obrazek

"Nie, Ekscelencjo, pomimo słów Gorogola, Ziemianie nie są durni. To, co Gorogol bierze za głupotę, w rzeczywistości jest masochizmem związanym z pewną tolerancją niesprawiedliwości, która w całości pochodzi z ignorancji, a ta z kolei wywodzi się z niepewności."

"Powoli, mój synu. Tracę wątek. Wysłaliśmy cię na planetę Ziemia w celu zbadania planetarnego porozumiewania się. Ty wracasz, plotąc coś o pojęciach moralnych i psychologicznych nie mających związku z tematem twojej misji."

"Przepraszam, Ekscelencjo. Głupota jest bez wątpienia pierwszą hipotezą, która przychodzi na myśl, gdy się spojrzy na sposób organizacji komunikacji międzynarodowej Ziemian. Proszę popatrzyć na tę mapę. Wszystkie te różnokolorowe plamki są krajami posiadającymi swoje własne rządy. Tutaj są Stany Zjednoczone. Ta plamka to Indie, ta to Angola, a ta to Włochy, jest ich wiele. Ponieważ wszystkie te kraje osiągnęły dobry poziom cywilizacyjny, bez wątpienia muszą omawiać ze sobą sprawy dotyczące całej planety. Jak pan sądzi, co oni robią?"

"Najprostszymi środkami wysyłają swoich przedstawicieli do miejsca dogodnego dla wszystkich, gdzie mogą się razem zebrać i dyskutować."

"Dokładnie tak. Tak robią, fizycznie. Lecz umysłowo już nie. Wielu z nich uczy się latami języków w szkole, lecz gdy spotykają się w takim otoczeniu jak to, które nazywają Organizacją Narodów Zjednoczonych czy w instytucji, powiedzmy, o nazwie Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego, nie mają wspólnego języka. Więc gapią się jeden na drugiego, nie potrafiąc nawzajem rozmawiać. Aby się porozumiewać jeden z drugim, potrzebują mnóstwa kosztownej i topornej maszynerii oraz wysoko wykwalifikowanego personelu."

"Gorogol miał rację: oni są głupi."

"Nie, Ekscelencjo. Jeśli byliby głupi, nie rozwiązaliby problemów komunikacji materialnej. Oni są jedynie masochistami. Proszę spojrzeć tutaj, na ten mały półwysep. Oni nazywają go Europą. Więc, tam nawet najmniejszy wytwórca serów musi tłumaczyć etykiety na swoich opakowaniach na pół tuzina języków. To dużo kosztuje i płacą za to konsumenci. Posiadają również szeroki wachlarz międzynarodowych organizacji, które wydają fortuny na tłumaczenia. Rządy zabierają bez najmniejszych skrupułów te pieniądze z portfeli podatników."

"To zupełnie wynaturzone!"

"Lecz podatnicy ochoczo pozwalają używać swoich pieniędzy na takie cele! Oni są nie mniej wynaturzeni, lecz w drugą stronę: gdy rządy są sadystyczne, oni są masochistyczni."

"Czy to jedyne środki, które posiadają do komunikowania się ponad barierami językowymi?"

"Nie, Ekscelencjo. Ten system jest coraz bardziej ograniczany tylko do formalnych środowisk. W codziennym życiu radzą sobie używając wspólnego języka."

"Dlaczego tak od razu nie powiedziałeś? Jeśli używają wspólnego języka, nie są bardziej głupi ani masochistyczni niż my."

"Tak, zgadza się. W naszej części galaktyki używamy wspólnego języka, który jest zupełnie neutralny i łatwy dla wszystkich. Nie jest to język wybranej grupy osobników czy wybranej planety, więc porozumiewamy się na równych warunkach i nie musimy poświęcać dużo wysiłku na opanowanie tych sposobów komunikacji. Wystarczy dziesięć minut dziennie w szkole podstawowej przez rok i później trochę praktyki."

"A Ziemianie tego nie robią?"

