obrazek

Polska wersja francuskiego artykułu "Communication linguistique: Etude comparative faite sur le terrain", opublikowanego w Language Problems and Language Planning, tom 26, nr 1, wiosna 2002, strony. 23-50.

 

  1. Pięć rozwiązań dla międzynarodowej komunikacji językowej
  2. Kryteria
  3. Uwagi na temat spotkań w esperanto
  4. Porównanie czterech systemów wg różnych kryteriów
  5. Wniosek

 

Nasz świat się kurczy. Zmiany międzynarodowe, handlowe i kulturowe rosną w zastraszającym tempie, a podróże w odległe zakątki planety stają się codziennością dla wielu ludzi, dla których było to nie do pomyślenia jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W tym samym czasie całe grupy ludności przemieszczają się w wielu częściach świata, uchodźcy oraz ludzie żądający azylu politycznego stają się coraz liczniejsi, jak również emigranci poszukujący lepszych warunków życia niż mogą im zapewnić ich własne kraje. W rezultacie w wielu dziedzinach rozwijają się problemy językowe. Ignoruje się je zbyt często, jak również ignoruje się opłakane wyniki nauki języków w szkołach. W nie-germańskiej Europie jedynie jeden procent uczniów jest w stanie wyrażać się poprawnie w języku, którego uczyli się przez sześć lat przy czterech godzinach tygodniowo; w Azji odpowiednia proporcja wynosi jak jeden do tysiąca. Lecz fakty te nie wydają się wpływać na twórcze myślenie. Są one akceptowane z pożałowania godną rezygnacją.

W organizacjach międzynarodowych istnieje duże zapotrzebowanie na więcej usług językowych niż można naocznie stwierdzić w korytarzach budynku ONZ w Nowym Jorku: pewna liczba dyplomatów lobuje tam za przyjęciem do puli języków oficjalnych japońskiego, hinduskiego i innych. W Europie języki coraz bardziej przyprawiają o ból głowy. W Unii Europejskiej wiele krajów Środkowej i Wschodniej Europy zgłosiło chęć członkowstwa. Politycy odnieśli się całkiem przychylnie do ich próśb, lecz nie udało im się przewidzieć problemów językowych takiego rozszerzenia Unii, jakby hasło "dobry rząd myśli o przyszłości" straciło na ważności.

Jednakże zbliża się nieuchronnie dzień, gdy utrudnienia, nierówności i koszty związane z używaniem języków i nieefektywnym ich nauczaniem przekroczą próg tolerancji społeczeństwa. Celem tej publikacji jest udzielenie nieco wsparcia, opartego na badaniach istotnych sytuacji i rzeczywistych danych, dla tych, którzy będą musieli określać strategię radzenia sobie ze wszystkimi tymi trudnościami. Do tego problemu można zastosować zasady badań operacyjnych. Cel, którym jest posiadanie sprawiedliwego, efektywnego w kosztach i psychologicznie zadowalającego systemu komunikacji językowej można osiągnąć różnymi środkami, które mogą być porównane w terenie, natomiast analiza ilościowa pozwoli oszacować odpowiednie korzyści i wady różnych alternatywnych rozwiązań zgodnie ze zdefiniowanym wcześniej zbiorem kryteriów. Nie brakuje obecnie sytuacji, w których ludzie posługujący się różnymi językami muszą się ze sobą porozumiewać. Nic nas nie powstrzymuje od porównania ich.

 

Pięć rozwiązań dla międzynarodowej komunikacji językowej

W tej pracy zajmuję się jedynie sytuacjami, w których używany system komunikacji zapewnia wysoki poziom precyzji. Istnieją niezliczone przypadki, w których ludzie posiadający różne poziomy językowe muszą się komunikować i mniej więcej udaje im się to osiągnąć poprzez gestykulację, miny, pewnego rodzaju mieszane narzecza i łamaną angielszczyznę lub poprzez użycie innego języka w większym lub mniejszym stopniu źle wymawianego i zniekształconego, lecz są one poza zakresem tych badań, które będą ograniczały się do wymieniania idei o wysokim stopniu wyrafinowania. W krótkim artykule nie można zająć się wszelkimi potrzebami językowymi, które istnieją na świecie. Dokument ten skoncentruje się na potrzebach takich ludzi jak członkowie zebrań politycznych (np. Ogólne Zebranie ONZ lub Parlamentu Europejskiego) lub organów określających politykę, jak Zebranie WHO, oraz ekspertów, doradców i członków personelu międzynarodowych organizacji, rządowych lub pozarządowych, razem z naukowcami, specjalistami i profesjonalistami spotykającymi się na kongresach lub w różnych organach międzynarodowych stowarzyszeń powołanych do rozwiązywania problemów gospodarczych, socjalnych, kulturowych lub innych, o podobnej złożoności.

Badacz przeglądający różne sytuacje, w których występuje międzynarodowa komunikacja na takim poziomie, wkrótce zdaje sobie sprawę, iż w użyciu znajduje się obecnie jedynie pięć metod. Oto one, uszeregowane wg częstotliwości na poziomie globalnym:

  1. System stosowany przez ONZ, przez większość ponadnarodowych instytucji i przez dużą liczbę międzynarodowych stowarzyszeń i organizacji pozarządowych: używanie jedynie kilku języków, z tłumaczeniem na żywo dyskusji słownych oraz tłumaczeniem dokumentów (od tej pory metoda ta będzie nazywana systemem ONZ).
  2. System stosowany w wielu firmach wielonarodowych: wszyscy uczestnicy posługują się tym samym językiem narodowym, zwykle angielskim (odtąd będziemy to nazywali systemem wielonarodowym).
  3. System stosowany w Unii Europejskiej: przyjęte są języki wszystkich krajów członkowskich; udostępnione jest tłumaczenie na żywo oraz tłumaczenie dokumentów (system Unii Europejskiej).
  4. System stosowany przez organizacje, które używają międzykulturowego języka nie będącego nigdy językiem danej grupy ludzi (suahili, esperanto); dla wygody rozważymy jedynie funkcjonowanie stowarzyszeń wykorzystujących esperanto (system esperanto).
  5. System skandynawski lub szwajcarski: każdy używa swojego własnego języka i nie ma potrzeby tłumaczeń, ponieważ wszyscy uczestnicy rozumieją wszystkie używane języki. Taki system był stosowany na zebraniach SAS, Skandynawskich Linii Lotniczych, oraz względnie często we Szwajcarii w środowiskach intelektualnych. Do lat 50-tych była to jedyna metoda używana w Szwajcarskim Parlamencie, gdzie zakładano powszechną znajomość francuskiego, niemieckiego i włoskiego.

Piaty system nie będzie tutaj rozważany, ponieważ ogranicza się on do szczególnych środowisk kulturalnych. Nie spełnia on potrzeb komunikacyjnych, które powstają na poziomie globalnym lub w Unii Europejskiej. Właściwie można go przyjąć tylko wtedy, gdy liczba języków ogranicza się do trzech lub czterech, gdy kultury mówców nie są od siebie zbyt odległe i gdy system edukacyjny poświęca dużo czasu na naukę języków.

 

Kryteria

Większa część tego artykułu będzie poświęcona kryteriom, które można zastosować do każdego systemu w celu określenia, w jaki sposób ma się on do swoich rywali. Wymienione poniżej kryteria powinny udostępnić dosyć dobre pojęcie ogólne tej sytuacji.

 

a) Długość wcześniejszej nauki języka obcego

System Unii Europejskiej jest jedynym, który nie wymaga od swoich uczestników wcześniejszej nauki języków. W pozostałych trzech systemach konieczna jest nauka jednego lub więcej języków obcych dla co najmniej części osób, które muszą się ze sobą komunikować. W systemie wielonarodowym wszyscy nie władający od urodzenia językiem angielskim muszą się tego języka nauczyć. W systemie ONZ nieodzowna jest wcześniejsza nauka języków dla większości uczestników, ponieważ jedynie mniejszość ma szczęście używać języka ojczystego, który należy do grupy języków oficjalnych lub roboczych. W systemie esperanto zakłada się, że każdy musiał się nauczyć tego języka. Chociaż istnieją dzieci, których językiem ojczystym jest esperanto, to jednak są one tak nieliczne, iż nie warto brać ich pod uwagę.

