ogromnie przysłużyli się ludzkości poprzez utrzymywanie tego języka przy życiu i rozwijanie go, chociaż być może ich motywy po części leżały w pewnego rodzaju psychologicznej patologii.

Oprócz wspomnianych tu neurotyków i ekscentryków esperanto przyciągało ludzi o szczególnie mocnej osobowości. Ludzie cieszący się pełnym zdrowiem umysłowym mogą stanowić część niekonformistycznej grupy tylko wtedy, gdy ich osobowość jest tak zdrowa, że mogą oni stawić czoło większości, opierając swoją pozycję na fundamentach tak jasnych, tak dobrze sprawdzonych, posiadających taką konsekwencję, że czują oni swoją rację, nie będąc aroganccy z jej powodu. Na szczęście wielu ludzi tego typu znalazło się od samego początku w świecie esperanckim. Jednym z nich był, na przykład, Edmond Privat. Im również jesteśmy winni olbrzymi dług, ponieważ ich pomoc pchnęła naprzód wiele spraw, a również dlatego, że stopniowo demonstrowali w różnych kręgach, iż esperantyści nie są jedynie zgrają fanatycznych dziwaków.

 Oczywiście te dwie kategorie posiadają część wspólną – ludzi posiadających nieco bardziej neurotyczne cechy niż ma przeciętny człowiek, lecz również posiadający osobowości szczególnie mocne, które często wzmacniały się jeszcze bardziej przez ciągłą potrzebę uczenia się życia w środowiskach, do których nie pasowali lub nie byli w pełni przystosowani.

 

Pewien paradoks: gdzie leży zdrowie umysłowe

 

Tutaj napotykamy na paradoks: przez długi czas świat esperancki składał się w dużej części z ludzi cierpiących na patologie psychologiczne, lecz posiadających zupełnie zdrową postawę umysłową względem komunikacji językowej, natomiast społeczeństwo w ogólności złożone było z ludzi, którzy być może byli bardziej normalni z psychologicznego punktu widzenia, lecz którzy posiadali zupełnie neurotyczną, patologiczną – mógłbym nawet powiedzieć szaloną – postawę odnośnie komunikacji językowej.

Co umożliwia nam poczynić tak drastyczne twierdzenie? Jest to fakt, że społeczeństwo w całości ujawnia wszystkie symptomy psychopatologii w swoim stosunku do komunikacji językowej.

Co robią normalni ludzie, gdy odczuwają jakąś potrzebę? Podejmują działania, aby ją zaspokoić w sposób najbardziej efektywny, przyjemny i jak najszybszy w czasie. Wyobraźcie sobie kogoś, kto jest głodny. Posiada on portfel wypchany pieniędzmi. Znajduje się on w sąsiedztwie dużej liczby sklepów spożywczych i restauracji. Jeśli jest normalny, wstępuje do jednego z nich i kupuje trochę jedzenia lub zamawia w restauracji posiłek i szybko zaspokaja swój głód. Co pomyślelibyście o osobie, która, zamiast postępować w powyższy sposób, idzie na stację kolejową, kupuje bilet do miejsca odległego o 350 kilometrów i po przyjeździe na miejsce wędruje długo przez pola i lasy do małej restauracyjki z przeciętnym jedzeniem? Co pomyślelibyście o takim typie osoby, która z powodu dziwnego podejścia do swojego problemu wciąż jest głodna i wędruje godzinami, aby w końcu dostać coś, co nie jest specjalnie zadowalające, wydawszy na to setki razy więcej pieniędzy niż było konieczne? Każdy zdiagnozowałby to szczególne zachowanie jako neurotyczne, patologiczne. Po co postępować w tak skomplikowany sposób, który nikomu nie przynosi korzyści, gdy można było łatwo i bezpośrednio zaspokoić głód? W dziedzinie komunikacji lingwistycznej esperanto zachowuje się jak ta pierwsza osoba, reszta świata jak ta osoba druga.