"Nie. Do porozumiewania się wybrali język, który wyróżnia się od wszystkich innych, ponieważ ma szczególnie mało z nimi wspólnego. Proszę jeszcze raz spojrzeć na tę mapę. To jest kontynentalna Europa, tu Ameryka Łacińska, to Afryka, a to Indonezja. Razem reprezentują one wiele milionów ludzi, prawdopodobnie ponad miliard. Więc, na tym olbrzymim obszarze posiadają oni literę, którą piszę się następująco: a lub A. Wszystkie te miliony ludzi wymawiają ją w ten sam sposób, nawet wielu z tych, których alfabety się różnią, jak Grecy i Rosjanie (a język tych drugich jest używany na tym olbrzymim obszarze w Azji, na północ o tych gór tutaj). Lecz w przyjętym do porozumiewania się języku – który nazywają angielskim, ponieważ narodził się na tej małej wyspie tutaj, Anglii – ta sama litera jest rzadko używana w tej powszechnej funkcji. Reprezentuje ona cały wachlarz różnych dźwięków. Proszę spojrzeć na te słowa i posłuchać, jak wymawiam w nich literę a: bad, all, father, courage, face."

"Zdumiewające! Co za dziwny pomysł, aby używać tej samej litery dla dźwięków tak różnych!"

"Jest to jeszcze bardziej niezrozumiałe na poziomie międzynarodowym. Wszystkie osoby uczące się czytać i pisać w języku Bantu, jak Suahili, czy w języku łacińskim jak hiszpański, czy w słowiańskim jak czeski, czy w germańskim jak holenderski, wymawiają ją w ten sam sposób. Nawet w Chinach – to ta duża plama na mapie – dzieci najpierw uczą się pisać alfabetem łacińskim (później dopiero uczą się swojego własnego pisma), i wymawiają tę literę w ten sam sposób, jak również robią to ich sąsiedzi Japończycy, gdy zapisują nazwiska obcokrajowców. Anglojęzyczni są jedynymi o takim dziwnym sposobie wymawiania liter używanego przez siebie alfabetu. Inną literą jest przykładowo: i, I wymawiane w ten sam sposób na całej planecie, łącznie z transkrypcją hebrajskiego, arabskiego, chińskiego i japońskiego, lecz mówiący po angielsku stosują dla niej inne dźwięki: proszę porównać bite z bit."

"Zatem mówisz mi, że na planecie panuje praktycznie jednomyślność. Lecz do zrozumienia się nawzajem oni wybierają po prostu jedyny język, który działa inaczej, bardziej skomplikowany, bardziej irracjonalny? Wybrali jedyny wyjątek jako swój standard?"

"Tak, Ekscelencjo. Czyż nie jest to dobry przykład masochizmu? Ponieważ przyjęty system jest dużo bardziej skomplikowany niż konieczne do porozumiewania się, uniemożliwia on większości ludzi płynną komunikację. Co więcej, nie jest on sprawiedliwy. Jeśli chodzi o języki, anglojęzyczni nie mają nic do nauki, aby się porozumiewać w tym systemie, podczas gdy dużo ludzi musi poświęcać wiele godzin tygodniowo przez wiele lat, aby opanować wspólne środki komunikacji, a nigdy nie osiągają poziomu anglojęzycznych. Właśnie wspomniałem Panu o pisowni i wymowie, lecz podobne problemy szerzą się w tym języku. Na przykład większość języków posiada tylko jedno słowo do wyrażania takich pojęć jak wolność, czytać, nieunikniony, kupować, braterski. Lecz nie można opanować angielskiego lub przynajmniej angielskiego w piśmie, który jest tak ważny we wszelkich kontaktach w każdej sprawie naukowej lub handlowej, jeśli nie nauczy się słów równoległych: freedom:liberty, red:peruse, unavoidable:inevitable, buy:purchase, fratenal:brotherly. Zatem ludzie nie będący anglojęzyczni (lub ci, którzy stanowią niższą klasę anglojęzycznych) muszą się uczyć dwa razy większego słownika niż jest wymagany do porozumiewania się w innych językach. Co więcej, praktycznie na całym świecie słowa są wyprowadzane jedno z drugiego w sposób ułatwiający ich zapamiętywanie, na przykład dentysta jest wyprowadzany ze słowa ząb: francuskie dent > dentiste, japońskie ha > ha-isha, niemieckie Zahn > Zahnarzt, indonezyjskie gigi > doktor gigi. Angielski jest tu wyjątkowy. Należy wyuczyć się wyrazu tooth oraz faktu, że w liczbie mnogiej ma on postać teeth, lecz wiedza ta nic nam nie da przy zapamiętywaniu określenia człowieka, który zajmuje się zębami. Słowo dentist posiada zupełnie inne pochodzenie (ten fakt nie jest zbyt uczciwy, w polskim też jest podobnie – ząb : dentysta, przyp. tłum.)."