Dyskusje w kuluarach i na korytarzach siedziby Unii Europejskiej napotykają coraz więcej problemów, które powstają, gdy ludzie, mówiący językami czeskim, słoweńskim, węgierskim, słowackim, polskim, serbsko-chorwackim, estońskim i innymi, uczestniczą w zebraniach i w pracach tej instytucji oraz jej licznych organów. Rozwiązaniem, popieranym ochoczo przez wielu, byłoby ograniczenie liczby języków. Gdyby Unia Europejska zdecydowała się podjąć takie kroki, straciłaby swoje korzyści wg kryterium, które rozważamy tutaj: mówcy oraz wytwórcy dokumentów znaleźliby się w takiej samej sytuacji jak w ONZ, musieliby się zaangażować w naukę języków zanim mogliby brać udział w swoich działaniach.

W przeciwieństwie do szeroko rozpowszechnionych opinii opanowanie języka obcego wymaga ogromnego poświęcenia czasu i energii nerwowej. Dla osoby, która musi radzić sobie z delikatnymi sprawami lub wyrażać swoje myśli na podium parlamentu lub zebrania ogólnego, proste posługiwanie się językiem jest niewystarczające. Konieczna jest wysoka jakość wyrażania się, która pozwala mówcom przekonywać, argumentować, wpływać na emocje słuchaczy, unikając jednocześnie sytuacji, w której robi się z siebie głupca wywołującego salwy śmiechu. Oto przytoczenie rzeczywistego zdarzenia: przedstawiciel rządowy, który wykonywał przydługą interwencję w języku francuskim na temat polityki Kuby, odniósł się do niej jako la politique du Cuba (zamiast la politique de Cuba), co wywołało ryk śmiechu wszystkich uczestników podłączonych do budki francuskiej, ponieważ w rzeczywistości wymówił du cul bas, co oznacza – proszę o wybaczenie Francuzów, ale jak inaczej mam być dokładny? – "polityką niskiej dupy". Delegat ten posiadał zadziwiająco wysoki stopień opanowania języka francuskiego. W rzeczywistości była to jedyna pomyłka, jaką popełnił i jest ona wysoce zrozumiała, ponieważ fraza la politique du... byłaby poprawna z wieloma nazwami krajów. Lecz nie można jej używać z Kubą. Ten błąd był więcej niż nieszczęśliwy. W polityce rzadko można sobie pozwolić na ośmieszenie. W takim przypadku ludzie nie pamiętają treści przemówienia, lecz tylko to, co ich w nim rozśmieszyło. Fakt, iż po 2000 godzin nauki i po cztery razy większej liczbie godzin praktyki w używaniu tego języka wciąż można wpaść w takie pułapki jasno pokazuje, co znaczy być skazanym na używanie języka obcego w miejscu publicznym.

Nie można powiedzieć, iż opanowało się język obcy na poziomie wymaganym na spotkaniach międzynarodowych, zanim nie uzbiera się co najmniej 10 000 godzin nauki i praktyki. Jedynie esperanto różni się od innych języków, jeśli chodzi o łatwość pozyskania go: stopień mistrzowski można osiągnąć po 150-220 godzinach nauki (zobacz poniżej na kryterium i).

 

b) Wcześniejsze inwestycje rządowe

Opisane wcześniej kryterium dotyczy ludzi wyznaczonych do wypowiadania się w formie ustnej lub pisemnej w środowisku międzynarodowym. Studia językowe, których muszą się oni podjąć, nie byłyby możliwe bez wsparcia rządowego. Na całym świecie nauczanie języków pochłania olbrzymie ilości pieniędzy. Jeśli zorganizowanie takiego nauczania jest nieodzowne dla zapewnienia efektywnej reprezentacji kraju lub partii politycznej na szczeblu międzynarodowym, to reprezentuje ono pewien czynnik, który należy wziąć pod uwagę. System Unii Europejskiej oraz, w obecnej sytuacji, system esperanto pozwalają na istotne oszczędności w tym względzie. Jednakże, jeśli jutro przedstawiciele Finlandii czy Grecji w Parlamencie Europejskim musieliby wypowiadać się po angielsku lub po niemiecku, to ich kraje musiałyby zainwestować o wiele większe środki w nauczanie języków niż robią to dzisiaj. Musiałyby zapewnić wysoki stopień znajomości tych języków we względnie dużej bazie populacji, aby nie cierpieć z powodu niedostatku odpowiedniej kadry przy wyborze swoich przedstawicieli w porównaniu z krajami używającymi języków wiodących.

 

c) Wcześniejsze inwestowanie w zainteresowane instytucje

Dwa systemy językowe narzucają specyficzne inwestycje, których nie wymagają pozostałe dwa. Wielonarodowe przedsiębiorstwa wykorzystujące jeden język nie muszą inwestować w usługi językowe (o ile chodzi o wewnętrzne porozumiewanie się; relacje publiczne i reklama nie są tu analizowane). Ta sama uwaga dotyczy stowarzyszeń esperanckich.

Uciekanie się do tłumaczeń wymaga istotnego wzrostu liczby personelu, proporcjonalnego do liczby języków. Oto główne dziedziny wymagające inwestycji przed zastosowaniem nowego systemu językowego:

 

d) Nierówność i dyskryminacja

Niektóre taktyki językowe dyskryminują, inne nie robią tego. Jeśli jedynym językiem jest angielski, jak w systemie wielonarodowym, to mówiący tym językiem od urodzenia cieszą się przewagą językową nad swoimi kolegami, którzy zostają postawieni w gorszej pozycji tylko z powodu swojego pochodzenia.

Najbardziej dyskryminującym systemem jest system ONZ oraz instytucji i organizacji, które stosują podobne metody komunikacji. W ONZ delegat belgijski ma prawo używać swojego języka ojczystego, jeśli jest to język francuski, lecz takiego prawa nie posiada, jeśli spędził swoje dzieciństwo w części kraju mówiącej po holendersku. Syryjczyk, Argentyńczyk czy Chińczyk mogą się wyrażać z pełną elokwencją i mocą przekonywania, na którą pozwalają ich języki, lecz Afgańczyk, Brazylijczyk lub Japończyk już nie cieszą się takimi prawami. Dla krajów o językach nie posiadających oficjalnego statusu dodanie nowego języka roboczego zwiększa nierówność, ponieważ zwiększa to liczbę możliwych konkurentów, którzy są lepiej od nich wyposażeni przy przeforsowywaniu swoich stanowisk. Co dziwniejsze, ta względna utrata wpływu jest opłacana przez same ofiary. Dodanie języka zwiększa budżet, lecz wkład znajdujących się w niełasce Krajów Członkowskich nie zmniejsza się; ich wkład procentowy w nowy, powiększony budżet pozostaje taki sam. Nigdy nie zaproponowano, aby wkład finansowy Krajów Członkowskich był uzależniony od ich przywilejów językowych.

W Unii Europejskiej można uważać, że obecny system gwarantuje równość pomiędzy ludźmi. Lecz trzeba dokonać kilku zastrzeżeń.

Problem nierówności, obecnie mało ważny w Unii Europejskiej, przybierze na sile w ONZ, jeśli zostanie podjęta decyzja o ograniczeniu liczby języków.