 

Istnienie oporu potwierdza tę diagnozę

 

Być może posiadacie wątpliwości co do tego, czy takie zachowanie jest rzeczywiście patologiczne i potrzebne jest wam potwierdzenie tej diagnozy. No więc wiadomo jest, iż jedną z charakterystyk  tego rodzaju patologii jest opór. Osoba posiadająca tego rodzaju cechy patologiczne zrobi wszystko, aby sobie nie uświadomić faktu, że nie zachowuje się zdrowo, że mogłaby się zachowywać w zupełnie inny sposób, który byłby dużo bardziej przyjemny oraz pożyteczny.  Czasami, to prawda, osobnik taki uświadamia sobie, że jego zachowanie jest nienormalne, lecz twierdzi, "Tak, wiem, że postępowanie w ten sposób jest dziwne, nienormalne, a nawet patologiczne, lecz nie mogę się powstrzymać.” Ta odmowa zaakceptowania faktu, iż to zachowanie jest nienormalne, lub utrzymywanie, że nie można go zmienić, nazywana jest "oporem”.

Całkiem interesujące jest zauważenie, że sposób organizacji komunikacji językowej w naszym świecie posiada wszystkie charakterystyczne cechy zachowań patologicznych. Esperanto istnieje. Umożliwia ono ludziom porozumiewanie się w sposób dużo mniej kosztowny od równoczesnych tłumaczeń, dużo bardziej sprawiedliwy niż używanie jedynie angielskiego, dużo bardziej wygodny od używania jakiegokolwiek innego języka, a wszystko to dostajemy za znacząco mniejsze inwestycje w czasie, pieniądzach i energii tak ze strony ludzi jak i ze strony państwa. Innymi słowy jest ono bezpośrednim sposobem zaspokojenia potrzeby. Lecz zamiast użyć go, społeczeństwo wybiera bardzo skomplikowaną i niezwykle kosztowną drogę. Zmusza miliony dzieci do spędzania wielu długich lat na nauce języków obcych, które są tak trudne, że jedynie jeden uczeń na stu średnio w Europie, a jeden na tysiąc w Azji jest w stanie efektywnie używać danego języka po okresie nauki. Po zainwestowaniu tak wiele wysiłku, energii nerwowej, czasu i pieniędzy na naukę języków, wynik jest taki, że problem nierówności nie zostaje rozwiązany, a barierami językowymi zajęto się tak marnie, że wciąż jest konieczne wydawanie jeszcze więcej milionów dolarów na tworzenie tłumaczeń na tuziny języków i udostępnianie tłumaczeń równoczesnych na konferencjach, bez których ludzie wcale nie byliby w stanie porozumiewać się ze sobą. To szaleństwo. To szaleństwo wykorzystywać ludzki czas, pieniądze i wysiłek w tak straszliwie nieefektywny sposób, gdy istnieje sposób uniknięcia tego wszystkiego. Postępując tak, społeczeństwo ujawnia, że jest patologiczne.

Lecz potwierdzeniem, że mamy do czynienia z autentycznym przypadkiem patologii psychologicznej, jest to: jeśli zwrócicie uwagę dziennikarzy, decydentów, osób publicznych, ludzi u władzy, na sposób organizacji życia społecznego i spróbujecie im uzmysłowić, że system ten jest szalony oraz że istnieje umysłowo zdrowy sposób, za pomocą którego ludzie mogą się ze sobą porozumiewać, sposób dużo łatwiejszy do osiągnięcia, wtedy odkryjecie, iż sprowokowaliście opór. Ludzie ci odmówią rozważenia tego, na co staraliście się zwrócić im uwagę, odmówią zbadania tej sprawy, odrzucą świadectwa i dowody, zanim się z nimi zapoznają. To słowo "zanim” jest ważne, ponieważ dostarcza dowodu na to, że diagnoza jest prawidłowa; nosi ono świadectwo oporu.