"Rzeczywiście, dziwny język!"

"To nie wszystko. Istnieje niewiarygodnie dużo wyrażeń zbudowanych z czasownika i małego słówka, a te posiadają wiele znaczeń, których nie mozna wywnioskować z części składowych. Na przykład, można się nauczyć znaczenia make (robić, czynić) oraz up (do góry), lecz to nie pomoże odgadnąć znaczenia make up (powetować sobie). A jeszcze na dodatek taka zbitka posiada wiele różnych znaczeń, co obrazuje przykład wymiany zdań dwóch osób w jednej z powieści P.G. Wodehouse'a:

 

"He's made up his mind to stay in" ("Zdecydował się pozostać")

"Well, I've made up my face to go out." ("Dobrze, nałożyłam makijaż do wyjścia") (1)

 

Zatem jest to język wymagający dużo czasu na opanowanie go. Koreańczyk, Chińczyk, którzy chcą używać angielskiego na dobrym poziomie intelektualnym, przykładowo w celu negocjowania kontraktu lub brania udziału w jakiejś dyskusji w dziedzinie naukowej lub technicznej, musi poświęcić na niego co najmniej 8000 godzin. Przy tempie 40 godzin tygodniowo oznacza to 200 tygodni, czyli prawie cztery lata na pełny etat i bez żadnego urlopu. Rodzice na całym świecie widzą, jak ich dzieci spędzają setki godzin w szkole na nauce tego języka bez osiągnięcia poziomu kompetencji, na którym stałby się on użytecznym. Nic dziwnego, że tysiące podróżnych musi zmagać się z utrapieniami i nieporozumieniami, ponieważ prawie każdy mówiący po angielsku nie od urodzenia nie potrafi używać go poprawnie. I jak często kontakty pomiędzy ludźmi sprowadzają się do pewnego rodzaju podludzkiego poziomu! Lecz nikt nigdy nie narzeka. Ziemianie z wyboru łożą fortuny na ten system, aby żyć w udręce i niesprawiedliwości, chociaż nic ich do tego nie zmusza. Czy to nie jest masochizm?"

"Zaczekaj chwilę, mój chłopcze. Nie tak szybko. Najpierw wyjaśnij mi, dlaczego planeta Ziemia nie utworzyła jakiegoś języka do komunikacji między grupami etnicznymi, gdy reszta galaktyki tak zrobiła."

"Lecz, Ekscelencji, oni rozwinęli się dokładnie w ten sam sposób co my!"

"Jak? Mówisz, że posiadają również oryginalny język międzynarodowy? Więc czemu go nie używają?"

"Dokładnie tak. Twórczość językowa Ziemian jest równie wspaniała jak nasza, a kilku autorów opublikowało projekty języków do komunikacji międzykulturowej. Większość z nich, podobnie jak u nas, nie działała i szybko uległy zapomnieniu. Lecz pewnego dnia pojawił się bardzo skromny projekt, nazwany przez autora Językiem Międzynarodowym, który z różnych powodów związanych z sytuacją społeczno-polityczną opublikował go pod pseudonimem Dr Esperanto. Ten projekt, chociaż niezbyt szanowany przez elitę, został przyjęty przez ludzi mówiących bardzo różnymi językami jako środek międzynarodowej komunikacji. Język powoli rozpowszechniał się na planecie i dotarł do ludzi wszelkich rodzajów. Stał się bogatszy i bardziej elastyczny w wyniku używania przez ludzi oraz poprzez dzieła kilku głównych pisarzy."