System esperanto unika wszelkich rodzajów dyskryminacji. Każdy używa języka, którego nauczył się w ograniczonym i dla wszystkich względnie równym okresie czasu bez względu na swój język ojczysty. Ponieważ nikt nie stosuje tu języka swojego kraju lub obszaru językowego, nikt nie cieszy się wyższością w wyrażaniu się z powodu przynależności do tej lub innej grupy ludzi. Ta zaleta została podkreślona w raporcie Ligii Narodów:

       "W Sekretariacie Ligi Narodów doświadczyliśmy Międzynarodowej Konferencji Władz Szkolnych, na której stosowany był język esperanto, (...) Najbardziej godną podziwu była równość, którą osiągnięto poprzez używanie pojedynczego języka na takim zebraniu, Każdy znalazł się na takim samym poziomie, a delegat z Pekinu lub Hagi mógł wyrażać się z taką samą siłą przekonywania jak ich koledzy z Paryża czy Londynu." [2, str. 22]

Obserwacja międzynarodowych spotkań i kongresów ujawnia, iż istnieje związek pomiędzy prawem używania swojego języka ojczystego a częstotliwością, z którą mówcy proszą o głos. Osoba nie mogąca posługiwać się swoim własnym językiem zabiera głos dużo rzadziej w debacie (jakże jest to prawdziwe dla naszych polskich delegatów, przyp. tłumacza). Są tylko dwa rozwiązania pozwalające umieścić ludzi z różnych krajów na tym samym poziomie:

Teoretycznie obok systemów Unii Europejskiej i esperanto istnieje trzeci sposób unikania dyskryminacji: dozwolone jest tylko kilka języków, lecz każdy mówca lub twórca dokumentu jest zobowiązany do używania innego języka niż jego własny. W tym systemie, jeśli, przykładowo, Unia Europejska ograniczyłaby liczbę języków roboczych do angielskiego, francuskiego i niemieckiego, to obywatel brytyjski nie mógłby przemawiać po angielsku, musiałby się wyrażać po francusku lub po niemiecku. W ten sposób "mniej równi koledzy" przestaliby istnieć. Niestety, polityka siły jest tym czym jest, ta przewaga silnie przeciwdziała przyjęciu takiej alternatywy, która przywróciłaby równość językową.

 

e) Koszty językowe sesji

Tłumaczenia są głównym składnikiem kosztów językowych sesji. Na koszty te składają się zasadniczo pensje tłumaczy i techników. Im większa liczba języków, tym większe pociągnie to za sobą koszty. Z tego powodu najwyższe koszty wiążą się z systemem Unii Europejskiej. W rzeczy samej, odstęp w tej dziedzinie pomiędzy tym systemem a pozostałymi jest ogromny. Systemy wielonarodowy i esperanto nie generują tutaj żadnych kosztów.

 

f) Koszt wytworzenia dokumentu

Im szersze jest spektrum językowe, tym wyższy staje się koszt dokumentacji. W skład kosztów wchodzą z jednej strony przede wszystkim pensje tłumaczy, korektorów, ekspertów technicznych, bibliotekarzy, personel referencyjny (gdzie taki personel istnieje, jak w ONZ) oraz maszynistki, a z drugiej strony wydatki operacyjne (papier, używanie komputerów i ich amortyzacja, utrzymanie biura, itp.).

Ogólnie nieznanym faktem poza kręgami tłumaczy jest to, iż muszą oni często wykonywać pewnego rodzaju pracę detektywistyczną. W wielu przypadkach jedno słowo zawiera kilka elementów informacyjnych, lecz znaczenie takiego połączenia jest różne pomiędzy językami. Na przykład słowa his secretary po angielsku daje nam informację o płci szefa, ale nie sekretarza/sekretarki. We francuskim jest na odwrót. Son secrétaire oznacza "jego lub jej sekretarz"; jeśli byłaby to kobieta, to brzmiałoby to sa secrétaire, lecz francuski nie daje wskazówek, czy jest to sekretarz/sekretarka mężczyzny lub kobiety. Tłumacz, który ma to przetłumaczyć na inny język, musi odkryć płeć sekretarza/sekretarki ukrytą w słowie secretary. Nazwiska mogą być pomocne, ale nie zawsze, szczególnie gdy tekst odwołuje się do osoby z odległej kultury. Czy Sekretarz Tan Buting, Chińczyk, jest mężczyzną czy kobietą? Nie można przetłumaczyć tych kilku słów na hiszpański, francuski, włoski i wiele innych języków bez wykonania nieco poszukiwań w celu znalezienia odpowiedzi na to pytanie. W wielu kulturach przypisanie złej płci danej osobie może zostać odebrane jako niedopuszczalnie obraźliwe.

Przypadkowo ta właśnie praca detektywistyczna wymagana od tłumaczy jest jednym z powodów, dla których komputery nie mogą wykonywać tej pracy. Dziewięćdziesiąt procent czasu pracy tłumacza poświęcone jest na rozwiązywanie problemów, które mają niewiele wspólnego z tym, co może zostać zautomatyzowane. To co może wykonać komputer, może i człowiek w dosyć krótkim czasie, powiedzmy w dziesięć procent swojego dnia roboczego. Lecz badania niezbędne przy precyzyjnych tłumaczeniach wymagają wiele kreatywności i pomysłowości, które są poza możliwościami najlepszej sieci softwarowej sztucznej inteligencji.

Konieczne do przetłumaczenia dokumenty należą do najbardziej różniących się między sobą kategorii. Na przykład należy do nich korespondencja. W instytucjach wielojęzycznych otrzymuje się wiele listów w języku, który nie jest zrozumiały dla adresata lub dla członka personelu odpowiedzialnego za odpowiedź. Innymi dokumentami wymagającymi tłumaczenia są:

  1. Dokumenty bazowe, takie jak w Unii Europejskiej Traktat z Maastricht; kategoria ta zawiera wszystkie teksty posiadające prawny wpływ na życie danej instytucji.
  2. Raporty periodyczne (np. w ONZ lub w instytucjach UE – na tematy gospodarcze, socjalne, kulturalne, edukacyjne oraz zdrowotne).
  3. Studia zlecone temu lub tamtemu sekretariatowi przez ciała wyższe.
  4. Raporty na temat postępu prac nad podjętymi projektami.
  5. Notatki i sprawozdania z zebrań, jak również rezolucje przyjęte przez organy decyzyjne.
  6. Pisma robocze dla różnych komitetów, zespołów, grup roboczych, itp.

Koszt wytworzenia dokumentów we wszystkich językach roboczych zależy od wydajności tłumaczy. Niestety, praktycznie nie jest możliwe uzyskanie obrazu średniej wydajności, ponieważ statystyki są zwykle skonfigurowane w formacie zaprojektowanym do ukrywania niskiej produktywności zespołów tłumaczy. Na przykład "50 stronnicowy" raport wysłany do zespołu tłumaczącego z żądaniem wykonania dziesięciu jedno-wyrazowych poprawek zostaje zaksięgowany w rejestrze przyjęć z pełną liczbą stron. Pracę można wykonać w kilka minut, lecz biuro tłumaczeń zarejestruje to jako dokument 50-cio stronnicowy. Takie oszukiwanie jest prawdopodobnie nie do uniknięcia, ponieważ jak dotąd żadna instytucja, na żadnym poziomie, nie jest zainteresowana w ujawnianiu światu zewnętrznemu faktycznych kosztów używania wielu języków. Sekretarkę, która naciągnie w ten sposób wyniki, nigdy nikt nie zgani.

Sumienny tłumacz nie może tłumaczyć więcej niż pięć lub sześć kartek A4 dziennie. W ONZ najszybszy zespół tłumaczący, angielski, posiada średnią produktywność w przeliczeniu na tłumacza 2331 słów dziennie. Najwolniejsi są tłumacze chińskiego, u których dzienna produktywność sięga 843 słów. Zespół francuski plasuje się w środku przy średniej 1517 słów ("zespół angielski" oznacza tych, którzy tłumaczą z innych języków na angielski; x słów oznacza tyle słów w oryginalnym tekście).[3, tab. 9]

Tłumacz dokonujący tłumaczenia średnio 7000 słów dziennie przy Radzie Ministrów w Unii Europejskiej, opisany w prasie [4. str. 6], nie jest wiarygodny dla nikogo, kto był wtajemniczony w problematykę tłumaczeń. Taki wynik możliwy jest jedynie na niskim jakościowo poziomie, tak niskim, iż gdyby to było prawdą, pieniądze zarezerwowane na takie tłumaczenie byłyby po prostu wyrzucone w błoto. Jednakże fakty wskazują, że jest to jedną z możliwości. Pierwszą wersję Traktatu z Maastricht – długiego dokumentu (253 strony), lecz bardzo ważnego, ponieważ określał on strukturę Unii Europejskiej i był przedmiotem glosowania wszystkich obywateli krajów członkowskich za przyjęciem go lub odrzuceniem – musiano wycofać w całości ze wszystkich księgarni i bibliotek, ponieważ zawartość była różna w różnych językach. Tekst należało w całości przetłumaczyć ponownie i jeszcze raz wydrukować. Nigdy nie podano do publicznej wiadomości kosztów podwójnego wykonania tej samej pracy.