Ludzie u władzy wolą nie wiedzieć, że istnieje inny sposób porozumiewania się pomiędzy ludźmi od tego, który narzucili miliardom mężczyzn i kobiet. Obawiają się konfrontacji z prawdą. A ponieważ nie chcą wiedzieć, że się boją, co samo w sobie jest dalszym dowodem psychozy, patologicznego charakteru ich zachowania, wykorzystują oni każdy pretekst, aby nie poruszać tej kwestii. Zatem te osoby publiczne odrzucają coś, nie wiedząc o tym, że to odrzucają; boją się, nie wiedząc, że się boją; wywołują zakłopotanie, niesprawiedliwość, frustrację, niepotrzebne starania, wydatki, podatki, wszelkiego rodzaju komplikacje i znaczną ilość cierpień (odwołuję się tu, między innymi, do uchodźców, dla których brak środków językowego porozumiewania się często stanowi przyczynę bardzo specyficznych cierpień), oni powodują to wszystko, nie wiedząc, że są tego przyczyną. To bardzo poważna patologia społeczna. Lecz bardzo niewielu ludzi ją zauważa i rozumie.

 

Tabu

 

 W rzeczywistości cała dziedzina porozumiewania się językowego pomiędzy ludźmi i pomiędzy państwami jest dotknięta przez tabu. Jeśli przebadacie dokumentację, którą stworzono w tej dziedzinie, to odkryjecie, że dużo więcej od jej 99% zawartości napisano tak, jakby esperanto po prostu nie istniało, jakby ludzkość nie posiadała żadnego doświadczenia w środkach międzynarodowej komunikacji językowej innych od zwykłych tłumaczeń lub używania jednego z prestiżowych języków narodowych, takich jak angielski. Esperanto jest tabu. Niedawno temu widoczne było to wielokrotnie w Parlamencie Europejskim podczas sesji tak zwanej Międzynarodowej Komisji, która zajmowała się problemem (nie)porozumiewania się w Unii Europejskiej.  Dowodem na to, że mamy do czynienia z tabu, jest to, iż odmówili oni dokonania porównań.

W nauce, gdy badacze chcą się upewnić co do wartości czegoś, zawsze dokonują porównań z obiektem referencyjnym. Zanim zapadnie decyzja na temat jakiegoś nowego leku, naukowcy porównują jego efektywność z innymi lekami, które są już dobrze znane. A jeśli ma zostać podjęta decyzja na temat głównego elementu budowy, takiej jak budynek lub stadion, co robią ludzie? Ogłaszają przetargi. Zapraszają różne firmy, aby przedstawiły swoje propozycje, a następnie porównują te propozycje, aby wybrać najlepszą zgodnie ze współczynnikiem kosztów/zysków jak również innych kryteriów, które muszą zostać rozważone. To normalna procedura. Nawet istnieje szczególna metoda naukowa na temat sztuki podejmowania decyzji, w skład której wchodzi wybór najlepszego z możliwych sposobu osiągnięcia założonego celu. Metoda ta nosi nazwę "badań operacyjnych”. Narodziła się podczas Drugiej Wojny Światowej jako środek wyboru najlepszego sposobu transportu towarów i ludzi z największą prędkością i przy najmniejszym ryzyku. Więc, jeśli zasady badań operacyjnych zastosujemy do problemu językowego, to okaże się, że ze wszystkich metod, którymi łatwo można się dziś spotkać w praktyce, optymalną metodą do osiągnięcia celu jest język esperanto. Lecz aby to odkryć, należy obiektywnie porównać ze sobą w praktyce różne systemy i stwierdzić, jak efektywne jest esperanto w porównaniu do używania gestów, prób prowadzenia rozmowy w niezupełnie opanowanym języku, używania angielskiego, tłumaczeń dokumentów i przemów albo na żywo, albo później, używania łaciny, itp. Jedynie przeprowadzając tego rodzaju porównania, można odkryć, który system jest najlepszy.