"W zasadzie, więc, rzeczy potoczyły się u nich bardzo podobnie do nas?"

"Tak. Istniał pewien rodzaj współzawodnictwa pomiędzy rywalizującymi projektami, które ujawniło różnice w ich wydajności i dynamizmie. Jeden język wyłonił się z tego procesu naturalnej selekcji, a społeczeństwo nazwało go esperanto. Życie przemieniło go w żywy język, posiadający pieśni, humor i własną literaturę."

"Synu, nie rozumiem. Dlaczego Ziemianie nie skorzystali z tego języka do rozwiązania swojego problemu komunikacyjnego?"

"Głupota według Gorogola; masochizm według mnie. Średnio dziesięć miesięcy nauki esperanto daje umiejętności porozumiewania się równoważne poziomowi, który osiąga się po dziesięciu latach nauki angielskiego, jeśli rachunek oprzemy na tej samej liczbie godzin tygodniowo w obu tych językach. Gdyby ten czynnik masochistyczny nie ingerował w to, ludzie zmusiliby swoje rządy do wprowadzenia nauczania języka esperanto przez jeden rok we wszystkich szkołach, po którym uczniowie mogliby uczyć się tego lub tamtego dodatkowego języka zgodnie ze swoim wyborem, ze względów kulturowych, jeśliby byli tym zainteresowani. Taki system usunąłby wszystkie problemy językowego porozumiewania się bez wprowadzania najmniejszych niedogodności."

"Zaczynam rozumieć, dlaczego mówisz o masochizmie. Lecz czy przed chwilą nie usłyszałem z twoich ust wzmianki o arogancji?"

"Tak, zgadza się. Ten masochizm może być utrzymywany tylko tak długo, jak długo każdy udaje, że rozwiązanie w postaci międzynarodowego języka nie istnieje lub nie funkcjonuje. A to pochodzi od ludzi o przesadzonym poczuciu swojej własnej fachowości."

"Wyjaśnij to."

"W toku badań przepytałem dużą liczbę Ziemian. W wielu przypadkach, gdy wspomniałem słowo esperanto, spotkałem się z ironią i uśmiechem wyższości. Nie zawsze. Niektórzy ludzi byli autentycznie zainteresowani i gotowi na przyjęcie tej idei: ci ludzie nie pozwalali ignorancji rządzić sobą. Lecz dla wielu innych, szczególnie w Europie, pierwszą reakcją była wzgarda. A pochodziła ona z przekonania, iż wiedzą oni wszystko, co wiedzieć należy – to pewien rodzaj arogancji pochodzącej z upartego osądzania bez przebadania faktów."

"Mówisz, że odrzucają esperanto bez jakiejkolwiek wiedzy o nim?"

"Dokładnie. Gdy tylko zacznie się ich badać w tej materii, staje się oczywistym, że nie posiadają najbardziej mglistego pojęcia, czym jest esperanto. Większość po prostu nie wie, że są ludzie używający tego języka do porozumiewania się z obcokrajowcami, że są mówiące nim dzieci, że został przyjęty przez poetów z prawdziwego zdarzenia, że regularnie używa się go w audycjach radiowych, lub że ludzie korespondują w nim za pomocą poczty elektronicznej. Przypisują mu nieistniejące wady i nie mają żadnego wyobrażenia o jego prawdziwych ograniczeniach. Lecz nie dociera do nich, że przed wydaniem osądu powinni spojrzeć na fakty."

"Trudno w to uwierzyć."

"Lecz to są fakty. Proszę spojrzeć na to. Oto jedna z ich gazet. USA Today (USA Dzisiaj). Ten artykuł daje pewną pozytywną informację o esperanto, chociaż jego nacisk na aspekty religijne może w pewien sposób zniekształcić ten obraz. Lecz część tego artykułu cytuje wypowiedź niejakiego Roberta Trammela z Departamentu Języków i Lingwistyki na Florida Atlantic University w Boca Raton:

"Powodem nie przyjęcia się tego jest to, że mówiący nim zawsze musi czegoś nauczyć się jako dodatek do swojego języka ojczystego to jest coś więcej." (2)

"No więc, skoro jest to wspólny język do komunikacji międzynarodowej, jak można go używać bez wcześniejszego nauczenia się go jako dodatku do języka ojczystego? To czysta głupota!"