Tłumaczenie jest kosztowne. W systemie ONZ każde tysiąc słów w oryginalnym tekście w roku 1978 (nie udało mi się zdobyć nowszych danych) kosztowało 1698 dolarów USA za tłumaczenie na siedem języków, co daje ponad półtora dolara za słowo. Taka suma wydaje się bardziej rzeczywista od sumy 36 centów za słowo podawanej przez UE. Widocznie Unia Europejska tłumaczy dziennie 3,150,000 słów, co oznacza dzienny koszt tłumaczeń równy 1.134.000 dolarów USA. [4]

 

g) Czas oczekiwania na dokument

W organizacji wielojęzycznej dokumenty nie mogą być natychmiast dostępne we wszystkich językach roboczych. Czynnik czasu należy również uwzględnić w analizie.

W systemie ONZ przygotowanie 25-cio stronnicowego dokumentu (14 000 słów) w sześciu językach oficjalnych wymaga 63,9 dni roboczych tłumacza plus 22,9 dni roboczych na sprawdzenie [3, tab. 9]. Jeśli doliczy się czas przepisywania na maszynie, to otrzymamy w sumie 98,8 dni roboczych. Nie oznacza to, iż przygotowanie tego dokumentu zajmie sto dni: tłumacze różnych języków pracują równolegle, a pilne teksty są dzielone pomiędzy kilku tłumaczy, co również robi się z bardzo długimi tekstami. Zwykły zjadacz chleba nie ma pojęcia ile wysiłku wkłada się w wynik końcowy, któremu daleko do doskonałości: sto dni roboczych do zakomunikowania, często ułomnie, zawartości 25 stron, a czy jest to uzasadnione? Nic dziwnego, że zespoły tłumaczy niechętnie przedstawiają uczciwe statystyki.

Zgodnie z naszym źródłem w ONZ [3], jeśli tekst nie jest pilny, wymaga 24 dni na ukazanie się we wszystkich językach. Jeśli jest pilny i posiada nadany wysoki priorytet, może być gotowy w około sześć dni.

W systemach wielonarodowych i esperanto dokument staje się dostępny tuż po napisaniu, ponieważ nie ma potrzeby posiadania go w żadnym innym języku niż oryginalny.

 

h) Utrata treści i zniekształcenie

Komunikacja występuje tylko wtedy, gdy słuchacz przemówienia lub czytelnik dokumentu poprawnie zrozumie znaczenie treści przekazywanych przez mówcę lub autora. Przejście z jednego języka na inny pociąga za sobą różnicę w tym, co zaznacza do przeniesienia oryginał, a co faktycznie jest przenoszone. W systemach wielonarodowym i esperanto nie istnieje ryzyko utraty lub zniekształcenia, ponieważ słuchacze i czytelnicy mają do czynienia tylko z oryginałami. Jeśli pojawią się wątpliwości lub nieporozumienia, to nie są one spowodowane systemem, lecz poziomem językowym zaangażowanych osób.

Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w systemach ONZ i Unii Europejskiej, które są głęboko uzależnione od tłumaczeń i interpretacji. Jak zaznaczono powyżej, w systemie sztafetowym tłumaczeń na żywo utrata informacji może sięgnąć 50%. Lecz nawet przy bezpośrednim przejściu z języka źródłowego do docelowego za normalne uważa się utratę 10% i zniekształcenie 2 lub 3%. Warunki tłumaczenia na żywo są takie, iż niemożliwym staje się przekazanie treści przemówienia w innym języku bez przerw i błędów w czasie, gdy ono trwa. Tłumacz musi posiadać nie tylko dobrą słyszalność przemówienia, mistrzowskie opanowanie obu języków, refleks i dobry słuch, musi on również posiadać dosyć dobrą znajomość danej dziedziny, aby powtórzyć w języku docelowym wszystko co zostało powiedziane, używając przy tym właściwego słownictwa technicznego bez opuszczania istotnych odcieni znaczeń słów. Trudno znaleźć takie połączenie wysokiej kompetencji językowej z szeroką wiedzą techniczną. Stąd duża liczba nieprecyzyjnych tłumaczy:

"Co więcej, ekspansja w ciągu ostatnich lat wielojęzycznych konferencji zarówno wewnątrz ONZ jak i poza tą organizacją, ich rosnąca złożoność – tj. wzrastająca tendencja do tworzenie ad hoc różnych grup roboczych, powoływanie komitetów, zapotrzebowanie na usługi językowe (pojedyncza konferencja może stworzyć pół tuzina takich organów pomocniczych, z których kilka lub nawet wszystkie mogą spotykać się jednocześnie) doprowadziła do wzrostu zapotrzebowania na personel językowy i dlatego powiększyła deficyt. Organizacje pojawiające się w tym opracowaniu w różnym stopniu uwydatnienia są anonimowe w potwierdzaniu faktu, iż w ostatnich latach nasilają się trudności w rekrutacji kompetentnego zespołu tłumaczy. Jedna duża agencja stwierdza, że "zawsze było trudno znaleźć wystarczająco wykwalifikowany personel językowy; jednakże w ciągu ostatnich kilku lat przy wzrastającej liczbie zebrań we wszystkich organizacjach oraz przy braku koordynacji pomiędzy tymi organizacjami problemem stawało się często znalezienie wystarczającej ilości tłumaczy konferencyjnych bez względu na ich kwalifikacje". [1, par. 89]

"Kilka organizacji podkreśla trudności językowe wynikające ze specjalistycznej natury wielu dziedzin, dyskutowanych na zebraniach w systemie ONZ. Jedna z nich pisze, że 'wydaje się, iż w organizacji technicznej (...) teksty stają się coraz bardziej wyspecjalizowane i trudniejsze ze względu na ciągle rozwijającą się technikę'. Nawet w kontekście nie-technicznym problemy terminologiczne ciągle narastają i wymagają personelu o wysokich umiejętnościach w celu radzenia sobie z nimi. Czynniki te dodają się do trudności zdobycia kompetentnego personelu językowego." [1, par. 94]

Zniekształcenia i błędy spotykane w tłumaczeniach na żywo przemów i interwencji posiadają swoje odpowiedniki również w tłumaczeniach pisemnych, ponieważ tłumacze często pracują pod presją pośpiechu. Powyższa historia na temat Traktatu z Maastricht pokazuje, że nawet teksty o najwyższej ważności nie są chronione przed niedokładnymi tłumaczeniami.  Karta ONZ dostarcza następnego przykładu. Po angielsku artykuł 33 odnosi się do "any dispute, the continuation of which is likely to endanger the maintenance of international peace and security" (każdego sporu, którego przedłużanie może prawdopodobnie zagrozić utrzymaniu międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa), lecz po francusku do "tout différend dont la prolongation est susceptible de menacer le maintien de la paix et de la sécurité internationals" (wszystkich sporów, których przedłużanie może zagrażać utrzymaniu pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego), jak również po hiszpańsku: "una controversia cuya continuación sea susceptible de poner en peligro...". Podczas gdy teksty francuski i hiszpański, posiadające tą samą moc prawną – są one "równie wierne oryginałowi" – rozważają prostą możliwość, to wersja angielska wymaga całkiem innego prawdopodobieństwa. Odcień znaczenia jest ważny, ponieważ artykuł ten  określa, kiedy Rada Bezpieczeństwa powinna się angażować. Inne autentyczne teksty nie wyjaśniają zadania Rady Bezpieczeństwa: tekst rosyjski używa słów "mogło by" (zagrozić pokojowi i bezpieczeństwu) a chiński zuyi "wystarczające do" (zagrożenia im). Różne wersje językowe tego artykułu przebiegają całą skalę od "wystarczająco" do "prawdopodobnie" przebiegając przez "możliwie".