I chociaż można odnaleźć wiele tysięcy stron w dokumentach, które zajmują się sytuacją językową, niektórych w ONZ, innych w Unii Europejskiej, jeszcze innych w oddziałach językowych uniwersytetów, itd., to dokumenty podchodzące do tego problemu poprzez dokonywanie porównań uwzględniających język esperanto można policzyć na palcach jednej ręki. Ponieważ porównywanie ze sobą różnych możliwych rozwiązań problemu jest czymś tak powszechnym w innych dziedzinach, to jego brak w dziedzinie międzynarodowej komunikacji językowej demonstruje, że działa tu tabu.

 

Jakie są korzenie tego tabu?

 

Skąd takie patologiczne podejście do problemu językowego? Ponownie mamy do czynienia z wieloma przyczynami. Są powody polityczne. Pomysł, aby ludzie najmniej utalentowani intelektualnie byli w stanie swobodnie porozumiewać się ponad granicami narodowymi, w wielu krajach jest odrażający. Są powody społeczne. Ta sama możliwość jest odrażająca dla uprzywilejowanych społecznie klas. Ludzie posiadający dosyć dobrą znajomość języka angielskiego lub innego ważnego języka cieszą się wieloma korzyściami w stosunku do tych, którzy mówią jedynie w jakimś lokalnym języku; oni z pewnością nie zechcą porzucić tych korzyści. Jest to szczególnie widoczne w tzw. Trzecim Świecie.

Jednakże wierzę, że główne przyczyny tego tabu odnoszą się do psychiki. Istota problemu leży w ciężarze emocjonalnym, jarzmie, aurze pojęcia "język”, w jego zdolności do wpływania na najgłębsze partie naszej duszy. Myślimy za pomocą pojęć lub słów. A słowa i pojęcia nie są jedynie elementami intelektualnymi, posiadają w sobie pewne wartości emocjonalne. Nie wszystkie, lecz wiele z nich. Jeśli wypowiem "wojna”, "pieniądze”, "matka”, "seks” lub "energia atomowa”, to coś wibruje głęboko w was, chociaż zwykle nie jesteście tego świadomi. Innymi słowy, nie jesteśmy nieczuli, gdy stajemy naprzeciw większości z naszych pojęć, głównie tych, które w pewien sposób są połączone z naszymi pragnieniami, potrzebami, dążeniami, przyjemnościami, cierpieniem, mocą, itp.

Wśród tych pojęć ze silną aurą emocjonalną znajduje się pojęcie "język”. Dlaczego? Ponieważ język przywołuje fakt, że możemy się zrozumieć, a potrzeba bycia zrozumianym jest jednym z najgłębszych pragnień każdej istoty ludzkiej. Gdy przeszkadza mi jakaś troska i cierpię, mogę o tym opowiedzieć komuś, kto mnie usłyszy i zareaguje ze zrozumieniem, wtedy czuję, że mi udzielono pomocy, że podzieliłem się swoją troską lub cierpieniem, że już nie czuję się sam, i z tego powodu czuję się lepiej. Gdy niemowlę się zrani i płacze, dorośli bardzo często postępują źle, ponieważ nie rozumieją, co się dzieje, lub nie robią nic poza pokazaniem, jak są bezradni. Lecz gdy małe dziecko nauczy się języka i powie, "boli mnie ucho”, to następuje zupełnie inna reakcja ze strony dorosłego. Wtedy ma miejsce prawdziwe porozumiewanie się, a to zmienia życie dziecka. Ponieważ do tego porozumiewania się zwykle dochodzi pomiędzy dzieckiem a jego matką, która ma lepsze predyspozycje w niesieniu mu pomocy, emocjonalna aura pojęcia "język” przejmuje uczucia w stosunku do niej. Stąd wiele języków posiada wyrażenia w stylu "our mother tongue" (nasz język matczyny – po polsku mówimy inaczej, język ojczysty, gdyż dawniej to ojciec cieszył się w rodzinie polskiej największym szacunkiem), gdy w rzeczywistości jest to "język rodziców” lub "język naszego otoczenia”.