"Tak, lecz ta głupota wywodzi się z arogancji. Ponieważ ten człowiek naucza na uniwersyteckim oddziale języków i lingwistyki, wierzy on, że może wszystko powiedzieć o tym języku przed zebraniem faktów. W tym przypadku zupełnie umyka mu najważniejsza rzecz. Lecz jedynie ludzie rozumiejący, czym jest ten język, zdają sobie z tego sprawę. Większość jedynie zapamięta, że fachowiec od języków odrzuca esperanto, ponieważ jest ono niepoważne. Inne zdanie wypowiedziane przez tę samą osobę brzmi: "jest to głównie język indoeuropejski" i ukazuje, że pozwala ona sobie na wydanie osądów, bez przeprowadzenia wcześniejszej analizy językowej wg kryteriów, które zwykle stosowane są przy klasyfikacji jakiegoś języka. W rzeczy samej esperanto składa się z niezmiennych elementów (lingwiści nazywają je morfemami), które można ze sobą swobodnie łączyć. Wyprowadzenie mój z ja (mi > mia) oraz pierwszy z jeden (unu > unua) jest cechą języka takiego jak chiński, a nie indoeuropejski..."

"Proszę, synu, nie wchodź w te szczegóły techniczne. Nie znam się na językach. Lecz sądzę, że masz rację. Ten człowiek mówi na temat czegoś, o czym nic nie wie. To niedobrze. Jeśli zdaje się mu, że skoro wie dużo o językach, to może dyskutować na temat dowolnego z nich bez zapoznania się z nim, to jest faktycznie arogancki. Lecz czy ten przypadek jest typowy?"

"Tak jest, Ekscelencjo."

"Jeśli jest typowy, to wygląda na to, że tamtejsi ludzie nie patrzą na ten problem w wystarczająco szerokim kontekście."

"To prawda. Przy międzynarodowej komunikacji językowej występują wszelkiego rodzaju czynniki – polityczne, gospodarcze, społeczne, psychologiczne, edukacyjne, kulturowe, językowe, fonetyczne. Wymagają one szczegółowej analizy i głębokiej refleksji. Lecz najskromniejszy Ziemianin wierzy, że może sobie poradzić z tą sprawą w kilka sekund, a mina wyższości na jego twarzy nie daje żadnych złudzeń: to pełna arogancja."

"Jesteś młody, mój synu, a ja zastanawiam się, czy u ciebie nie występuje pewien brak tolerancji w osądach Ziemian. Czy sam nie jesteś, być może, nieco arogancki? Czy jesteś pewien, iż przesadnie nie upraszczasz ogromnie skomplikowanego problemu?"

"Więc – mówiąc krótko, Ekscelencjo – więc – ja ..."

"Zamiast się jąkać, zrobiłbyś dobrze przypominając mi o tym, czemu chwilę temu przypisałeś tę arogancję."

"Mówiłem już, Ekscelencjo, ta arogancja pochodzi z niepewności."

"Dlaczego z niepewności?"

"Wielu Ziemian nie przyjmuje łatwo swoich słabości, swojej małości, zbyt ludzkiego położenia. Żyją w ciągłej atmosferze niepewności, z której niektórzy zdają sobie sprawę, inni natomiast tłumią jej świadomość. Dla wielu z nich przynosi to natychmiastowy skutek: zaprzeczają istnieniu problemu. Gdy problem jest rozwiązany, poczucie bezpieczeństwa rośnie, niż gdy należy mu stawić czoło, nieprawdaż? Zatem w celu uspokojenia sumienia chwytają się wszelkich mitów."

"Jakich mitów?"