Jeśli ważne teksty prawne zawierają takie błędne tłumaczenia, to o ile częściej takie pomyłki pojawiają się w tekstach nie posiadających żadnej szczególnej ważności? Takie niedokładności należy rozpatrywać w oparciu o niezmiernie wysokie koszty tłumaczenia. Pewien dokument Unii Europejskiej w jednym miejscu rozważał we wersji francuskiej "les avions sans pilote qui prennent pour cibles les centrales nucléaires", co znaczy "samoloty bezzałogowe, które biorą za cel elektrownie atomowe". Oryginał odnosił się do "samolotów sterowanych autopilotem, lecących ponad elektrowniami atomowymi" [5]. Taki potencjalnie niebezpieczny błąd może być spowodowany systemem sztafetowym tłumaczeń.

Prawdę mówiąc, taki system, wspomniany powyżej w kontekście tłumaczeń na żywo, również odnosi się do tłumaczeń pisemnych. Tłumaczenie z greckiego lub fińskiego na holenderski lub portugalski często jest dokonywane jako tłumaczenie z wersji angielskiej lub francuskiej. Procedura taka stanie się nawet częstsza po wprowadzeniu języków takich jak węgierski, estoński i czeski, co spowoduje nieuchronnie wzrost proporcji niepoprawnych tłumaczeń. Współczynnik kosztu/efektywności rozwija się w niekorzystny sposób wraz ze pomnożeniem języków: im więcej języków jest używanych, tym kosztowniejsze stają się tłumaczenia oraz obniża się ich jakość.

 

i) Częstotliwość oraz istotność ułomności językowych podczas sesji

Określenie ułomność językowa odnosi się do sumy cech używanego języka, które kolidują z wyrażaniem się ustnym lub pisemnym. Im większa ułomność językowa, tym gorzej dana osoba czuje się w języku, którego musi używać. Wyrażający się w języku ojczystym oczywiście nie cierpią na żadną ułomność językową. Jednakże gdy mówcy lub pisarze nie posiadają pełnego opanowania danego języka, to mogą bardzo dokładnie wiedzieć co chcą przekazać bez możliwości udostępnienia tej idei z pożądaną przez nich jasnością i mocą przekonywania, ponieważ nie są w stanie natychmiast znaleźć odpowiednich słów, więc używają mniej odpowiednich, które dają im poczucie gramatycznego bezpieczeństwa, wyrażają się w mniej wykwintnym języku niż gdyby używali swojego własnego, rezygnują z delikatnych niuansów, które mogą być dosyć istotne, a ich przemówienia lub teksty zawierają mniej siły ekspresji niż w ich języku ojczystym. Co więcej, zła wymowa może spowodować zamieszanie lub sprawić, że mówca brzmi śmiesznie (np. mówiąc "my Government sinks" (mój rząd tonie) zamiast "my Government thinks" (mój rząd sądzi)) wraz ze wszystkimi negatywnymi następstwami. Taka wada jest wynikiem ułomności językowej, którego, z uwagi na jego samą naturę, są pozbawione osoby posługujące się swoim językiem ojczystym.

Parlament Europejski uznał istnienie ogromnej ułomności językowej u wszystkich tych, którzy są pozbawieni prawa używania swojego własnego języka:

"Ktokolwiek trudził się nauką języka obcego wie, że prawdziwa umiejętność mówienia w nim jest bardzo rzadka. Z reguły jedynie język ojczysty jest jedynym, w którym można osiągnąć pełne mistrzostwo wraz ze wszystkimi jego subtelnościami. Nie ma wątpliwości, że osoby czują się  najbardziej przekonywujące politycznie, gdy wyrażają się w swoim własnym języku. Używanie języka ojczystego daje przewagę nad tymi, którzy – chcąc lub nie chcąc – noszą brzemię języka, który nie jest ich własnym." [6, str. 10]

Dlatego łatwo zrozumieć powody ostrej reakcji wielu państw, gdy 15 grudnia 1994 roku Francuski Minister Spraw Europejskich, Alain Lamassoure, ogłosił, że Francja wykorzysta swoją kadencję prezydencką do zaproponowania "polityki pięciu języków roboczych". Na przykład rząd Grecji wystosował gorący protest, a prasa w Atenach oskarżyła Francję o zamiary utworzenia dwubiegowej Europy również w dziedzinie językowej [5]. Ułomność językowa jest czynnikiem najbardziej istotnym do rozważenia przy porównywaniu różnych alternatyw w taktyce językowej.

Taka ułomność szczególnie wpływa na instytucje, które przyjęły system ONZ, w którym większość pozbawiona została prawa używania swojego języka ojczystego. Obecnie w Unii Europejskiej nie występuje żadna ułomność językowa, lecz, jak wielu proponuje, jeśli liczba języków roboczych zostanie zmniejszona, to wpłynie to na pewną liczbę państw członkowskich.

Ułomność językowa należy do dziedziny neuropsychologii. Jest ono wynikiem czynników oddziaływujących na przepływ energii nerwowej w mózgu. Wszystkie języki reprezentują sieć złożonych programów w "komputerowym" znaczeniu tego słowa. Dosyć często pewien program jest zakłócany przez podprogramy hamujące, które uniemożliwiają płynne działanie programu głównego.  Jeśli losowej grupie nie-anglo-saksończyków, którzy uczyli się angielskiego przez wiele lat, zadamy pytanie o liczbę mnogą rzeczownika sheep (owca), to odkryjemy, że osiem na dziesięć z nich odpowie sheeps. Błąd ten pochodzi z faktu, iż słowo sheep powinno być połączone z podprogramem, który stwierdza: w tym przypadku nie stosuj głównego programu "liczba mnoga = + s".  Poprawne przyswojenie i właściwe zarządzenie w warunkach rzeczywistych olbrzymią liczbą złożonych podprogramów, które powinny być skojarzone w wieloma elementami językowymi w angielskim (jak również w większości innych języków), jest poza zasięgiem większości ludzi, jeśli nie jest to język powszechny w danym środowisku.

Oto główny powód konieczności przeznaczenia minimum 10.000 godzin nauki i praktyki w celu opanowania dowolnego języka narodowego. Jeśli czytelnicy wątpią w poprawność tych danych, to mogą otrzymać ich potwierdzenie, obserwując język sześcio- lub siedmiolatka mówiącego w swoim języku ojczystym. Nawet po 10.000 godzin pełnego obcowania ze swoim językiem, wciąż stosuje on takie formy jak I comed, he falled, mouses, foots, when I'll go, it's mines, itd. Należy podkreślić, że żaden z tych błędów nie jest spowodowany niedojrzałością umysłową. Prawdę mówiąc, dziecko postępuje bardziej logicznie niż język oficjalny. Błędy pochodzą stąd, iż gdy główne programy pracują, to nie pracują podprogramy. One nie zostały jeszcze zainstalowane w mózgu lub są wciąż niestabilne lub słabo połączone ze strukturami nerwowymi, aktywowanymi przez wyrażenie językowe.

Dziewięćdziesiąt do dziewięćdziesięciu pięciu procent czasu zainwestowanego w naukę języka narodowego jest przeznaczane na wysiłek niezbędny do zamienienia tych podprogramów na odruchy. Tak długo jak nie pracują one podświadomie, bez wysiłku, nie można mówić o opanowaniu języka. Mózg stara się spontanicznie uogólniać wszystkie postrzegane symbole językowe. Zatem jeśli dziecko lub obcokrajowiec, którzy (nieświadomie) zarejestrowali regularne pojawianie się końcówki -s w ciągu wyrazów yours, hers, ours, theirs, będą posiadać naturalny odruch stosowania tego samego wzorca w pierwszej osobie liczby pojedynczej: on lub ona powiedzą mines. Aby została wprowadzona poprawna forma, nowy, uwarunkowany odruch musi zastąpić odruch naturalny.

Język pozbawiony odwracających uwagę podprogramów i zbudowany tylko z programów ogólnych (na przykład tylko jednego programu dla liczby mnogiej, tylko jednego dla czasu teraźniejszego wszystkich czasowników, tylko jednego programu do zamiany rzeczownika na przymiotnik, itd.) szanuje bez wyjątku naturalną skłonność uogólniania cech językowych. W wyniku zarówno przyswojenie jak i używanie takiego języka stają się znacząco łatwiejsze. Esperanto jest takim językiem.