Opanowanie języka jest w rzeczywistości czymś zupełnie zwykłym. Odbywa się tak samo jak inne rodzaje uczenia się. Nie istnieje nic bardziej mistycznego w opanowaniu języka niż w opanowaniu umiejętności prowadzenia samochodu. Pomimo to pomiędzy tymi dwoma rodzajami uczenia się zachodzi olbrzymia różnica. Sprawia ją nasz wiek. Gdy uczymy się prowadzić, wiemy, że się uczymy i posiadamy już sporą wiedzę na temat sztuki uczenia się, ponieważ wcześniej spędziliśmy wiele lat na uczęszczaniu do szkól, gdzie nauczyliśmy się mnóstwo o uczeniu się. Lecz gdy opanowujemy nasz język ojczysty, w żaden sposób nie wiemy, że się uczymy. To dlatego to doświadczenie wydaje się nam cudem. Wcześniej nie potrafiliśmy się zrozumiale porozumiewać. Teraz możemy się wyrażać. Oto cud zmieniający całe nasze życie. Z powodu tych okoliczności, w których nabywamy język, uczenie się bez wiedzy, że uczymy się, bez wiedzy, że zachodzi tu zupełnie zwyczajny proces uczenia się, język staje się czymś, co jest święte, magiczne, cudowne, mityczne. Czymś, co jest położone poza obszarem rozsądku. Czymś, którego początków zupełnie nie znamy. W najgłębszych partiach naszej duszy język jest darem bogów, darem ponadnaturalnym. Żadna osoba nie ma prawa go zmieniać. Nikt nie ma prawa swobodnie i racjonalnie mieszać się w coś, co wiąże się z językiem.

Zobaczcie po prostu, w jaką złość wpadają ludzie, gdy usłyszą o próbie zmiany wymowy wyrazów. Przyjrzyjcie się ich argumentom, a zobaczycie, że nie ma w nich nic racjonalnego. To po prostu sprawa uczuć zawsze poruszanych za pomocą pojęcia "język”.

 

Ukryte, apodyktyczne przesłanie

 

To rdzenne uczucie dotyczące języka jest mityczne, darowane przez bogów, a stąd święte i nietykalne, jest najgłębszą partią aury emocjonalnej, która otacza pojęcie "język”. Do tego rdzenia dochodzi fakt, że pojęcie "język” przywołuje nasze najwcześniejsze więzi w rodzinie, głównie z matką. Do tych dwóch warstw możemy dodać trzecią: związek z władzą. Gdy język jest przekazywany dzieciom, wraz z nim przekazywane jest ukryte przesłanie, które prawie nigdy nie staje się jawne. A to przesłanie jest potwornie apodyktyczne.

W rzeczywistości dyktuje ono odpowiednie pozycje dziecka i dorosłego w społeczeństwie. Gdy dziecko mówi nieprawidłowo, oni poprawiają go prawie od pierwszego dnia w szkole. Jeśli nie poprawiają dziecka, śmieją się lub stoją sobie żarty, lub uśmiechają się znacząco. Bez względu na reakcję, uświadamia ona maluchom, że gdy użyją formy języka, która różni się od poprawnego słownictwa lub gramatyki, to wyjdą poza ramy tego, co jest normalne. Gdy maluch powie "dobrzej”, powiedzą mu, "Tak nie mówimy. Mówimy lepiej”. Być może w niemieckim nie wolno mówić "mehr gut" lub "gutter”, a jednak niemieckie dzieci używają tych form. Są poprawiane: "Nicht so, sprich besser" (Nie tak, mów lepiej).