"Mają ich mnóstwo. Na przykład, że system tłumaczeń pracuje dobrze, lub że można sobie poradzić wszędzie na świecie za pomocą angielskiego, lub że można się nauczyć języka etnicznego w trzy miesiące (tak utrzymują w reklamach) lub w ciągu nauki szkolnej. Gdy tylko podejmie się trud sprawdzenia tych faktów bez przyjętych z góry założeń, zobaczy się, że takie twierdzenia nie zgadzają się z rzeczywistością  lub należy je poważnie ograniczyć. Tak samo wiele mitów jest o esperanto. Pierwszym odruchem wielu Ziemian na wzmiankę o esperanto jest przekonanie, że z definicji musi być ono gorsze od języków etnicznych, na przykład, w swoich możliwościach tworzenia wyrażeń emocjonalnych, poetyckich czy intelektualnych. Lecz po przebadaniu go odkryje się, że nie ustępuje ono w tych sprawach innym językom. Właściwie, w wielu sprawach jest ono nawet lepsze."

"Mój synu, odnoszę wrażenie, że lubisz ten język międzynarodowy, to esperanto, i zastanawiam się, czy rzeczywiście jesteś obiektywny. Czy nie jesteś skłonny, podobnie jak Gorogol, do patrzenia na Ziemian ze zbytnią przewagą? Być może esperanto również posiada słabości, których nie bierzesz pod uwagę."

"Oczywiście, Ekscelencjo. Esperanto nie jest doskonałe, lecz, wśród osób o różnych językach ojczystych jest daleko lepsze od angielskiego lub od tłumaczeń równoczesnych. Żaden język nie jest w stanie wyrazić wszystkiego. To lub inne powiedzenie we francuskim (lub polskim języku góralskim, przyp. tłum.) posiada swój specyficzny charakter, którego nie da się stworzyć w esperanto, tak samo jest w angielskim czy niemieckim. Sytuacja odwrotna jest również prawdziwa: ten lub inny pikantny zwrot w esperanto nie ma żadnego odpowiednika w jakimkolwiek języku etnicznym. Esperanto nie jest jakimś kodem. Jest pełnoprawnym językiem z duszą, obliczem, osobowością. Lecz Ziemianie nie chcą tego zobaczyć. A dodatkowo – jak można wyrażać poważne sądy o rzeczywistości, której się nie zna, lub być sprawiedliwym czemuś, z czym ma się jedynie powierzchowną znajomość?"

"Jeśli Ziemianie nie są tępi, co sugerujesz, to te rzeczy na pewno rozumieją doskonale."

"Nie, Ekscelencjo, ponieważ starannie unikają spojrzenia na fakty, aby móc, jak dobrzy masochiści, cieszyć się z trudności. U nas, gdy jakieś duże przedsięwzięcie – nazwijmy je przedsięwzięciem A – dowiaduje się, że jakieś małe przedsięwzięcie (B) znalazło całkowicie zadowalające i ekonomiczne rozwiązanie pewnego dokuczliwego problemu kosztującego przedsięwzięcie A miliony rocznie na nieodpowiednie środki łagodzące, przedsięwzięcie A nie traci czasu na przyglądanie się, jak przedsięwzięcie B sobie z tym radzi, lecz stosuje tę samą formułę u siebie."

"A Ziemianie tak nie robią? Nie mogę w to uwierzyć."

"Nie, nie robią tak w dziedzinie językowej. Na ich planecie są dwie organizacje zwane ONZ (Organizacja Narodów Zjednoczonych) i UE (Unia Europejska), które przeznaczają rocznie miliardy na próby przezwyciężenia barier językowych za pomocą systemów o niskim współczynniku efektywności do kosztów. Istnieją również organizacje takie jak Powszechne Stowarzyszenie Esperanckie, gdzie ludzie biorący udział w działaniach, konferencjach lub pracy administracyjnej pochodzą z różnych obszarów językowych, lecz komunikują się ze sobą bezpośrednio i na równych prawach bez wydawania jednego grosza na tłumaczenia przemówień czy dokumentów."

"I twierdzisz, że wspomniane organizacje, ONZ i UE oraz inne, nigdy nie zbadały sposobu działania komunikacji językowej, która ma w nich miejsce? To niemożliwe!"