Jeżeli uwalnia swojego użytkownika od ułomności językowej, to dzieje się to z powodu olbrzymiej elastyczności tego języka. Myśl nie musi być żłobiona wg ustalonych z góry wzorców. Aby wyrazić pojęcie "on mi dziękuje", użytkownik esperanto może zastosować angielski szyk wyrazów (li dankas min), strukturę niemiecką (li dankas al mi) lub francuską (li min dankas). Sto lat praktyki udowodniło, że ta swoboda powiększa wygodę językową bez ograniczania wzajemnego zrozumienia. Podobną swobodę można odnaleźć w różnych sposobach wyrażania myśli. Na przykład pojęcie "on pojechał do hotelu autobusem" można wyrazić na wiele sposobów, które nie posiadają swoich odpowiedników w innych językach, lecz są one od razu zrozumiałe po nauczeniu się znaczeń końcówek i przyimków: li iris al la hotelo per buso, li iris hotelen buse, al la hotelo li busis, li buse alhotelis, itd. Konsekwencją tej swobody, dodanej do regularności wzorców oraz braku wyjątków, jest to, iż ułomność językowa praktycznie nie występuje u użytkowników esperanto. Tłumaczy to zaobserwowane przez prof. Pierre'a Jantona fakty w jego badaniach nad tym językiem:

"Chociaż nie jest on językiem ojczystym, nie jest również językiem obcym. Dojrzały użytkownik esperanto zawsze odczuwa go jako swój własny język, czego, za wyjątkiem doskonałej dwujęzyczności, nie można powiedzieć o żadnym innym języku wyuczonym." [7]

W rezultacie obserwator na zebraniu przeprowadzanym po esperancku jest natychmiast uderzony faktem braku ułomności językowej. Do powodów językowych i neurologicznych, które właśnie wyjaśniliśmy, należy jeszcze dodać kolejny czynnik, całkowicie psychologiczny: każdy mówiący po esperancku wie, że język ten nie jest dla nikogo językiem ojczystym i brak w nim ludzi o najwyższym poziomie językowym, którzy mogliby powiedzieć lub pomyśleć sobie na temat sposobu formułowania zdań, gramatyki lub słownictwa mówcy: "to jest prawidłowe, to jest błędne". Mówca nigdy nie czuje się gorszym z powodu przynależności do grupy etnicznej innej niż ta, która określiła standardy językowe. Daje to olbrzymi kontrast w porównaniu z systemami wielonarodowym i ONZ, w których osoby nie władające właściwym językiem ojczystym czują się w pewien sposób gorsze (o ile nie są tak zarozumiałe, iż nie mają pojęcia o swoim rzeczywistym, zwykle niskim, poziomie językowym, co zdarza się wcale nie tak rzadko).

Na sesjach odbywających się w języku esperanto mówcy wyrażają się swobodnie i nie występuje związek pomiędzy naturą ich języka ojczystego a częstotliwością uczestniczenia w dyskusji. Dlatego pomimo faktu, iż język ten został wyuczony, obserwator ma wrażenie, iż w tym środowisku ludzkim wszyscy mówią swoim językiem ojczystym. Jest to aspekt najbardziej odróżniający system esperanto od pozostałych trzech.

 

j) Ułomność językowa przy czytaniu

Czytanie dokumentów stanowi znaczną część każdej działalności międzynarodowej wymagającej zebrań i dyskusji. Gdy chodzi o zrozumienie, istnieje duża różnica pomiędzy czytaniem a słuchaniem. Dane przedstawione w tabeli poniżej i odnoszące się do tego kryterium są uśrednione: tylko w ten sposób można poradzić sobie z dużymi odchyleniami indywidualnymi w rozumieniu języka, gdy uczestnicy sesji otrzymują swoje dokumenty.

W systemie ONZ wielu delegatów posiada dostęp do dokumentów w języku, w którym potrafią bez większych trudności czytać, chociaż mówią w nim słabo. Czytelnika może zdziwić fakt, iż w przedstawionej poniżej tabeli ułomność rozumienia przy czytaniu jest wyższa dla systemu wielonarodowego niż dla systemu ONZ. Odzwierciedla to wyniki badań, które pokazały, że wrodzona niejednoznaczność angielskiego często powoduje wzrost niezrozumienia. Na przykład, nie ma nic nadzwyczajnego w rozumieniu Japanese encephalitis vaccine jako "szczepionkę przeciw zapaleniu mózgu, wyprodukowaną w Japonii", gdy tymczasem termin ten odnosi się do szczególnej choroby, zwanej po angielsku Japanese encephalitis (zapalenie mózgu typu B; zapalenie mózgu japońskie). W esperanto wyrażenie nie wymaga więcej sylab, lecz nie występuje niejednoznaczność: japana encefalit-vakcino i japan-encefalita vakcino jasno wskazuje o którą wersję chodzi.

Szybkość rozwoju języka angielskiego wraz z tendencją twórców dokumentów w tym języku do używania zwrotów potocznych, nawet w tekstach politycznych i technicznych, stwarza problemy ludziom mówiącym innymi językami. W ostatnich badaniach 80% uczestników, stosujących często język angielski w swojej pracy zawodowej, nie potrafiło zrozumieć zwrotu Business class is a tough act to follow w pewnym artykule z czasopisma International Herald Tribune na temat ogólnej tendencji mniej częstego korzystania z pierwszej klasy przez podróżujących samolotami.

 

k) Ograniczenia i utrudnienia

W pracy tej za "ograniczenia" uważane są wszystkie czynniki zależne od używanego systemu językowego i ograniczające swobodę  wyboru miejsca, środków oraz czasu, w którym może wystąpić komunikacja. Na przykład, systemy ONZ i Unii Europejskiej wymagają sal konferencyjnych wyposażonych w sprzęt do prowadzenia tłumaczeń na żywo i ograniczają dyskusję do okresów czasu, w których są dostępni tłumacze oraz technicy, natomiast systemy wielonarodowy i esperanto pozwalają na przeprowadzanie dyskusji w dowolnym miejscu – równie dobrze w restauracji, jak i w klubie myśliwskim czy w sali kongresowej – w dowolnym czasie, nawet przy przerwie w zasilaniu energią elektryczną. Jeśli organ ONZ lub podobnej instytucji przyjmie zaproszenie od jakiegoś rządu na zebranie w danym kraju, z dala od kwatery głównej, to musi poradzić sobie z istotnym wzrostem kosztów oraz komplikacjami. Koszty wywołane podróżami tłumaczy, ich zakwaterowaniem i wyżywieniem dla dużej konferencji są znaczne, jak również koszty ponoszone na wytworzenie dokumentów, szczególnie wtedy, gdy tworzone są one dodatkowo po chińsku i arabsku.

Warto wziąć pod uwagę poczucie luzu, braku ryzyka skrępowania, korzystania z warunków sprzyjających gładkiemu realizowaniu prac oraz przyjemną atmosferę, ponieważ czynniki te w dużym stopniu przyczyniają się do sukcesu tych działań. Słowo "utrudnienia" w tym dokumencie dotyczy wszystkich czynników, które udaremniają te poczucie. Wielu uczestników międzynarodowych kongresów i konferencji za najbardziej nieprzyjemne uczucie uważają konieczność ciągłego noszenia słuchawek i słuchania głosu kogoś innego niż głos mówcy. Wyczerpanie nerwowe jest dużo gorsze na sesji z tłumaczeniem na żywo niż w sesji jednojęzycznej. Jednakże na zebraniach używających tylko jednego języka mogą również pojawić się utrudnienia spowodowane rosnącym zmęczeniem; jest ono wtedy powiązane z koniecznością nadążania za debatą i brania udziału w niej, gdy dana osobo nie opanowała w całości stosowanego języka. Obca wymowa może zakłócać natychmiastowe zrozumienie i wymagać większego wysiłku przy uczestniczeniu w dyskusji.