Co to oznacza dla głębi psychiki? To przenosi ukrytą wiadomość: "Nie ufaj swojej spontaniczności, naturalnym skłonnościom, które zmuszają cię do uogólniania tych cech języka, które rozpoznałeś. Nie ufaj swojej własnej logice. Nie ufaj swojemu rozumowi. Nie ufaj swoim odruchom, instynktom. Nie ufaj sobie samemu. Słuchaj nas, nawet jeśli nasz system jest zupełnie irracjonalny i głupi.

Dla dzieci język jest głównie sposobem porozumiewania się. Zatem pierwszym krokiem w ich myśleniu jest: "Jeśli oni mnie rozumieją, wszystko jest w porządku. Mamy język, więc możemy się nawzajem zrozumieć.” Jednakże reakcje tych dookoła nich wciąż przesyłają tę wiadomość: "Język nie jest czymś, co zostało wymyślone, aby ludzie mogli się rozumieć nawzajem. Język jest dziedziną, w której uczysz się podporządkowywać arbitralnym, niewytłumaczalnym żądaniom dużych ludzi.” W języku występują tabu, których nikt nie potrafi usprawiedliwić. Jeśli dziecko, które chce wyrazić po angielsku pojęcie "he came(on przyszedł), powie "he comed”, "er kommte(po niemiecku), "il a venu(po francusku), to wykażą, że dziecko musi powiedzieć "he came, er kam, il est venue". Załóżmy, że dziecko spyta: dlaczego? Nikt nie dostarczy mu racjonalnego wyjaśnienia. Ludzie mogę jedynie powiedzieć, "ponieważ tak już jest.” A z tego wynika, że język jest czymś, co rządzi się niezrozumiałymi zasadami, których nigdy nie należy wyjaśniać, których korzenie sięgają w zamierzchłą przeszłość. Szacunek dla przodków lub bogów, którzy dali nam język, jest ważniejszy od logiki, od rozumu, od skłonności spontanicznego, instynktownego działania, i tak jest ważniejszy od indywidualnej natury ludzkiej.

Esperanto wywraca to wszystko do góry nogami. Narodziło się nie tak dawno temu. To świętokradztwo. Język nie ma prawa być młody. Język jest czymś, co jest święte i zostało przekazane przez naszych przodków lub przez bogów, nie czymś, co mogłoby powstać teraz. A mówi się, że ten język nie posiada żadnych wyjątków. To zbrodnia! Gdyby można postępować zgodnie ze swoimi naturalnymi skłonnościami, ze swoją naturą, logiką w celu wyrażania się, co pozostałoby z autorytetu przodków? To dlatego esperanto wywołuje straszliwe lęki w głębiach psychiki. Grozi naszemu językowi ojczystemu pozbawieniem jego mitycznego, świętego i magicznego charakteru.

Relatywizuje go pomimo istnienia potężnej potrzeby emocjonalnej, aby język ojczysty pozostał czymś absolutnym. Należy powstrzymać wszelkimi dostępnymi środkami rozprzestrzenianie się esperanto. Również musimy zrobić wszystko co możliwe, aby zapobiec poważnym badaniom naukowym esperanto. Mogłoby się okazać, że język ten jest czymś innym, niż sądziliśmy, a wtedy zostałyby podkopane fundamenty stosunków społecznych. Ta dziedzina jest zbyt emocjonalna na zimne, obiektywne badania naukowe, a również dotyczy to takich samych badań reakcji na esperanto.