"Nie tylko nigdy nie zbadały tych faktów, lecz nawet nie przyszło im do głowy, że są jakieś fakty do przebadania. To jest systematyczna odmowa a priori. I nawet nie mają wyrzutów sumienia. To dziwne, nieprawdaż?"

"Tak, rzeczywiście. Z trudem przyznaję istnienie tego masochizmu, lecz jest jeszcze trudniej zrozumieć brak osobliwości."

"Lecz zdumiewa mnie, Ekscelencjo, brak poczucia odpowiedzialności. Pieniądze wydawane lekką ręką pochodzą od masy ludzi. Mogliby zrobić tak wiele pożytecznych rzeczy za pomocą tych astronomicznych sum, które poświęcają wieży Babel."

"Masz rację. Kusi mnie potępić ich z góry. Lecz wiesz, że mam miękkie serce. Powiedz mi o nich kilka rzeczy, abym zmniejszył swoją mściwość i popatrzył na nich ze współczuciem."

"Jest Pan łaskawy, Ekscelencjo. Powiem to: ich usprawiedliwieniem jest ich nieświadomość. Dla nich jest oczywistym, że esperanto nie jest czymś poważnym. Po co więc go badać? Przypomina mi to o tym, co powiedziano innemu Ziemianinowi, który usiłował podważyć ich pewniki: jest oczywistym, iż Ziemia jest płaska. Jeśli będziesz szukał Indii na zachodzie, wpadniesz w przepaść."

"To jednak dziwne. U nas, gdyby ktoś tylko wysunął taki pomysł, natychmiast zebralibyśmy się, aby go zweryfikować."

"Prawda, lecz Ziemianie żyją we strachu. Gdy się ktoś boi, trzyma się różnych rzeczy. Trzyma się swoich przywilejów, swoich przekonań, swoich kul. Aby zmierzyć się z prawdą, należy wyzbyć się idei, że zna się już wszystko, co można wiedzieć. Pozbycie się tej idei wywołuje porzucenie kuli wyższości i pogardy (wiem, że jest to śmieszne) w celu zobaczenia siebie w zupełnej nagości swojej ignorancji (po prostu powtarzam, co słyszałem, lub mówię to, co pierwsze przychodzi mi na myśl, lecz właściwie nic o tym nie wiem). Występuje ryzyko odkrycia, że rzeczywistość jest inna od wyobrażeń. A jak można pozbyć się swoich kul, gdy głęboko w środku ma się poczucie małości i słabości, bez pewności, czy da się radę stanąć? Jest coś bardzo ujmującego w tym podstawowym odczuciu niepewności ludzkich mieszkańców planety Ziemia."

"Biedni Ziemianie! Problemu planetarnej komunikacji nie da się w takich warunkach łatwo rozwiązać."

"Nie da się. Przykro mi, lecz nie wiem, co moglibyśmy zrobić. Ekscelencjo, powiedziałem o rzeczach najważniejszych. Wszystkie szczegóły znajdzie Pan w moim pisemnym raporcie. Proszę zapamiętać, że psychologiczna niepewność prowadzi Ziemian do arogancji, a arogancja czyni ich ślepymi na oczywiste rozwiązanie, zatem są zmuszeni stosować wszelkiego rodzaju trudne, skomplikowane i kosztowne środki zastępcze, mówiąc krótko, zmuszeni są stosować pewien absurdalny system, w którym ludzie akceptują ze rezygnacją niesprawiedliwość i dyskryminację, jednocześnie podejmując nieporównywalnie olbrzymie wysiłki w stosunku do osiąganych wyników. Czy przekonałem Pana, Ekscelencjo? Czy zgadza się Pan ze mną, że teza Gorogola jest nie do obronienia, a sprawa nie dotyczy głupoty, lecz całej masy elementów, gdzie dominuje masochizm?

"Bez wątpienia, mój synu, bez wątpienia. Lecz, szczerze, czyż nie zgodzisz się, że trzeba być dosyć głupim, aby być tak masochistycznym?"

____________
       1. P.G. Wodehouse, Doctor Sally (Harmondsworth: Penguin, 1960), str. 92.
       2. Don Sefton, "A Religious Belief In Esperanto", USA Today, 27 stycznia 2000 r.


La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.