 

l) Prawdopodobny wzrost ujemnych cech systemu w ciągu kolejnych dwudziestu lat

W samej swej naturze systemy wielonarodowy i esperanto nie są wystawione na ryzyko wzrostu ich cech ujemnych. Sytuacja jest zupełnie inna w instytucjach wielojęzykowych. Żadna z nich na początku swego istnienia nie podjęła trwałej decyzji, aby nigdy nie dodawać nowych języków do przyjętych na początku. W tym względzie różnią się one od krajów, gdzie status oficjalny posiada dwa lub więcej języków. Im więcej języków zostanie wprowadzone, tym dotkliwsze staną się problemy. Dodanie jednego języka jest czymś więcej od dodania jednostki; powoduje pomnożenie kombinacji języków, dla których będzie należało zapewnić tłumaczenie. Liczba ta pochodzi ze wzoru N(N-1). Jeśli używa się dziewięciu języków, powstają 72 kombinacje; jeśli 15 – na przykład obecne jedenaście używanych przez Unię Europejską plus węgierski, czeski, słoweński i estoński – należy wziąć pod uwagę 210 kombinacji językowych, zarówno na poziomie mówienia nimi jak i w dokumentach pisanych.

Pogorszenie ujemnych cech dotyczy szczególnie Unii Europejskiej, która musi stanąć przed trudnym wyborem: czy zagwarantować demokrację kosztem wzrostu utrudnień materialnych oraz trudnych do zniesienia problemów budżetowych, czy zapewnić bardziej normalne działanie wszystkich swoich organów kosztem demokracji.

Od swojego początku ONZ oraz podobne mu organizacje przechodziły podobną drogę, godząc się na stopniowe powiększanie liczby języków roboczych. Po wprowadzeniu każdego nowego języka działanie tych instytucji stawało się coraz bardziej kłopotliwe. Ta tendencja wciąż się utrzymuje: jest wiele głosów domagających się rozszerzenia użycia języka niemieckiego, który już jest częściowo używany jako język roboczy, a wysoko aktywne lobby wykonywało niedawno naciski za przyznaniem oficjalnego statusu dla portugalskiego, hinduskiego i japońskiego.

 

m) Słownictwo

Problemy słownictwa powinny się były znaleźć wśród tych kryteriów, lecz okazało się niemożliwe za pomocą dostępnych danych ocenić ich wpływ na międzynarodową komunikację w różnych systemach.

W ONZ brak ścisłej i niezmiennej terminologii w języku chińskim stanowił poważny problem dla tłumaczy w latach 50-tych i 60-tych. W tym czasie jeden z korektorów w chińskim oddziale ONZ powiedział mi: "Wy tylko tłumaczycie, natomiast my tworzymy nowy język". Podobne problemy pojawiły się w latach siedemdziesiątych po przyjęcu arabskiego.

W Unii Europejskiej problemy tego typu, chociaż mniej poważne, dotyczą prawdopodobnie holenderskiego, jeśli weźmie się pod uwagę zróżnicowanie tego języka w zależności od tego, czy jest on używany w Belgii, czy w Holandii, jak również jego niestabilność w okresie podpisania Traktatu Rzymskiego, lecz nie udało mi się zebrać informacji na ten temat. Podobnie nowożytny język grecki nie był zupełnie uregulowany, gdy Grecja dołączyła do Unii i byłoby całkiem interesujące poznanie sposobów radzenia sobie z tymi problemami przez przez oddział tłumaczy greckiego. Całkiem prawdopodobnym jest, iż problemy terminologiczne powstaną wraz z przyjęciem dawnych krajów komunistycznych.

Jeśliby jakaś organizacja międzynarodowa przyjęła esperanto, to musiałaby utworzyć dosyć silny urząd terminologiczny dla tego języka. W wielu dziedzinach politycznych, socjalnych, naukowych i technicznych słownictwo esperanckie poprzedza słownictwo chińskie, arabskie oraz innych języków, takich jak Suahili i współczesny hebrajski. Co więcej, struktury tego języka pozwalają rozwiązać problemy terminologiczne łatwiej niż w innych, bardziej sztywnych językach (w esperanto pojawiło się tłumaczenie terminu software wcześniej niż we francuskim). Mimo to słownictwo języka esperanto zawiera wiele luk w dziedzinach dotyczących elementów maszyn, procesów technicznych i specjalnych elementów lub pojęć używanych w przemyśle, inżynierii, medycynie, farmacji oraz innych, jak również w precyzyjnych pododdziałach opisach produktów w międzynarodowym handlu. Istnieje ponad stuletnia tradycja tworzenia słownictwa esperanto poprzez konsultacje pomiędzy specjalistami, lecz wciąż pozostaje do wykonania olbrzymia praca. Jednakże praca ta nie byłaby większa od tej, którą musiały wykonać w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oddziały tłumaczy chińskich w ONZ.

 

Uwagi na temat spotkań w esperanto

Obserwacje poczynione w obrębie tych badań mogą zostać z łatwością potwierdzone dla trzech pierwszych podejść językowych. Z drugiej strony, esperanto jest w dużym stopniu nieuznawane, a nawet mylone z projektem, a nie z językiem rzeczywiście używanym. Większość ludzi nie ma pojęcia, że język ten jest ciągłe wykorzystywany w pewnych rejonach i nie wiedzą nic o środowisku, w którym jego działanie można badać naukowo. Stąd dalsze uściślenia.

Chociaż jest ono ograniczone do marginesowego fragmentu ludzkości, to esperanto staje się nośnikiem wszelkich działań, od poezji i pisania piosenek do nauczania naukowego. Od stycznia 1985 roku każdego dnia gdzieś na świecie odbywał się kongres, konferencja lub inny rodzaj spotkania (niekompletną listę takich spotkań można znaleźć w Internecie pod adresem: http://www.eventoj.hu/kalendar.htm).

Dane odnoszące się do systemu esperanto w tej pracy są oparte na obserwacji zebrań organizowanych pod auspicjami kilku organizacji i instytucji: Universala Esperanto-Asocio, Literatura Foiro, Tutmonda Esperantista Junulara Organizo, San Francisco State University, Kultura Centro Esperantista, Japana Esperanto-Instituto, Internacia Esperanto-Muzeo i Internacia Kultura Servo. Pracę badawczą wykonano w dwóch częściach, pierwszą w latach 1986-87 w Pekinie, Tokio, Locarno, Wiedniu, San Francisco i Zagrzebiu, drugą w latach 1993-94 w Barcelonie, Nowosybirsku, La Chaux-de-Fonds i Wiedniu. Nieformalne zebrania w Ottawie, Oslo, Budapeszcie i Helsinkach potwierdziły obserwacje poczynione podczas sesji strukturalnych. Pod uwagę wzięto tylko te dyskusje, w których uczestniczyli ludzie reprezentujący co najmniej pięć języków ojczystych.

Jeśli chodzi o komunikację pisemną, to badania oparto na analizie korespondencji, dokumentów i publikacji niektórych z wyżej przytoczonych organizacji, szczególnie Kultura Centro Esperantista oraz Universala Esperanto-Asocio.

Co do zawartości, to tematy dyskutowane i w powyższej próbce organizacji używających języka esperanto obejmowały całą gammę odcieni, od tematów ogólnych do bardzo specyficznych, jak w organizacjach używających innych polityk językowych.

 

Porównanie czterech systemów wg różnych kryteriów

Pod bieżącymi warunkami niemożliwe jest zebranie dokładnych danych dla każdego z kryteriów, które zostały zdefiniowane. Dla wielu obiektywnie mierzalny wynik jest po prostu niemożliwy. Dlatego podane poniżej wyniki są ocenami pochodzącymi z obserwowania funkcjonowania komunikacji językowej w różnego typu organizacjach, a dla kilku pozycji, np. długości nauki języka, pochodzą z badań nad statystycznie reprezentatywną próbką osób.

Każdy z czterech systemów jest oceniany dla każdego kryterium w skali dziesięciopunktowej, wg ważności zaobserwowanych cech ujemnych: 10 oznacza bardzo poważne niedociągnięcie, 0 oznacza nieobecność rozważanej cechy ujemnej:

0 brak, 1 minimalna, 2 pomijalnie mała, 3 mała, 4 umiarkowana, 5 średnia, 6 znaczna, 7 duża, 8 bardzo duża, 9 ogromna, 10 krańcowo maksymalna.