 

Potwór

 

Oprócz tego esperanto wydaje się być potworem, ponieważ, jak mówią, stworzył je jeden człowiek. Innymi słowy, ma ono ojca, lecz brakuje mu matki. Jest to potworny wytwór pojedynczego renegata. Można znaleźć wiele definicji, które przyczyniają się do tej idei w słownikach, encyklopediach, książkach o tym języku oraz materiałach wydanych przez esperantystów. Zgodnie z nimi "esperanto zostało stworzone przez Zamenhofa w 1887." Naprawdę esperanto nie zostało stworzone w 1887. W roku tym pojawiło się ziarno tego języka, które rosło i rozwijało się w umyśle i notatnikach Zamenhofa przez wiele lat. Po tym długim procesie, który można porównać do stopniowego wzrostu ziarna w roślinie, projekt został opublikowany. Oznacza to, że ziarno zostało zasiane. Lecz z ziarna mogło powstać coś żywego jedynie wtedy, gdy padło na żyzną glebę. A ta gleba była matką esperanto, społecznością tych pierwszych, dobrodusznych idealistów, którzy przyjęli to ziarno i udostępnili mu środowisko, w którym mogło wzrastać, mogło przemieniać się i stać się czymś niezależnym od żadnej indywidualnej osoby.

Esperanto w takiej postaci, jak używamy je dzisiaj, nie jest dziełem Zamenhofa. Jest to język powstały na bazie projektu Zamenhofa w ciągu trwającego ponad 100 lat używania przez bardzo różnych ludzi. Jest to język, który rozwinął się w zupełnie naturalny sposób – poprzez używanie, tworzenie literatury, kolejne propozycje i kontrpropozycje, zwykle nieświadomie. Nie jest to potwór stworzony do istnienia przez pojedynczą osobę. Posiada ono oczywiście ojca, cudownego ojca, który z sukcesem wyposażył je w niewiarygodnie potężną stosowność do życia, lecz ma ono również matkę, która z miłością troszczyła się o niego i która, bardziej niż potrafił to zrobić pojedynczy ojciec, tchnęła weń życie.

 

Fakty są bardziej uparte od słów

 

Jak widzicie, psychologiczne aspekty esperanto i światowego problemu językowego są dużo bardziej złożone, niż pierwotnie sobie wyobrażaliście. W psychice większości osobników spoczywa straszliwy opór przed samą ideą języka międzynarodowego. Z powodu tego oporu prawie nikt z elity politycznej, społecznej czy intelektualnej nie zbada tej sprawy dobrowolnie i spokojnie. A mimo to robione są postępy. Podobne przypadki oporu przed czymś, co oznaczało ulepszenie, co było bardziej odpowiednie i demokratyczne, zdarzały się w historii dosyć często. Najbardziej typowym przykładem jest opór w Europie przed liczbami, które stosujemy obecnie, czyli liczbami arabskimi: elita intelektualna (nie tylko ona) uważała te liczby za świętokradztwo w stosunku do liczb rzymskich, które były w użyciu. Jestem przekonany, że pewnego dnia esperanto zostanie powszechnie zaakceptowane. Patologia nie zawsze będzie potężniejsza od zdrowych sił, które również są aktywne w społeczeństwie. Wśród tych zdrowych sił jest coraz większe zrozumienie zjawiska esperanto wśród lingwistów oraz wielu innych ludzi. Istnieją również wymogi rzeczywistości. Jak powiedział Lincoln, "Można ogłupiać wszystkich ludzi przez pewien czas, a niektórych przez cały czas, lecz nie można ciągle ogłupiać wszystkich." Jeśli porównacie esperanto z innymi środkami porozumiewania się pomiędzy ludźmi, to odkryjecie, że jest ono obiektywnie najlepszym sposobem o wiele lepiej zgodnym ze wszystkimi kryteriami. Fakty mówią same za siebie. Opór wciąż będzie istniał i stanie się oczywiście nawet bardziej intensywny, ponieważ można coś zauważyć, jeśli się jest na to gotowym. Z tego powodu w dniu dzisiejszym wielu ludzi po prostu nie usłyszy, co mówicie o esperanto: ich umysły nie są gotowe i wasze twierdzenia dochodzą do ich uszu, ale nie idą dalej do ich umysłów. Tak, opór wzrośnie. Lecz, uwierzcie mi, nie może wygrać. Wygrają fakty. Wygra prawda. Wygra esperanto.

 


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.