 

Kryterium ONZ Wielonarodowy Unia
Europejska
Esperanto
a) Długość wcześniejszej nauki języka obcego 8 8 0 3
b) Wcześniejsze inwestycje rządowe 9 9 5 0
c) Wcześniejsze inwestowanie w zainteresowane instytucje 8 0 10 0
d) Nierówność i dyskryminacja 6 5 0 0
e) Koszty językowe sesji 7 0 10 0
f) Koszt wytworzenia dokumentu 6 0 10 0
g) Czas oczekiwania na dokument 6 0 6 0
h) Utrata treści i zniekształcenie 5 4 6 0
i) Częstotliwość oraz istotność ułomności językowych podczas sesji 5 6 0 1
j) Ułomność językowa przy czytaniu 3 4 0 1
k) Ograniczenia i utrudnienia 8 3 8 0
l) Prawdopodobny wzrost ujemnych cech w ciągu kolejnych dwudziestu lat 5 0 10 0

Całkowity poziom cech ujemnych:

76 39 65 5

 

 

Podane powyżej wartości można uważać za niepewne, ponieważ pochodzą one z prostych oszacowań, którym brak wystarczająco obiektywnej podstawy. Może zatem być interesujące sprawdzenie co się stanie, jeśli zastąpi się je danymi binarnymi, gdzie 1 oznacza "obecność danej cechy ujemnej" a 0 "ta cecha ujemna nie istnieje". Jeśli przejdziemy na taki system, który można już uważać za obiektywny, to istotnym stanie się fakt, iż najbardziej korzystnym systemem jest wciąż system czwarty, chociaż ten sposób obliczeń nie jest dla niego sprawiedliwy. Rzeczywiście, jeśli sześć miesięcy esperanto udostępnia poziom komunikacyjny wymagający sześciu lat nauki w innym języku, to przyznanie wartości 1 w tym kryterium dla wszystkich systemów z koniecznością nauki języka nie oddaje uczciwego obrazu sytuacji. Lecz ten sposób obliczeń przynajmniej wyklucza krytykę oceny subiektywnej. Co więcej, aby dać wszystkim pozostałym trzem systemom najlepsze szanse, możemy usunąć kryterium b (wcześniejsze inwestycje rządowe) dla Unii Europejskiej i dodać je do czwartej kolumny, biorąc pod uwagę fakt, iż w przypadku przyjęcia systemu esperanto rządy mogłoby poczuć się zobowiązane do organizowania nauki tego języka międzynarodowego.

 

Kryterium ONZ Wielonarodowy Unia
Europejska
Esperanto
a) Długość wcześniejszej nauki języka obcego 1 1 0 1
b) Wcześniejsze inwestycje rządowe 1 1 0 1
c) Wcześniejsze inwestowanie w zainteresowane instytucje 1 0 1 0
d) Nierówność i dyskryminacja 1 1 0 0
e) Koszty językowe sesji 1 0 1 0
f) Koszt wytworzenia dokumentu 1 0 1 0
g) Czas oczekiwania na dokument 1 0 1 0
h) Utrata treści i zniekształcenie 1 1 1 0
i) Częstotliwość oraz istotność ułomności językowych podczas sesji 1 1 0 1
j) Ułomność językowa przy czytaniu 1 1 0 1
k) Ograniczenia i utrudnienia 1 1 1 0
l) Prawdopodobny wzrost ujemnych cech w ciągu kolejnych dwudziestu lat 1 0 1 0

Całkowity poziom cech ujemnych:

12 7 7 4

 

Wniosek

Obserwacja komunikacji językowej na poziomie międzynarodowym zgodnie z czterema używanymi obecnie podejściami do tego problemu ujawnia, iż system esperanto oferuje najwięcej korzyści, zarówno dla indywidualnych uczestników jak i rządów oraz organizacji, w obrębie których ma miejsce komunikacja międzynarodowa. Innymi słowy, wraz z systemem wielonarodowym jest on najbardziej efektywny pod względem ponoszonych kosztów, lecz posiada nad tym pierwszym ważną przewagę unikania dyskryminacji i nierówności wśród zaangażowanych osób oraz wymaga od uczestników mniej czasu i wysiłku do osiągnięcia wymaganego poziomu kompetencji językowych.

Jednakże system ten musi się zmierzyć z olbrzymią cechą ujemną, o której nie wspomniano powyżej: poza nielicznymi organizacjami prywatnymi jego wprowadzenie musiałoby być zorganizowane od podstaw. Nie byłoby to samo z siebie tak trudne z uwagi na sprzyjające zalety językowe esperanto i fakt, że jest ono tak dobrze dopasowane do sposobu pracy ludzkiego mózgu. Lecz sprawa najbardziej odpowiedniego systemu komunikacji językowej w układach międzynarodowych musi ścierać się z całym tłem politycznych, kulturalnych i ekonomicznych sił, które preferują raczej inercję i zachowanie przywilejów od radykalnej zmiany prowadzącej do bardziej opłacalnego i demokratycznego rozwiązania, ustawiającego wszystkie kultury w tym samym położeniu. W porównaniu do światowej populacji tylko niewielu ludzi posiada zdolność rzeczywistego opanowania języka angielskiego, mimo to w ostatnich latach tendencja w międzynarodowej komunikacji skłania się w kierunku systemu wielonarodowego, opartego tylko na tym języku. Spowodowało to powstanie elity językowej, która nie chce stracić wielu korzyści czerpanych z przynależności do wąskiego koła tych, którzy potrafią uczestniczyć w globalnym porozumiewaniu się.

Skoro jest taka sytuacja, usprawiedliwionym byłoby dodanie dwóch dodatkowych kryteriów do tabeli zaprezentowanej powyżej. Odnosiłyby się one do dwóch cech niekorzystnych, które moglibyśmy nazwać z jednej strony "organizowaniem nauki języka esperanto na całym świecie", a z drugiej "przezwyciężaniem sił inercji". Interesującym jest spostrzeżenie faktu, że jeśli dla tych dwóch dodatkowych punktów damy systemowi esperanto najwyższą notę (10) i najniższą (0) wszystkim trzem pozostałym, to podsumowanie wad dla esperanto da wynik 25, lecz i tak będzie to dużo poniżej poziomu cech ujemnych pozostałych systemów (ONZ 76, Wielonarodowy 39, Unia Europejska 65). Podobny wynik otrzymujemy przy binarnej ocenie, gdzie wartość kryterium przyjmuje 1 bez względu na jego wagę czy stopień, co spowoduje dodanie 2 od opcji esperanto i wciąż pozostawi ją jako system posiadający największe zalety.

Czy nie należałoby wziąć tego pod uwagę przy rozważaniu używania języków na poziomie międzynarodowym?

 

ŹRÓDŁA

  1. C.E. King, A.S. Bryntsev, F.D. Sohn, Raport na temat skutków wprowadzenia dodatkowych języków w systemie ONZ, Genewa: ONZ, Joint Inspection Unit, 1977, dokument A/32/237.
  2. Liga Narodów, L'espéranto comme langue auxiliaire internationale: Rapport du Secrétariat general, adopté par la Troisième Assemblée, Genewa: Liga Narodów, 1922.
  3. Joint Inspection Unit, Oszacowanie Procesu Tłumaczeń w systemie ONZ, Genewa: ONZ, 1980; dokument JIU/REP/80/7.
  4. Roman Rollnick, "Word mountains are costing us a fortune", The European, grudzień 20-22, 1991.
  5. Jean de la Guérivière, "Babel à Bruxelles", Le Monde, styczeń 12, 1995, str. 15.
  6. Parlament Europejski, Rapport sur le droit à l'utilisation de sa propre langue, March 22, 1994 Dokument A3-0162/94, DOD.FR/RR/249/249436.MLT PE 207.826.
  7. Pierre Janton, "La résistance psychologique aux langues construite, en particulier à l'espéranto" w: Actes – Journée d'étude sur l'espéranto (Paryż: University of Paris-8, 1983), str. 70.

La letero al prizorganto de la Edukada Servo

Via email: (se vi volas ricevi respondon)
La temo:
Atenton: ← Enskribu la vorton  ilo  , alie la letero pereos

Skribu la leteron sube (ne pli ol 2048 literoj).

La nombro de literoj por uzado: 2048


I Liceum Ogólnokształcące
im. Kazimierza Brodzińskiego
w Tarnowie

(C)2017 mgr Jerzy Wałaszek
GNU Free Documentation License.